wywiad

Jarosław Maślanek: Chcę po prostu pisać jak najlepsze książki | 10 pytań na nasze 10-lecie

Zupełnie Inna Opowieść ma już 10 lat. Dużo? Mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnia dekada, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Jarosław Maślanek.

Jarosław Maślanek, fot. archiwum autora

– Po tylu latach, przy szóstej powieści, wciąż mam problem z nazywaniem siebie pisarzem, raczej określiłbym się jako osobę piszącą. Gdybym mógł poświęcić cały czas przeznaczany na życie zawodowe na pisanie książek, może czułbym się pisarzem; w naszych realiach, przy pisaniu niekomercyjnym, praca nad książkami jest jedną z czynności „zawodowych”, w moim wypadku razem z dziennikarstwem – mówi Jarosław Maślanek, autor powieści „Haszyszopenki”, „Apokalypsis’89”, „Ferma ciał”, „Góra miłości” i „Liczby ostatnie” – recenzję tej ostatniej zamieściliśmy 20 sierpnia 2020 roku. Jego najnowsza powieść ukaże się w maju tego roku.

Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało

Jarosław Maślanek: To cała epoka w mediach, przez ten czas obserwowaliśmy rewolucyjne zmiany, w większości zmiatające z rynku medialne projekty – tym bardziej serdeczne gratulacje za utrzymanie jakości i życzę kolejnych udanych lat!

Debiutowałeś w 2008 roku, a więc 16 lat temu. Z czym kojarzy ci się ten czas od debiutu? Dostrzegasz jakieś istotne kamienie milowe w swojej twórczości?

– To jest ciągły rozwój i mam nadzieję, że każda kolejna moja książka jest lepsza od poprzedniej. Kamieni milowych raczej nie było, prędzej kamyki uwierające w bucie i kłody plączące nogi. Te paręnaście lat to z jednej strony mnóstwo przeczytanych lektur, sporo pracy nad własnym warsztatem, stresów związanych z szarpaniem na rynku wydawniczym, a z drugiej niesamowity czytelniczy odzew, którego się nie spodziewałem, zabierając się za pierwszą książkę. Wciąż trudno mi uwierzyć w to, jak różnorodnie są odczytywane moje powieści i jak wiele znaczą dla ludzi. Tak, to co otrzymuję od nich to najlepsza część tych kilkunastu lat twórczości. 

U was pierwszy raz publicznie ujawniam trochę informacji o nowej książce: bohater po śmierci matki wraca do rodzinnego miasta i podążając za jej opowieścią odkrywa je na nowo; okazuje się, że przeżył młodość w miejscu o którym nic nie wiedział. Tymczasem wystarczy zeskrobać naskórek by odsłonić fascynującą przeszłość, natrafiać na tajemnicę za tajemnicą, a w pewnym momencie przestać ufać swojej pamięci, opowieściom matki i dokumentom zebranym do książki, którą planował napisać.

Czy gdybyś mógł cofnąć czas, zmieniłbyś coś w swoich pisarskich decyzjach (inne gatunki, tematy)?

– Nie, piszę dokładnie to, co chcę, gatunkowo nic bym nie zmienił ponieważ jest to pisanie międzygatunkowe, lubię czerpać z różnych źródeł, w „Haszyszopenkach” z powieści chłopackiej, w „Górze miłości” z horroru, czy w „Liczbach ostatnich” z dystopii. Siadając do pierwszej książki założyłem, że nie będę zawierał żadnych kompromisów dotyczących swojej twórczości, najwyżej dam sobie z nią spokój. I tego się trzymam – po szesnastu latach wciąż piszę dokładnie to, co chcę.

Jak zacząłeś pisać? I dlaczego?

– Pisanie wzięło się oczywiście z czytania – od pierwszych książek kupionych samodzielnie pod koniec podstawówki w księgarni w Pionkach, które wciąż mam. W pewnym momencie pojawiła się dosyć szalona myśl, że może sam coś napiszę. Byłem zupełnie zielony, jeżeli chodzi o kwestie pisarskie, nie uczestniczyłem w tym rynku, nie znałem żadnych pisarzy ani pisarek, krytyków, wydawców, nie publikowałem nigdzie opowiadań, nie odbyłem kursów pisarskich, po prostu nałogowo czytałem. I miałem pomysł na powieść – o stanie wojennym opowiedzianym z perspektywy dorastającego chłopaka. Siadłem przed komputerem i po pierwszej stronie wiedziałem, że jak dalej będę pisał w tym stylu, to opowieść skończę na stronie piątej. Wyrzuciłem to do komputerowego kosza i zacząłem od nowa. Tak powstał mój debiut – „Haszyszopenki” wydany w 2008 r.

Dokończ: Gdybym jednak nie został pisarzem, to byłbym…

– Po tylu latach, przy szóstej powieści, wciąż mam problem z nazywaniem siebie pisarzem, raczej określiłbym się jako osobę piszącą. Gdybym mógł poświęcić cały czas przeznaczany na życie zawodowe na pisanie książek, może czułbym się pisarzem; w naszych realiach, przy pisaniu niekomercyjnym, praca nad książkami jest jedną z czynności „zawodowych”, w moim wypadku razem z dziennikarstwem. Jednak nie wyobrażam sobie, że mógłbym nie pisać, a więc nie być osobą piszącą. Ta czynność jest tak istotna w moim życiu, że prawdopodobnie wybrałbym ją ponownie, gdybym miał taką możliwość. I pisał do szuflady, gdyby mnie nie chcieli wydawać.

Przeczytaj także:

Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione, przynajmniej w jakimś stopniu? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?

– Nie mam marzeń, związanych z pisaniem, są to raczej przyziemne oczekiwania – na przykład, żeby pisarstwo było traktowane jako zawód, a więc osoba pisząca mogła liczyć na zabezpieczenia socjalne, żeby przynosiło odpowiednie do włożonej pracy, energii i czasu wynagrodzenie, żeby rynek książki się ucywilizował, a twórca czy twórczyni nie znajdowali się na dole rynkowej drabiny, by czytelnictwo rosło, nie spadało. Marzeniem było dla mnie wydanie pierwszej powieści, to się udało. Teraz chcę po prostu pisać jak najlepsze książki, które znajdą swoich czytelników i czytelniczki.

Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.

– Od swojej oczekuję, że gdy po wydaniu książki zajrzę między jej okładki, nie będę chciał poprawiać każdego napotkanego zdania. Na razie to się nie udaje. Od literatury jako czytelnik – żeby mnie pochłaniała.

Jakie książki (albo inne dzieła kultury) cię ukształtowały – jako człowieka, jako pisarza? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?

– W moim wypadku w ogóle ciężko mówić o idolach, do idei autorytetu podchodzę jak pies do jeża, nie mam więc jednego ulubionego bohatera czy autora. Jednak może nie ukształtowały, ale wywarły na mnie bardzo istotny wpływ książki z polskiej fantastyki socjologicznej. Odkryłem je jako nastolatek zaczytany w science fiction i to było to! Niby rozrywka, ale zbyt ponura na komercję, dystopijna, pesymistyczna, często o zabarwieniu politycznym, antyustrojowym (tworzona głównie w latach 70. i 80. XX w.). Przede wszystkim powieści i opowiadania Janusza A. Zajdla odcisnęły we mnie piętno, na tyle mocne, że napisałem własną uwspółcześnioną wersję dystopii – „Liczby ostatnie”. Potem oczywiście było mnóstwo pozycji, które przypadły mi do gustu, a nawet które uważam za genialne, niedoścignione, chociażby pisarstwo Davida Fostera Wallace’a, Cormaca McCarthy’ego, W.G. Sebalda, Raymonda Carvera, Denisa Johnsona czy Flannery O’Connor, ale formacyjne książki to właśnie te pochłaniane, gdy miałem naście lat. 

Nie mam marzeń, związanych z pisaniem, są to raczej przyziemne oczekiwania – na przykład, żeby pisarstwo było traktowane jako zawód, a więc osoba pisząca mogła liczyć na zabezpieczenia socjalne, żeby przynosiło odpowiednie do włożonej pracy, energii i czasu wynagrodzenie, żeby rynek książki się ucywilizował a twórca czy twórczyni nie znajdowali się na dole rynkowej drabiny, by czytelnictwo rosło, nie spadało.

Kiedy nie piszę, to….

– Czytam. Słucham muzyki. A poza tym robię to, co większość ludzi – pracuję, żyję. Teraz czekam na koniec zimy, żebym mógł wsiąść na rower i pokonać pierwszy raz w tym roku swoją trasę nad Wisłę.

Niedługo ukazuje się twoja nowa powieść. Powiedz o niej kilka słów. I zdradź, nad czym teraz pracujesz?

– U was pierwszy raz publicznie ujawniam trochę informacji. W nowej książce bohater po śmierci matki wraca do rodzinnego miasta i podążając za jej opowieścią odkrywa je na nowo; okazuje się, że przeżył młodość w miejscu o którym nic nie wiedział. Tymczasem wystarczy zeskrobać naskórek by odsłonić fascynującą przeszłość, natrafiać na tajemnicę za tajemnicą, a w pewnym momencie przestać ufać swojej pamięci, opowieściom matki i dokumentom zebranym do książki, którą planował napisać. Trochę eksperymentuję z gatunkiem autofikcji, umieszczam akcję w kilku planach czasowych, w tym w okresie II wojny światowej, w mieście z którego pochodzę, czyli w Pionkach, powstałym przed wojną wraz z budową fabryki prochu i materiałów wybuchowych dla wojska, wywijam przy tym motyw książki w książce, podważam pojęcie reportażowej prawdy, gdy bohater wątpi w autentyczność zebranej dokumentacji, poddaję obdukcji idee pamięci i tożsamości, modyfikuję też tradycyjne graficzne formy narracji. Książka wzbogacona moimi fotografiami powinna wyjść w maju, wyda PIW, a ja po ponad trzech latach pracy nad nią odpoczywam (czyli jeszcze więcej czytam).

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej