Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy dekada to dużo, czy mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnie 10 lat, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Katarzyna Kowalewska.

– Przygoda, humor, coś do przemyślenia – takie książki piszę i po takie najczęściej sięgam – mówi Katarzyna Kowalewska, pisarka, felietonistka, autorka opowiadań i powieści. Debiutowała opowiadaniami „Najpierw dziecko” w tomie „Obiecaj” złożonym z twórczości finalistów Międzynarodowego Festiwalu Opowiadań 2015, „Futro” w tomie „Autostop(y). Dziesięć opowiadań o wolności”, oraz opowiadaniem w antologii „Bierz mnie”, jej proza znalazła się także w antologii „Memento. Antologia o życiu i śmierci” i „Czytanie ziemi” (finaliści Gór Literatury, 2018). Autorka powieści „Pijany skryba” (recenzję zamieściliśmy 17 grudnia 2015 roku), „Pudełko z pamiątkami”, „Podmiejski na koniec świata”, „Ratunku! Wymyśliłam męża”, „Zawód Spadkobierca”.
Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?
Katarzyna Kowalewska: Pozwólcie, że w pierwszej kolejności wirtualnie Was uściskam z okazji dziesiątych urodzin i życzę kolejnych dekad wspaniałej działalności promującej kulturę i literaturę.
Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy poznaliśmy się przy okazji wydania antologii „Autostop(y)”, a potem wzięliście do recenzji moją powieść „Pijany skryba”. To był dla mnie bardzo intensywny moment, wiele emocji i radości związanych z nową drogą twórczą.
Dla mnie te dziesięć lat to bardzo dużo. Nigdy w moim życiu nie zmieniło się tak wiele, jak właśnie w tym czasie: wyprowadzka z Warszawy, zamieszkanie w domu, pierwsze własne psy, macierzyństwo, pierwsze poważne bóle pleców, hihihi, no i początek pisarskiej twórczości, którą kontynuuję do dziś.
Jestem samotnikiem. Lubię przebywać we własnym towarzystwie, obracając w głowie różne myśli. W pewnym momencie zaczęłam tworzyć z nich historie. Zapisywać je. Wirginia Woolf pisała, jak ważny w życiu autorki jest własny pokój. Mam w domu własny pokój. Nie mógł się przecież bezużytecznie kurzyć.
Debiutowałaś jako autorka powieści w 2014 roku. Minęło więc już ponad 10 lat. Z czym kojarzy ci się ten czas? Czy dostrzegasz istotne kamienie milowe w swojej twórczości?
– O tak! Pewne zdarzenie sprawiło, że po wydaniu pierwszej powieści straciłam na kilka lat swój pisarski głos. Kiedy wróciłam do pisania, właściwie zaczęłam od nowa i w innym gatunku. Przebranżowiłam się z powieści łotrzykowskiej na obyczaje, komedie romantyczne. Hahaha, wiem, że mi to zapamiętaliście. Czytałam w jednym z Waszych artykułów. Dwukrotna finalistka MFO, finalistka Gór Literatury i MFK pisze powieści kobiece? A jakże! Czy uważam, że to była zła decyzja? Zdecydowanie nie. Uwielbiam „Pijanego skrybę”, ale pisałam go na innym etapie swojego życia. Nie umiałabym powtórzyć czegoś takiego. Dobrze czuję się w powieściach kobiecych. Dodaję swój pazur i humor, przyprawiam szczyptą muzyki, wykańczam ważnym problemem i powstaje coś, co z dumą podpisuję własnym imieniem i nazwiskiem.
Czy gdybyś mogła cofnąć czas, zmieniłbyś coś w swoich pisarskich decyzjach?
– Skróciłabym mój kilkuletni kryzys twórczy po wydaniu „Skryby”. Żałuję, że szybciej nie wzięłam się w garść. Całe szczęście, że na mojej drodze stanęła właściwa osoba, która udzieliła mi cennych rad i pomogła wrócić do pisania. Teraz pisanie to jedna z moich ulubionych form spędzania wolnego czasu.
Jak zaczęłaś pisać? I dlaczego?
– Jestem samotnikiem. Lubię przebywać we własnym towarzystwie, obracając w głowie różne myśli. W pewnym momencie zaczęłam tworzyć z nich historie. Zapisywać je. Wirginia Woolf pisała, jak ważny w życiu autorki jest własny pokój. Mam w domu własny pokój. Nie mógł się przecież bezużytecznie kurzyć.
Dokończ: Gdybym jednak nie została pisarką, to byłabym…
– Z wykształcenia jestem tłumaczką, więc gdyby nie rozwój AI, pewnie zostałabym w zawodzie. W tej chwili jestem również administratorką mediów społecznościowych i bardzo to lubię. A praca ideał? Może fotografka dla „National Geographic”? Albo właściwie jakakolwiek praca, w której mogłabym korzystać z ciepła i słońca.
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– I tak, i nie. Tak, bo trafiłam pod skrzydła jednego z największych polskich wydawnictw. Tak, bo piszę to, co lubię i wiele czytelniczek czeka na moje książki. Tak, bo piszę felietony do lokalnego pisma, gdzie w krótkiej formie wykorzystuję swoje poczucie humoru i świetnie się przy tym bawię. Nie, bo mam za mało czasu na pisanie. I nie do końca, bo marzy mi się utrzymywanie z pisania, a to nastąpi może za jakieś trzydzieści książek. Ciekawe, czy tego dożyję.
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Hołduję zasadzie „wystarczająco dobrze” – nie mam wygórowanych oczekiwań. Literatura ma mi zapewnić kilka godzin dobrej rozrywki. Przygoda, humor, coś do przemyślenia – takie książki piszę i po takie najczęściej sięgam.
Bardzo mi jednak brakuje wielkich powieści napisanych przez współczesnych polskich autorów. Wiecie, czegoś na miarę Bookera, co z jednej strony będzie wielką literaturą, ale z drugiej – przystępną dla masowego czytelnika. Takiego polskiego McCarthy’ego, polskiej Atwood.
A potem? Wezmę do ręki czystą kartkę i zacznę od zera. Jeszcze nie wiem, co napiszę. Jak powiedziała kiedyś moja redaktorka: możemy planować i robić założenia, ale i tak wyjdzie to, co napiszemy. Zobaczymy. Teraz trzymajcie kciuki, żeby nową powieścią zachwycili się zarówno wydawca, jak i czytelnicy.
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) ukształtowały cię – jako człowieka, jako pisarkę? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
– Dorastałam w latach dziewięćdziesiątych, więc zachłysnęłam się popkulturą amerykańską, nałogowo oglądałam MTV, po dziś dzień kocham takie filmy, jak „Empire Records”, So Fuckin’ What”, „Clerks”, „Dogma”, „Orbitowanie bez cukru”, „Powrót do przyszłości”, „Singles”, „Pump up the Volume”, „Dazed and Confused” czy „Hype”. Dużo w nich muzyki, buntu, ale i młodzieńczej naiwności, słodyczy. Chyba udzieliła mi się ta naiwność i teraz „wychodzi” w moich książkach, zwłaszcza w happy endach.
Moja ukochana książka to „Gwiazdozbiór psa” Petera Hellera. Uwielbiam ukazaną tam relację człowieka z psem. Chciałabym napisać kiedyś dobrą psią powieść.
Moim ulubionym bohaterem jest mój Maciek z „Pijanego skryby”. Chciałabym mieć taki życiowy luz jak on.
Kiedy nie piszę, to…
– Gram w halowego badmintona. Czytam. Robię zdjęcia. Rzucam psu piłkę. Wsłuchuję się w opowieści mojej czteroletniej córki, która ma wielkie zadatki na pisarkę. Jestem tu i teraz. W ubiegłym roku mąż kupił campera, więc otworzyłam się na nową formę turystyki.
Nad czym teraz pracujesz?
– Właśnie sczytuję moją najnowszą powieść. To znów komedia romantyczna. Historia opowiadana z perspektywy dwojga bohaterów – jego i jej. Napisanie tej książki zajęło mi niemal dwa lata, to bardzo długo, więc muszę ją wyrównać. Potem zabiorę się za cykl książeczek dla najmłodszych, o dinozaurach. To ma być coś z myślą o mojej córce – dinomaniaczce. A potem? Wezmę do ręki czystą kartkę i zacznę od zera. Jeszcze nie wiem, co napiszę. Jak powiedziała kiedyś moja redaktorka: możemy planować i robić założenia, ale i tak wyjdzie to, co napiszemy. Zobaczymy. Teraz trzymajcie kciuki, żeby nową powieścią zachwycili się zarówno wydawca, jak i czytelnicy.

