recenzja

Oto człowiek | Marcin Oskar Czarnik, Misterium

Marcin Oskar Czarnik odziera tradycyjną religijność i chrześcijańską mitologię z nieprzenikliwej dla refleksji błony religijnych formułek, by dać nam zgoła anty-mesjanistyczną opowieść o ludzkim wymiarze tworzenia, ponoszenia straty i szukania pobudzającej do życia miłości. O „Misterium” pisze Przemysław Poznański.

Może się wydawać, że odniesień do Nowego Testamentu (choć także do Biblii hebrajskiej) jest tu zbyt wiele, że pojawiają się zbyt nachalnie, w zbyt oczywistych miejscach, zasypując nas wręcz lawiną słów zaczerpniętych z chrześcijańskich ksiąg, czy to wprost, czy w wersji sparafrazowanej lub przeinaczonej. Ale to wrażenie mija, gdy potraktujemy powieść Czarnika jak ewangelię. Choć może raczej jak anty-ewangelię głoszącą nowinę o anty-mesjaszu. Wtedy niemal każde użyte słowo, każda scena, każda emfaza, de facto będąca pastiszem świętych ksiąg, okażą się być na miejscu. Niezbędne.

Czemu taka opowieść jednak służy? Dokładnie temu, czemu służyły ewangelie, choć oczywiście à rebours: jeśli tam chodziło o uzasadnienie (także poprzez przywołanie starotestamentowych proroctw) dla boskiego statusu wybrańca, to tutaj dostajemy opowieść o anty-boskiej tożsamości. Opowieść doszukującą się człowieczeństwa ukrytego za kompleksami związanymi z chłopskim pochodzeniem, unurzanym w religijnej obrzędowości czy za nieheteronormatywnością, ukrytą za tradycyjnymi wymogami i oczekiwaniami „normalności”.  

Oto Tomasz

Już sam wybór imienia dla bohatera czyni z niego zaprzeczenie idei mesjańskiej. Tomasz to – w ewangeliach kanonicznych – archetypiczny przykład niedowiarka, podważającego akt zmartwychwstania Chrystusa. Tu staje się on postacią pierwszoplanową, predestynującą do roli kogoś, przez czyj pryzmat obejrzymy historię poczęcia (pokalanego), a nawet nie-stworzenia świata, nie-chrztu, nie-cudów, nie-śmierci bohatera, choć całkiem realnego prawie-z-martwych-wstania. To imię nie jest przypadkowe – jest raczej wyzwaniem rzuconym bezrefleksyjnemu rozumieniu ewangelicznej historii poprzez podstawienie w miejsce mesjasza kogoś, kto jest jego jawnym zaprzeczeniem. Jest pełnym zwątpienia człowiekiem.

Prowadzona dwutorowo narracja – czerpiąca tak z dzieciństwa bohatera, jak i z jego współczesności – przenosi nas bowiem w opowieść o skrzypiącej leżance („na początku było skrzypienie”), na której dokonuje się ów akt całkiem zwykłego poczęcia, sprawiający, że zamieszka między nami człowiek (a nie słowo), że będzie on jednym z nas w najściślejszym sensie, choć przecież jednocześnie nie będzie – wszak zepchnięty zostanie na margines. Znajdzie się na krawędzi czy to w wyniku szykan, czy w wyniku podejmowanych wciąż prób spełniania, wbrew swej woli, społecznych oczekiwań, czy wreszcie w rezultacie braku poczucia własnej wartości.

Stare misteria, nowe misteria

Bo aby prześledzić los Tomasza, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, kim tak naprawdę jest i co kształtuje go jako człowieka. Wychowany w tradycyjnej wiejskiej rodzinie, przesączonej ludową religijnością, gdzie prababcia podczas przygotowywania wigilijnej kolacji stwarzała cały świat („i zobaczyła, że jest dobry”), podlega oczywistym wpływom obyczaju i kościoła. Najwyraźniej widzimy to w tych kilku scenach, gdy (także wizualnie poprzez ciekawy zabieg typograficzny), chóralny śpiew liturgicznych pieśni wdziera się, zazębia i zawłaszcza przestrzeń potrzebną do opisu udziału w nabożeństwie (także żałobnym), ale i „świeckich” zdarzeniach, jak choćby w tak oczekiwanej przez dziecko jeździe na kucyku, ale i akcie inicjacji. 

Ekspansywność religii, pokazana zostaje tu także poprzez agresywną wręcz postać księdza i narzucony przez nią porządek rzeczy, co początkowo przytłacza bohatera, nie pozostawiając mu przestrzeni dla jego prawdziwej tożsamości. W żaden sposób nie przyniesie mu to spełnienia, prędzej rozczarowanie (choćby małżeństwem), podobnie jak prawdopodobnym rozczarowaniem będzie dla chłopca fakt, że podczas pogrzebu jego siostrzyczki nikt nie przyszedł i nie powiedział „talitha kum”. Nic dziwnego, że Tomasz zacznie szukać gdzie indziej, że gdy tylko opuści wieś na rzecz dużego miasta, stare misteria będzie chciał zastąpić nowymi, że wyrzeknie się korzeni, zawstydzi go gwara w ustach matki, poszuka nowych języków i nowych więzi.

Przeczytaj także:

W poszukiwaniu odwagi

Gdy matka przywiezie tyle jedzenia, że „zostało jeszcze dwanaście koszów resztek”, gdy w przychodni Tomasz odniesie wrażenie, że wyciągają się do niego ręce chorych, więc podwinie płaty prochowca, gdy wcześniej pójdzie z matką na cmentarz, gdzie ta zaklnie z bólu za utraconą córką „we wszystkich językach ludzi i aniołów”, gdy przyjmie będący w istocie seksualną inicjacją „chrzest” z rąk kuzyna Jana (którego matka, co oczywiste, „uchodziła za bezpłodną”), wszystko to prowadzić będzie bohatera – także poprzez odniesienia do Objawienia – ku (jakkolwiek by tu nie rozumianemu) zmartwychwstaniu.

Nie poprzedzi go jednak droga krzyżowa, a samo życie. Nie będzie zbawcy, tylko człowiek szukający wybawienia od zaszłości, a jeśli nawet Sychem okaże się miejscem odnowienia przymierza, to nie będzie to przymierze z Bogiem, a samo miejsce okaże się gejowskim klubem. Bo „Misterium” jest gęsto obudowaną biblijnymi toposami opowieścią o poszukiwaniu odwagi do bycia sobą – nie tyle nawet poprzez odrzucenie gwary (bo się to nie stanie), nie poprzez zapomnienie (bo to co było, wróci tu jako proza), lecz jako właściwe zdefiniowanie siebie. Także poprzez szukanie tego, co prawdziwe i uniwersalne w wersach „Pieśni nad pieśniami”.

Marcin Oskar Czarnik, Misterium
Wydawnictwo Nisza, 21 września 2023
ISBN: 9788366599703     

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej