recenzja

Obietnica szczęścia | Ryszard Ćwirlej, Rajski zakątek

Jeśli tylko dasz się uwieść obietnicom, okraszonym szerokim uśmiechem, zaznasz szczęścia i spełnienia. Aż po grób. O „Rajskim zakątku” Ryszarda Ćwirleja pisze Przemysław Poznański.

„Nudzą się tylko nudni ludzie” – usłyszymy tu nie raz. A że bohaterowie Ćwirleja do nudnych nie należą, możemy mieć pewność, że prędzej czy później spotka ich przygoda – nawet jeśli wyjeżdżają tylko na wakacje, albo do pracy. I będzie to przygoda tyleż wciągająca, co niebezpieczna, bo przecież dostajemy do ręki rasowy kryminał, okraszony co prawda charakterystycznym dla autora humorem, ale też jednocześnie śmiertelnie poważny, zadający istotne pytania o to, czy istnieją jakiekolwiek granice zła, żerującego na ludzkiej łatwowierności.

Podobnie więc jak w poprzednich tomach tej serii, „Niebiańskim osiedlu” i „Tęczowej Dolinie”, Ryszard Ćwirlej wrzuci nas w opowieść o cwaniactwie, bezduszności i bezwzględności, ukrytych za maską dobroduszności. O ludziach, w istocie rzeczy cynicznie wykorzystujących tych, którzy dali się złapać na lep korespondujących z ich stanem ducha okrągłych słówek, miłych uśmiechów, a nierzadko też ukraszonych solidną dawką religijności uprawianej przez wszelkiej maści bigotów.

Tajemnicze zaginięcia

Można nawet uznać, że w takich okolicznościach przygoda do bohaterów powieści przychodzi sama – trochę tak jest, bo przecież wcale jej nie szukają. Ale rzecz w tym, że dziennikarz śledczy Marcin Engel, jego aktualna partnerka Kama, producentka telewizyjna i wreszcie babcia Matylda Kaczmarek, emerytowana oficer milicji z Komendy Głównej MO, są bohaterami, którzy zdecydowanie przeciwstawiają się temu, co prowadzi do ludzkiej krzywdy, niezawodnie wyczuwając swąd obłudy i groźbę przekrętu. A skoro tak, to gdy tylko sprawy przybiorą zły obrót, chcąc nie chcąc ruszą na pomoc tym, którzy sami poradzić sobie nie mogą.

Dokładnie tak samo jest i tym razem. Podczas wypoczynku w Ustroniu (tego w Beskidzie Śląskim, nie mylić z Ustroniem Morskim, gdzie rozgrywała się akcja „Tęczowej Doliny”) znika ciocia Dżesiki, byłej dziewczyny Engela (przez Kamę złośliwie nazywanej Zembi, co ma ścisły związek z pewną reklamą, w której dziewczyna wystąpiła jakiś czas wcześniej). A jakby tego było mało, w okolicy dochodzi też do zaginięcia młodej zakonnicy. Grzebiąc nieco głębiej, natrafić można też na kilka innych niewyjaśnionych zaginięć lub zgonów. Wobec takich zagadek nie da się przejść obojętnie.

Przeczytaj także:

Paliwo dla uczynków niecnych

Sam Engel do Ustronia się jednak nie wybiera, bo i po co, skoro – jak się szczęśliwie składa – wypoczywa tam akurat babcia Matylda. Śledcza nieprzeciętna, która niejednego oszusta i mordercę zaprowadziła za kratki i to nie tylko w czasie, gdy robiła milicyjną karierę, ale i później, gdy była już na zasłużonej emeryturze. Takiej seniorce można śmiało powierzyć najtrudniejsze zadanie, więc Engel robi to bez mrugnięcia okiem. A w zasadzie robi to Ryszard Ćwirlej, który ciężar śledztwa sprawiedliwie rozkłada w powieści na barki emerytowanej podpułkownik oraz dziennikarza i jego ekipy, nie odmawiając przy tym jednak prawa do odegrania ważnej roli obecnym w książkach tego pisarza –  archetypicznym wręcz – „asom” miejscowej policji.

Wszystko to wrzuci nas w opowieść o mrokach ludzkiej duszy niszczonej chciwością, brakiem skrupułów i pogardą – także wobec elementarnej przyzwoitości, jak i ludzkiego życia. Mrokach duszy przywołanej tu zresztą nieprzypadkowo, bo Ryszard Ćwirlej zajmie się w powieści także tą sferą naszej egzystencji jaką jest wiara i pobożność, wykorzystywana nierzadko przez ludzi cynicznych jako paliwo dla uczynków niecnych. Odprysk słynnej sprawy zbuntowanego odłamu sióstr betanek z Kazimierza Dolnego posłuży autorowi do pokazania jednego z mechanizmów manipulacji ludźmi wierzącymi – nie po to, by krytykować wiarę, ale by ukazać emocjonalną i moralną miałkość niektórych przedstawicieli instytucji chcących tą wiarą zawiadywać.

Aż do wrót raju

Takiego zaglądania za kulisy mechanizmów manipulacji jest tu wiele, włącznie z tymi, które – nie do końca świadomie – stosuje pasożytująca na Engelu Dżesi. Ćwirlej wrzuca nas w powieści choćby w świat reklamy – nie omieszka pokazać wszystkiego tego, co stoi za naszą skłonnością do ulegania obietnicom, w tym naszej podatności na szeroki uśmiech – czy to pięknej kobiety reklamującej pastę do zębów, albo krystaliczną wodę w butelkach, czy to młodego i przystojnego księdza oferującego pomoc zbłąkanym owieczkom. Woda „ugasi twoje pragnienie” i „pobudzi twoje zmysły” – słyszymy i łapiemy się na tym, że tak łatwo ulegamy technikom manipulacji, zgodnie z wyrażoną i tu przez jednego z bohaterów tezą, że „jak coś telewizji pokazują, to musi być dobre”. A co dopiero, gdy to „coś” pada z ust uchodzących za wiarygodne i poparte jest „słowem Bożym”.

Obietnice szczęścia nie muszą – rzecz jasna – zawsze być kłamstwem. Reagując na nie trzeba być jednak – jak babcia Matylda – pozbawionym uprzedzeń, ale czujnym. Ufnym, ale do rozsądnych granic. A gdy zajdzie konieczność, umieć przeciwstawić się im z całą mocą. Spełnione obietnice mają moc zaprowadzenia nas do raju, jakkolwiek byśmy go nie rozumieli. Niespełnione i nieszczere też mogą zawieś nas do wrót raju. Dosłownie.

Ryszard Ćwirlej, Rajski zakątek
Wydawnictwo Harde, 27 marca 2024
ISBN: 9788383432915

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej