recenzja

Siewca paniki | Artur Żurek, Łucznik

Artur Żurek przy okazji wciągającej kryminalnej zagadki pokazuje społeczne i indywidulane mechanizmy strachu, prowadzące do kryzysu zaufania wobec władzy, wobec mijanych na ulicy osób, wreszcie wobec bliskich. O „Łuczniku” pisze Przemysław Poznański.

Strach to zresztą słowo być może zbyt słabo nacechowane emocjonalnie. Żurek pisze bowiem w istocie o narastającym stanie paniki, który sparaliżuje stolicę i mieszkających w niej ludzi. To paraliż wręcz dosłowny, bo przecież wielu mieszkańców miasta w jednej chwili przestanie wychodzić z domów, z obawy o to, by nie stać się ofiarą ataku szaleńca, ale i paraliż cywilizowanych norm, paraliż zasad i empatii, a nawet ich regres.

Żurek pokaże więc miasto i ludzi owładniętych najprymitywniejszymi emocjami – od samej góry, od decydentów, czujących się bezpiecznie za murem policjantów, poruszających się po mieście w kuloodpornych limuzynach, kierujących się wyłącznie własnym interesem politycznym czy służbową zależnością, przez bezwolny tłum dyszący chęcią zemsty, po jad podejrzeń wsączający się w relacje najbardziej osobiste, intymne. „Strach zacznie rządzić ludźmi, a tłum miastem” – pomyśli w pewnej chwili jeden z bohaterów. To proroctwo ziści się szybciej, niż mogłoby się zdawać. 

Parasole i kolczugi

A wszystko za sprawą zdarzenia, które kryminałowi Żurka nadaje suspens – oto w zasypanej śniegiem Warszawie zaczyna grasować tytułowy Łucznik. Celne strzały oddane przez kogoś, kto ukrywa się skutecznie przed wzrokiem przechodniów i przed kamerami miejskiego monitoringu, trafiają przypadkowe osoby. Nie sposób zatem nie tylko złapać sprawcę, ale i dopatrzyć się w jego działaniu jakiegokolwiek modus operandi. Nic dziwnego, że policja goni w piętkę, a obywatele próbują ochronić się na własny sposób. W sprzedaży pojawiają się strzałoodporne parasole, kupić można „kolczugi”, transport miejski traci na popularności na rzecz taksówek podwożących ludzi spod drzwi pod drzwi.

Jak namacalnie wręcz prawdopodobny jest ten zbiorowy portret ludzi w panice, niech pokaże choćby opis prawdziwej psychozy, jaka na początku lat 60. zawładnęła Krakowem, terroryzowanym przez psychopatycznego mordercę Karola Kota. Znakomicie oddał to Przemysław Semczuk w reportażu „M jak Morderca”, pokazując, jak lękające się o swój los kobiety (głównie one były celem ataków) brały pokrywki od garnków, wiązały je sznurkiem i zawieszały sobie na plecach, bo swoje pierwsze ofiary Kot atakował uderzając nożem w plecy. U Żurka „zbroje” mające chronić przed strzałami, choć niewykonane z pokrywek, są też na porządku dziennym. Nic dziwnego: w powieściowym świecie każde wyjście z domu może przecież oznaczać śmierć. A co gorsza, przed znalezieniem się na celowniku nie chroni nawet obecność wśród innych ludzi.

„Polak nie strzelałby do Polaka”

Taki strach rodzi dwa rodzaje postaw – oba szczegółowo pokazane przez Żurka. Z jednej strony jest to zatem ślepa nienawiść tłumu, prowadząca nawet do publicznych linczów na każdym, kto choć trochę wydaje się podejrzany, ale i pozbawione logiki działania służb, chcących jak najszybciej ostudzić nastroje społeczne, choćby kosztem złożenia w ofierze kozła ofiarnego. To też narastająca ksenofobia, bo przecież złym nie może być ktoś z nas: „Polak nie strzelałby do Polaka” – usłyszymy w pewnej chwili z gruntu absurdalne stwierdzenie, a podejrzanymi staną więc szybko Ukraińcy czy Pakistańczycy, a nawet rosyjskie służby specjalne.  

Z drugiej strony opisuje też autor skrajnie odmienną postawę, czyli niepoddawanie się „owczemu pędowi” tłumu, lecz chęć pomocy śledczym w jak najszybszym złapaniu mordercy. Taką postawą wykaże się główny bohater powieści, znany nam już ze „Strzygonia” pisarz Henryk Zamroz. Literat odmierzający czas już raczej nie pisaniem, a szachowymi meczami ze znajomym oraz obiadami gotowanymi przez ukraińską gosposię wpada przypadkiem na trop, który mógłby śledczym pomóc w rozwikłaniu zagadki. Czy jednak prowadzący sprawę nadkomisarz Brunon Wirski, poddany presji opinii publicznej i naciskom przełożonych, przywiąże do przekazanych mu informacji odpowiednią wagę?

Przeczytaj także:

Zło czai się obok

 „Zło to nie zdarzenie, które cię spotyka, lecz to, co robisz z tym zdarzeniem” – zacytuje w pewnym momencie Epikteta jeden z bohaterów. I Artur Żurek podąży w swej powieści właśnie za tym stwierdzeniem. Zło jest tu co prawda ewidentne i jednoznaczne w skutkach, ale przecież po pierwsze czyny zabójcy muszą mieć motyw, być może wynikający z innego zła, po drugie zaś czyny grasującego w mieście zabójcy staną się też bodźcem dla działań, którym nie sposób przyklasnąć. Zło, o ile na to pozwolimy, rodzi zło – na przeżartych cynizmem i walką o stołki szczytach władzy, ale i w domowym zaciszu, gdzie strach niszczy zaufanie, podkopuje związki i przyjaźnie, zobojętnia na krzywdę innych.

Kameralność „Strzygonia”, rozgrywanego w myśl toposu „zamkniętego pokoju”, niepozbawionego zresztą elementów czarnego humoru, w „Łuczniku” ustępuje miejsca opowieści miejskiej, rozgrywającej się też w dużym stopniu w mających chronić od zła mieszkaniach, ale głównie jednak w przestrzeni metropolii. A przecież Artur Żurek pozostanie wierny obecnej wcześniej myśli, że w gruncie rzeczy zło często czai się właśnie obok nas, w miejscu, które przynajmniej pozornie znamy, uznajemy za oswojone, a więc bezpieczne. I bez znaczenia pozostaje, czy jest to własny dom czy własne miasto.

Bez zaufania

Ten brak poczucia bezpieczeństwa stanie się dla „Łucznika” kluczowy: brak zaufania do policji, brak zaufania do władzy, brak zaufania do tak łatwo poddającej się rozmontowaniu społecznej umowy, wreszcie korodujące zaufanie wobec osób, którym ufaliśmy – wszystko to grać będzie na korzyść mordercy z łukiem.

Artur Żurek daje nam zatem kryminał z elementami thrillera – wciągający, każący podążać za policyjnym dochodzeniem – ale i przemyca przy okazji opowieść o tym, jak bardzo nie znamy siebie nawzajem, jak łatwo ulegamy emocjom i pozwalamy sobą manipulować, jak bardzo boimy się innym zaufać i wreszcie, jak mocno potrafimy się nawzajem ranić. Bo gdy stajemy w obliczu zagrożenia, możemy się zjednoczyć, ale możemy też odkopać zadawnione urazy, kompleksy, fobie i z ich pomocą stać się – świadomie lub nieświadomie – tymi, którzy jeszcze mocniej podsycają zło. Stać się wspólnikami sprawcy.

Artur Żurek, Łucznik
Wydawnictwo Initium, 29 listopada 2023
ISBN: 9788367545563

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej