książki

W zawieszeniu | Jakub Małecki, Nikt nie idzie

Jakub Małecki w rozmowie z Sylwią Chutnik podczas premiery książki „Nikt nie idzie”, fot. Przemysław Poznański/zupelnieinnaopowiesc.com

Jest w „Nikt nie idzie” Jakuba Małeckiego symbol – kilka fortepianowych klawiszy ocalonych po pięknym instrumencie rodem z fabryki w Kaliszu, połączonych, ale przecież bezużytecznych, póki nie trafią z powrotem na należne im miejsce. Przy czym szansa, że trafią do pełnej klawiatury, jest znikoma. I właśnie o tym jest ta powieść – o poszukiwaniu owego miejsca, lub owej osoby, czegoś lub kogoś, kto sprawi, że bohaterowie poczują się spełnieni. I bardziej właśnie o poszukiwaniu, niż o znajdowaniu.

 

Jakub Małecki napisał powieść objętościowo niewielką, nawet nie trzystustronicową, a jednak bogatą w wątki i postaci. Rysuje nam losy trzech rodzin, a w zasadzie jednostek, składających się na te rodziny, które w ten czy inny sposób wejdą ze sobą w interakcję, wpłyną na siebie w sposób zauważalny i brzemienny w skutki.

Zacznijmy od Igora, mężczyzny doświadczonego w dzieciństwie stratą, która zaciąży na całym jego życiu. Przy czym jest to strata dziwna, strata-niestrata, wydarzenie niedopowiedziane, niejasne, niezrozumiałe. Gdyby to, czego doświadczył Igor i jego rodzina, było zdarzeniem w rodzaju ostatecznych, niezaprzeczalnych, po jakim następuje żałoba, pewnie łatwiej byłoby bohaterowi wpasować się w codzienny rytm dalszej egzystencji. Może niepotrzebna byłaby fascynacja japońskimi „wierszami śmierci’, które stanowią tu swoisty erzatz prawdziwego pożegnania z osobą bliską, którego nie miał możliwości zaznać.

Niespełniona, a raczej nieumiejscowiona jest też Olga, koleżanka Igora z rodzinnego Kalisza, ale i jego późniejsza narzeczona, już w czasach warszawskich. Choć realizuje się zawodowo, to przecież wie, że jej ojciec ma rację, wypominając jej, że wykonując jeden z tych nowoczesnych korpo-zawodów nie robi nic ważnego. Czy dlatego próbuje wpłynąć na życie Dzika, ukierunkować je, podarować chłopakowi przynajmniej chwilowe spełnienie marzeń? Jej postępowanie z logicznego punktu widzenia jest dość osobliwe, ale czujemy, że dla Olgi to także erzatz bycia kimś potrzebnym, pomocnym.

W niewoli lęku | George Saunders, Lincoln w bardo

Bo jest i Dzik. Klemens – mężczyzna-dziecko, ktoś tkwiący w rozwoju na granicy dzieciństwa i dorosłości. To postać prawdopodobnie w całej książce najważniejsza, bo nie tylko łączy wszystkie wątki, nie tylko wpływa w realny sposób na postępowanie innych, ale jeszcze symbolicznie pokazuje stan, w jakim znajduje się świat „Nikt nie idzie” – zawieszenia, momentu jak ten, gdy upadamy i już nawet podnosimy się z tego upadku, ale nie potrafimy jeszcze samodzielnie wykonać kroku przed siebie. Ale wcale nie jest powiedziane, że taki krok wykonamy. Jak artysta, który nie odważy się tworzyć, bo to, co stworzone nigdy nie będzie tak doskonałe jak to, co stworzyć chciałby, co stworzyć zamierza. Albo jak ktoś, kto w poczuciu, że mógłby stać się przyczyną niespełnienia drugiej osoby, odrzuca możliwość bycia z nią w związku. I jest to też obawa przed rozczarowaniem. Tym bardziej że to, co wydaje się krokiem ku spełnieniu, najczęściej okazuje się jednocześnie kolejnym powodem do odczucia straty, jak wtedy gdy Klemensowi dane jest doświadczyć „nauki latania”, jak w rozdziale o takim tytule, tylko po to, by doświadczyć niedosytu, a co za tym idzie – właśnie rozczarowania. Albo jak wtedy, gdy sukces kończy się tragedią – jak w przypadku Marcina czy pilota Mazura.

Może dlatego bohaterowie „Nikt nie idzie” – choć zapewne stać ich na samodzielny lot – są najczęściej jak te czerwone baloniki z plecaka Dzika: trochę na siłę niesieni w kierunkach, które nie są ich kierunkami, świadomi, że nawet puszczeni w powietrze, pozostaną zdani na łaskę wiatru.

 

Jakub Małecki, Nikt nie idzie

SQN 2018

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.