Bohaterowie „Szeleścidła” Tomasza Maruszewskiego przed tym co bolesne uciekają w sztukę, w wyobraźnię, w kosmos, a przede wszystkim w ułudę, że da się zbiec skutecznie, i że ów akt eskapizmu może być bezkarny – pisze Przemysław Poznański.

Oto świat ludzi na życiowym zakręcie – niezdolnych już do tego, by żyć jak dotychczas. Ludzi mierzących się z traumami, których nie potrafią przepracować, albo uwikłanych w ciąg zdarzeń, na który nie mają wpływu, lub których efekty ich przerastają. Zdeterminowanych więc, by odnaleźć miejsce, w którym nie dopadnie ich to, przed czym uciekają całe życie, znaleźć bezpieczną przystań – w mieszkaniu znajomego, w więziennej celi, na Księżycu. Każdy z tych kierunków jest tak samo osiągalny, gdy ma się odpowiednią motywację, by go wybrać.
Postaciom zaludniającym „Szeleścidło” – tak bohaterowi stojącemu w centrum tego wszechświata, jak i obiegającym go satelitom – motywacji nie brakuje. Nie brakuje im też wyobraźni, która raz po raz podrzuca – zgoła złudną – myśl, że może da się wreszcie odciąć przeszłość. Że da się uciec bez całego bagażu złych doświadczeń.
Sztuka i kosmos
Pewien młody malarz, podpisujący się imieniem Paweł, wie, że ból najlepiej zagłuszyć innym bólem. Żyje samotnie w obskurnej kawalerce, gdzie tworzy obrazy tyleż dzięki talentowi, co w skutek noszonych w sobie psychicznych urazów – wszystkich tych wyparć, które tworzą w jego umyśle niemal niezależne byty. Dlatego jego ucieczka w malarstwo łączy aspekt tworzenia i niszczenia. Paweł stara się godzić to, czego pogodzić się nie da: dwie osobowości stojące naprzeciw siebie, z których jedna posługuje się pędzlem i farbą, druga żyletką.
Kilka lat wcześniej kilkuletni chłopiec żyje w domu pełnym przemocy – obserwuje ojca, który psychicznie i fizycznie znęca się nad matką. Dla niego ucieczką jest kosmos, widoczny jak na dłoni dzięki teleskopowi, choć przecież może bardziej dzięki wyobraźni, bo tylko ona pozwoli chłopcu tak dokładnie dostrzec ślady stóp na powierzchni księżyców i planet, a nawet na nich stanąć.
Oni i ten trzeci
Chowanie się jest dla bohatera powieści reakcją obronną, sposobem na uniknięcie tego, co może ożywić lęki, w tym zakorzeniony bardzo głęboko lęk przed konfrontacją. Lęk dziecka, które nie mogło zareagować na wyrządzane zło, lecz zawsze już wyrzucać będzie sobie, że nie stanęło w obronie matki i dlatego w dorosłe życie pędzi samotnie, dlatego kontakt ze światem zewnętrznym ogranicza do minimum – głównie do rzadkich wizyt w galerii sztuki, która sprzedaje jego obrazy czy do zdawkowych wymian zdań ze spotkanymi ludźmi. Dlatego wypiera wspomnienia, obarczając nimi kogoś, kogo nazywa „tym trzecim”.
Maruszewski każe jednak swojemu bohaterowi opuścić nawet i tę lichą strefę komfortu. Chwila słabości, jaką będzie przygarnięcie bezdomnego psa, stanie się przyczynkiem do wydarzeń, które jeśli nie przewartościują kompletnie świata Pawła, to przynajmniej skutecznie zakłócą jego pole grawitacji. Nie będzie w tym jednak przypadku, co najwyżej zbieg okoliczności, przecinający w jednym punkcie drogi ucieczki różnych osób. Bo przecież osiedlowy złodziejaszek Tadek i prostytutka Roxi, to de facto postaci, które – mimo skrajnie różnych doświadczeń – dzielą z głównym bohaterem podobne emocje.
Kreacja czy destrukcja
Ucieczka jest w głęboko psychologicznej prozie Maruszewskiego początkiem, środkiem i końcem. Postaci, jakie powoła do życia autor „Szeleścidła”, mierzą się niemal bez przerwy z sytuacjami, którym nie są w stanie lub – rzadziej – nie chcą stawić czoła. Odejście, schowanie się, radykalne zamknięcie pewnego rozdziału, wydają się im najlepszym rozwiązaniem. I często takim jest. Problem w tym, że – jak pokazuje Tomasz Maruszewski – nie da się odejść do końca i nie da się ruszyć w tę drogę nie ponosząc przy tym naprawdę wysokiego kosztu.
Tak jak Tadek sprawdza tu na własnej skórze, że nie da się skutecznie uciec przed wierzycielem, bo ten znajdzie sposób, by wytropić dłużnika i z nawiązką odebrać, co jego, tak i Paweł wie doskonale, że każda ucieczka jest – podobnie jak jego obrazy – chwilą, w której tworzy się coś nowego, ale zarazem coś niszczy. Pytanie tylko co okaże się silniejsze: kreacja czy destrukcja. Autokreacja czy autodestrukcja.
Tomasz Maruszewski, Szeleścidło
Wydawnictwo Literackie, 6 maja 2026
ISBN: 9788308088821

