książki

Ci lepsi, ci gorsi | Joanna Dulewicz, Sukcesja

W powieściowym Węglanowie jak w soczewce skupia się obraz świata, który bezceremonialnie dzieli ludzi na lepszych i gorszych, na tych, którym wolno wszystko i tych, którymi wolno pomiatać, którzy przyjąć muszą na siebie role ofiar. Zbrodnia jest już tego tylko – i aż – konsekwencją. O „Sukcesji” Joanny Dulewicz pisze Przemysław Poznański.

Powiedzieć o tej książce, że jest thrillerem psychologicznym z elementami kryminału, to w zasadzie nie powiedzieć nic. Bo choć Joanna Dulewicz konstruuje „Sukcesję” tak, by na początku dać nam zbrodnię, a zaraz potem zaoferować rozwiązania fabularne, sugerujące klasyczną zagadkę „zamkniętego pokoju”, to przecież jest to z jej strony przede wszystkim zabieg, który ma przykuć naszą uwagę i wciągnąć nas w przygotowany przez nią świat prawdziwie skomplikowanych, a przy tym toksycznych powiązań. Mniej ważne czy rodzinnych, zawodowych, czy emocjonalnych, istotniejsze, że opartych głównie na niewłaściwym rozumieniu miłości czy przyjaźni, zbudowanych na egoizmie, zawiści, uzależnieniu czy strachu.

Powieść zaczyna się od rodzinnego spotkania w zabytkowej willi, a w zasadzie pałacyku, leżącym gdzieś na obrzeżach małego prowincjonalnego Węglanowa. Od początku czujemy towarzyszącą wydarzeniu atmosferę wymuszonego blichtru czy narzuconych konwenansów. Gdy na przyjęcie, zorganizowane przez dziedziczkę majątku Sarę Blosh, przybywają kolejni goście, przy rezydencji  zaczyna się rewia samochodowych marek, a na salony wkraczają goście w modnych kreacjach. Trwa gra pozorów.

I od razu też widzimy pierwsze rysy na tym idealnym obrazie. Zauważamy, że nie każdemu w smak jest wszechobecny tu przepych, a wzajemne relacje, w niektórych przypadkach, pozostawiają wiele do życzenia. To jednak jeszcze nic w porównaniu z tym, co raz na zawsze zachwieje dotychczasowym rodzinnym status quo i sprawi, że na wierzch wyjdą dano skrywane tajemnice. Mowa oczywiście o zbrodni.

Oto podczas familijnego party, na piętrze znalezione zostaje ciało jednego z przybyłych gości – Tomasza Wileckiego. Biznesmena, męża, ojca. Pałacyk staje się w jednej chwili miejscem ciasnym, nieprzyjaznym, pełnym wzajemnych podejrzeń i pretensji. Przepełnionym nawet nie tyle niemymi pytaniami o to, kto miałby powód, by zabić, ile świadomością, że w zasadzie taki powód miałby niemal każdy z tu obecnych.

Przeczytaj także:

Wilecki – a widzimy to już w kilku pierwszych scenach – nie był bowiem osobą lubianą. To raczej typ cynicznego i bezwzględnego egoisty, prącego do jasno wyznaczonego celu bez oglądania się na innych. Czy jest to jednak wystarczający powód, by zginał? A może w tle skrywa się jeszcze inna tajemnica?   

Joanna Dulewicz już od początku tworzy duszną atmosferę niedomówień, wzajemnych nieufności i podejrzeń. Tworzy ową scenerię „zamkniętego pokoju”, znaną choćby z kryminałów Agathy Christie. Mamy wszak ofiarę i ograniczone grono podejrzanych, z których teoretycznie każdy mógł dopuścić się morderstwa. No może poza matką Wileckiego, Valerią, osiemdziesięciolatką, zapatrzoną w syna jak w obrazek, bezkrytyczną wobec niego i ewidentnie nadopiekuńczą.

Choć i to mogą być pozory. Motywy działania poszczególnych bohaterów odsłaniane są bowiem powoli, tak w rytmie wydarzeń, które następują po feralnym wieczorze, jak i tych, które poznajemy dzięki retrospekcjom.

„Sukcesja” toczy się bowiem w dwóch, a może nawet trzech planach czasowych – współczesnym, obejmującym rok 2021, wcześniejszym o rok oraz sięgającym około dwudziestu lat wstecz. Przeplatane ze sobą, zbierane jak kawałki układanki, dają nam ostatecznie spójny obraz zła, jaki zrodzić się może na styku wielkich pieniędzy, przerośniętych ambicji, chciwości, a po drugiej stronie –  poczucia krzywdy, bezsilności, traum. Dulewicz tworzy bowiem cały wachlarz trójwymiarowych, krwistych postaci, trawionych raz kompleksem wyższości, innym razem kompleksem niższości, poczuciem bezkarności lub poczuciem winy, próbujących bezskutecznie zaleczyć niezabliźnione rany.

Przeczytaj także:

W ten rodzinny dramat, a w zasadzie całą sieć mniejszych i większych dramatów, wkracza rzecz jasna policyjne śledztwo. Sprawę morderstwa bada komisarz Borys Bulsa i jest to kolejna z wykreowanych przez Joannę Dulewicz nieoczywistych postaci. Dość powiedzieć, że wszystko co Bulsa robi, musi być przecież w jakimś stopniu podporządkowane atmosferze miejsca, atmosferze Węglanowa. Jednego z tych miasteczek, w których nie tylko każdy każdego zna, ale i każdy o każdym wszystko wie. Włącznie z tym, kto, co i w jakim sklepie właśnie kupił.

„Sukcesja” zabiera nas więc do świata, w którym szczególnie mocno widać chęć dzielenia ludzi na lepszych i gorszych, na tych, którym w lokalnej społeczności wolno wszystko, skoro mają dość pieniędzy, by każdego kupić i na tych, którym wyznaczona została rola jeśli nie ofiar, jeśli nie tych, których wolno bezkarnie poniżać, to przynajmniej tych, z którymi nie trzeba się liczyć.

Oczywiście na styku tych światów są i takie postaci, jak choćby Marek Stroiński, doskonale funkcjonujące w strefie szarości, aspirujące – nie zawsze stosując uczciwe metody – do tego, co uznają za lepsze. To dzięki temu Dulewicz daje nam powieść, która – nie tracąc nic z psychologicznego thrillera i kryminału, z bezwzględnymi zbrodniami w tle – oferuje szersze spojrzenie na społeczne nierówności, także te, które wynikają li tylko z faktu przyjścia na świat w takiej, a nie innej, rodzinie. Z takiej, a nie innej, linii sukcesji.

Obejrzyj recenzję:

Joanna Dulewicz, Sukcesja
Czwarta Strona, 29 września 2021
ISBN: 9788366981430

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: