BO DO TANGA TRZEBA DWOJGA | Anna B. Kann, Powrót do Barcelony

Nie wystarczy wspiąć się na barcelońskiego Wielkiego Kota, by zapewnić sobie szczęście i spełnić marzenia. Wspinaczka oznacza, że odrywamy nogi od ziemi, a to grozi, że pozostaniemy w zawieszeniu.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

powrot-do-barcelony_calaTym, co najbardziej doskwiera Ewie, głównej bohaterce „Powrotu do Barcelony” Anny B. Kann, jest samotność. Z dala od niewiernego męża, pozostawionego w Polsce, z dala od córek, ale też z dala od kochanka, którego miłość stanęła pod znakiem zapytania, kobieta staje nagle na rozdrożu i musi podjąć decyzję – być może jedną z ważniejszych w życiu: czy próbować odbudować związek z przystojnym tancerzem flamenco, który okazał się niezbyt odporny na wdzięki innych kobiet, czy uciec i próbować zbudować życie od nowa, raz jeszcze.

Czytaj także: ZWIEDZAJ, KOCHAJ SIĘ, TAŃCZ. Anna B. Kann, Do zobaczenia w Barcelonie

W ostatniej scenie „Do zobaczenia w Barcelonie”, której „Powrót…” jest kontynuacją, bohaterka wspina się (przy pomocy fortelu) na Wielkiego Kota, stojącego przy barcelońskiej El Raval. Miejska legenda głosi, że ten, komu uda się wspiąć na obłe czarne i śliskie cielsko zwierzaka, ten może liczyć na spełnienie marzeń. Czy Ewa tego doświadczy?

Na razie doświadcza przede wszystkim oderwania i samotności, wynikającej z tego, że wyrwana z korzeniami z Polski nie zdołała zapuścić nowych korzeni w Katalonii. Jej rozgrywający się tanecznym rytmie sen o wspólnym życiu z Paco legł w gruzach, powrót do kraju też nie wydaje się pomysłem dobrym. W tej sytuacji Ewa decyduje się na krok pośredni – wyjeżdża do Lizbony. Nie ma tam mężczyzny, którego mogłaby pokochać, nie znajdzie tam możliwości spełnienia w swojej głównej pasji, czyli zapomnienia się we flamenco, ale stolica Portugalii zaoferuje jej możliwość spokojnego przemyślenia tego, co za nią i tego, co przed nią. Nam da też możliwość zwiedzenia tego miasta, w tym jego mniej znanych zakątków.

Czytaj także: SPRÓBUJĘ WSPIĄĆ SIĘ NA WIELKIEGO KOTA – rozmowa z Anną B. Kann, autorką „Do zobaczenia w Barcelonie”

„Powrót do Barcelony” zbudowany jest tak samo jak „Do zobaczenia…” – z rozdziałów opowiadanych przez poszczególnych bohaterów, pokazujących ich punkt widzenia na te same zdarzenia. Daje nam to możliwość zbudowania sobie pełniejszego obrazu zaistniałej sytuacji, poznania argumentów wszystkich stron. Ta książka różni się jednak od poprzedniej – sytuacja, w której znalazła się Ewa sprawia, że zdecydowanie więcej miejsca poświęca autorka temu, co rozgrywa się w głowie bohaterki, niż innym aspektom opowieści. To nie znaczy, że zabraknie w tej powieści tańca – flamenco zostanie jednak zastąpione przez tango, co ma też swój wymiar symboliczny: bohaterka odrywa się bowiem w ten sposób od tego, co najmocniej łączyło ją z Paco. Czy zatem istnieje w „Powrocie…” szansa na powrót do tego, co minione?

Anna B. Kann zostawia i nas zawieszeniu, sugerując rzecz jasna, że Ewa powróci w części trzeciej. Jednocześnie stawia swoją bohaterkę w sytuacji, której nawet przez chwilę się nie spodziewamy, a która sprawia, że tym razem nic już nie będzie takie jak dawniej, że na jakikolwiek krok nie zdecydowałaby się Ewa, będzie to krok w stronę całkowicie nowej rzeczywistości. Bo zakończenie „Powrotu do Barcelony” – nieco wbrew tytułowi – mówi wprost, że są w życiu sytuacje, które sprawiają, że nie istnieje już szansa na powrót do przeszłości. Na szczęście nie musi to oznaczać, że nie ma dla bohaterów szansy na spełnienie marzeń.

Anna B. Kann, Powrót do Barcelony

Pascal 2015