artykuł

Igor Brejdygant na Scenie Grandy o „Prawdzie” | Relacja ze spotkania

– Żyjemy w bańkach informacyjnych, puchniemy swoją informacją, a „tamci” puchną swoją i nikt już specjalnie nie szuka prawdy, bo woli dostać swoją wersję zdarzeń – mówił Igor Brejdygant, autor „Prawdy” na Scenie Grandy podczas Poznańskich Targów Książki. Spotkanie prowadził Przemysław Poznański z zupelnieinnaopowiesc.com.

Igor Brejdygant i Przemysław Poznański, fot. Jakub Hinc/zupelnieinnaopowiesc.com

Gdy w luksusowym warszawskim apartamencie znalezione zostają zwłoki studentki, do śledztwa rusza doświadczona komisarz Paulina Małecka, której asystuje początkująca aspirantka Grażyna Witkowska. Sprawa nie jest prosta, a zbieranie dowodów okazuje się żmudne. Mimo to śledcze docierają w końcu do dowodów i zeznań na tyle silnych, że udaje im się krok po kroku ułożyć najbardziej prawdopodobny obraz zdarzeń. Tyle że – jak się okazuje się –  nie wszystko jest tak oczywiste, jak się początkowo zdawało.

– Gdy śledztwo w pewnym momencie przejmuje CBŚ, Małecka odpuszcza. A potem okazuje się, że nie wolno jej było odpuścić – mówił pisarz.

„Nasza” prawda, „ich” prawda

„Prawda” jest tak naprawdę studium… kłamstwa. To bowiem opowieść o pozorach umiejętnie przybierających znamiona faktów i o faktach, którym przeczy logika. O świecie, w którym coraz trudniej – szczególnie w sferze cyfrowej – oddzielić ziarna od plew, fakty od fejków, racje od manipulacji. 

Jak zaznaczał Igor Brejdygant, to znak naszych czasów, charakteryzujących się dużą podażą informacji, co sprawia, że pewne rzeczy przyjmujemy zbyt łatwo, bez sprawdzania. – Skupiamy się na krótkich komunikatach, które docierają do nas podczas scrollowania, na headline’ach, bez wnikania głębiej – mówił pisarz. Jak dodawał, z tego natłoku informacji każdy wybiera tylko to jedno zdanie, które mu akurat pasuje, pomijając to, co nie zgadza się z jego osądem. Żyjemy w bańkach informacyjnych, puchniemy swoją informacją, a „tamci” puchną swoją, przez co radykalizujemy się coraz bardziej i nikt już specjalnie nie szuka prawdy, bo woli dostać swoją wersję zdarzeń – przekonywał pisarz. To – jak podkreślał – w pewnym momencie doprowadzi do sytuacji, w której dla odmiany nie uwierzymy już w nic, nawet w prawdę. – Będziemy tak przekonani, że wszystko jest deepfake’iem, że kiedy dostaniemy informację prawdziwą, pokazaną czarno-na białym, to i tak uznamy, że to zmontowane, sfałszowane.

Igor Brejdygant i Przemysław Poznański, fot. Jakub Hinc/zupelnieinnaopowiesc.com

Przybrudzeni bohaterowie

Bohaterki „Prawdy”, choć różne, łączy rodzaj przekory, niezgoda na sztampowość i chodzenie własnymi drogami. – Tworzę postaci, które są trochę przybrudzone, nie do końca kryształowe, bo wolę kogoś, kto jest chropowaty w odbiorze, ma coś za uszami. Bardziej takim postaciom ufam, bo z czymś się zmagają, a taka jest natura ludzka – mówił Brejdygant. Dodawał, że Paulina Małecka jest materiałem na bohaterkę cyklu. – Lubię ją. Spokojnie mógłbym z nią spędzić więcej czasu. A że postaci zwykle mam wymyślone szerzej, niż pokazuję to potem w książkach czy scenariuszach, to miałbym co w niej odkrywać przed czytelnikami – mówił pisarz.

Przyznawał jednak, że o ile podczas pisania widzi choćby miejsca akcji, to twarzy swoich bohaterów nie widzi. – Bohaterowie są dla mnie bardziej bytami psychiczno-emocjonalnymi niż fizycznymi – tłumaczył.  

Wolność i ograniczenia

Igor Brejdygant karierę pisarską zaczynał od stworzenia scenariusza filmu „Palimpsest”. – Pisałem go z potrzeby autoterapii. Nie myślałem o tym scenariuszu z komercyjnego punktu widzenia i choć pisałem obrazem, to nie zakładałem, że wyjdzie z tego film. Miałem wiele szczęścia, że zainteresował się tą historią Konrad Niewolski i Juliusz Machulski.

Kilka lat później pisarz stworzył scenariusz serialu „Paradoks”, który w pewnym momencie postanowił przepisać jako swoją pierwszą powieść. – Miałem ogromne zapasy treści, które nie weszły do scenariusza. Film to działanie i dialog oraz ramowy opis scen, miałem więc wiele materiału, żeby stworzyć powieść – tłumaczył pisarz. Przekonywał, że lubi przechodzić od prozy do scenariuszy i z powrotem. – Cieszy mnie, że mogę odpoczywać zmieniając formy, to rodzaj higieny pracy – dodawał. Jak przekonywał, powieść daje większą wolność niż scenariusz, gdzie istnieją choćby ograniczenia dotyczące kosztów realizacji poszczególnych scen, ale z drugiej strony ramy jakie narzucony ma scenariusz, zwłaszcza kryminalny, też się przydają podczas tworzenia.

Igor Brejdygant i Przemysław Poznański, fot. Jakub Hinc/zupelnieinnaopowiesc.com

Jak skok na banji

Czy pisanie kryminałów jest bezkarne? – Już kilka lat temu obliczyłem, że zabiłem w książkach i scenariuszach 100 osób. W pewnym monecie zauważyłem u siebie objawy zmęczenia tym procederem. Wtedy zwolniłem, napisałem przekraczający granice konwencji „Wiatr” – tłumaczył Igor Brejdygant.

Jego zdaniem z uśmiercaniem postaci jest jak ze skokiem na banji – najgłębsze pokłady naszego mózgu nie odróżniają pozornych działań od prawdy. – Dlatego staram się teraz „zabijać” rzadziej, choć oczywiście nie obejdzie się bez tego w kryminale – dodawał.

PRAWDziwe spotkanie na Targach w Poznaniu
Spotkanie z Igorem Brejdygantem
Scena Grandy, Poznańskie targi Książki
7 marca 2025

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej