JESTEM JEDNYM Z NAJSZCZĘŚLIWSZYCH LUDZI, JAKICH ZNAM! – rozmowa z Piotrem Marcinkowskim, autorem tekstów z tomu „Bookopen”

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

Anonimowość, którą oferuje nam internet to ułuda. Zbyt długo jestem w sieci, żeby wierzyć jeszcze w coś takiego. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą jak patrzę na świat i niewiele nowego mogli tam przeczytać. Jeśli ktoś mnie nie lubi, to się dzięki Bookopen nie zmieni, jeśli lubi, mam nadzieję, że też nie – mówi w rozmowie z blogiem Zupełnie Inna Opowieść jeden z autorów tomu „Bookopen” Piotr Marcinkowski.

PRZEMYSŁĄW POZNAŃSKI: Singiel jako jeden z symboli pokolenia? Takie mam wrażenie po lekturze „Bookopen”, a szczególnie po twoich tekstach, których singiel (czy też Singiel) jest głównym bohaterem.

piotr_marcinkowskiPiotr Marcinkowski*: To chyba kwestia wolności. Tej politycznej, poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa, którego ostatnio Polacy doświadczali chyba za ostatnich Jagiellonów, i obyczajowej, związanej z laicyzowaniem się naszego społeczeństwa. Mówiąc bardziej po ludzku i mniej akademicko – jesteśmy singlami, bo nam wolno. Coraz mniej presji na to, że trzeba, wypada i należy mieć żonę, męża, dzieci, psa i kota.

Z drugiej strony trzeba pamiętać o tym, że nie tylko Bookopen ale i cały internet nie jest do końca wiarygodnym wyznacznikiem pokolenia. Piszą ci, którzy z jednej strony mają czas, a z drugiej potrzebę wygadania się. Jeśli ktoś żyje w szczęśliwym związku, to ma prawdopodobnie mniejszą potrzebę uzewnętrzniania swoich myśli w sieci.

– Spytam cię jako guru singielstwa – bycie singlem to wybór? 

– Nie czuję się guru i nie jestem już singlem. Bookopen to zapis fragmentu mojego życia, ważnego, ale jednak fragmentu. Co do twojego pytania – i tak i nie. Ludzie są singlami, bo nie chcą zgodzić się na wrzucenie w szufladę: lepszy/lepsza ten/ta niż nikt. Julita Czernecka w swojej książce „Wielkomiejscy single” dokonała świetnej naukowej analizy tego zjawiska. Opisuje tam też powody zostania i pozostawania singlem. Myślę, że główna przyczyna to wygórowane wymagania i niezgoda na owe  p r a w i e  oraz właśnie świadomość tego, że się da. Dziś nikt już prawie nie bierze ślubu z ekonomicznej potrzeby.

– W twoich tekstach dostrzegam rezygnację, rozczarowanie powtarzalnością życia. Nie zmieniła tego nawet przeprowadzka z Poznania do Warszawy. Może nawet pogłębiła?

– Ależ ja jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem! Jednym z najszczęśliwszych, jakich znam! Moja przeprowadzka do Warszawy była bardzo pouczającym doświadczeniem, zakończonym jednoznacznym wnioskiem – to nie jest miasto dla mnie. Wróciłem do Poznania, choć mógłbym też mieszkać we Wrocławiu czy Trójmieście. Atmosfera tych miejsc jest bardziej bliska mojej duszy.

Między Warszawą a mną nie ma chemii, choć wiem, że ona może się podobać. Nie ma we mnie niechęci do tego miejsca czy ludzi, którzy tam mieszkają. Oczywiście, jako poznaniak, żartuję sobie z ludzi kupujących bułkę tartą za absurdalne pieniądze w przereklamowanej kawiarni, ale to ich pieniądze, nie moje.

Mam swoje ulubione miejsca w tym mieście ale raczej wybieram klimat Stalowej czy Ząbkowskiej…

Bookopen– Skąd pomysł, by w ogóle wziąć udział w projekcie „Bookopen” – nie tylko umieszczenia własnych tekstów, ale też komentowania wpisów innych osób? Potrzeba wygadania się, zaistnienia czy ambicje literackie?

– Tu znów trzeba wrócić do różnicy między Warszawą a Poznaniem. W tym drugim mieście ludzie w knajpach rozmawiają, a barman w takim miejscu jak Kriek wita klienta okrzykiem „Piotruś mam coś dla ciebie”. I nie jest to tylko nowe belgijskie piwo, ale też ulotka o Bookopen. A ponieważ to barman nad barmanami, to faktycznie było to coś dla mnie. W Warszawie nie ma takich knajp i barmanów…

Komentowanie czyiś tekstów jest dobre, bo tworzy jakiś rodzaj więzi. Ponieważ generalnie się nie znaliśmy, mogliśmy to robić absolutnie bezinteresownie. To było bardzo cenne.

Czy potrzeba wygadania się? Ja z natury jestem gadułą więc to nie było nic nowego. Ambicje literackie chyba nie. To, że książka której jestem jednym z wielu współautorów, jest w Bibliotece Narodowej, nie czyni ze mnie literata. Literatem są Amos Oz i Michał Witkowski, zachowajmy proporcje.

– Powieść o singlu? Może już coś leży w szufladzie?

– Nie sprowadzajmy wszystkiego do jednego mianownika. Powieść o singlu byłaby przerażająco nudna. Ludzie ze swej natury są bardziej wielowymiarowi. Nasza orientacja seksualna, poglądy polityczne czy wiara w to co po śmierci… Gdybym miał coś pisać, to pewnie zostałbym siedemsetnym naśladowcą Marka Krajewskiego, ale w Poznaniu już jest taki człowiek – Piotr Bojarski – i radzi sobie świetnie. Chyba nie ma sensu być kolejnym Charlesem Bukowskim, więc dam sobie spokój.

– A czym jest dla ciebie „Bookopen” teraz, gdy ukazał się jako książka, gdy pojawiły się w niej nie tylko twoje teksty, ale też zdjęcie, wywiad z tobą? Ajsch77 stał się Piotrem Marcinkowskim, internetowa anonimowość się skończyła.

– Anonimowość, którą oferuje nam internet to ułuda. Zbyt długo jestem w sieci, żeby wierzyć jeszcze w coś takiego. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą jak patrzę na świat i niewiele nowego mogli tam przeczytać. Jeśli ktoś mnie nie lubi, to się dzięki Bookopen nie zmieni, jeśli lubi, mam nadzieję, że też nie. Bookopen jako projekt był przede wszystkim okazją do poznania fantastycznych ludzi, często żyjących w innych światach. Książka to bardzo ładny przedmiot, który mi o nich przypomina. Te teksty to też zapis czasu, który był dla mnie bardzo ważny i tak na to patrzę, trochę jak na dzieło historyczne.

*Piotr Marcinkowski (w Bookopen jako Ajsch77) – Mężczyzna lat 37. Miłośnik poznawania ludzi, miejsc i smaków. Poznaniak, Polak i Europejczyk w równych częściach. Gdyby istniała reinkarnacja chciałby być w poprzednim życiu Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim.

Czytaj także: Rozmowa z Sylwią Jurkiewicz i Justyną Lach, pomysłodawczyniami Bookopen  Rozmowa z Izą Bosiacką, autorką czterech opowiadań w tomie „Bookopen” Rozmowa z Edyta Niewińską, autorką „Kosowa” i opowiadania w tomie „Bookopen”