recenzja

Człowiek i „sprawa” | Edward Pasewicz, Czarne wesele [recenzja]

Edward Pasewicz daje nam opowieść o prymacie idei nad człowiekiem. Nad jednostką istotną tylko wtedy, gdy przydatna jest w toczonej akurat walce – o wspólnotę, o państwo, o „przestrzeń życiową”. O „Czarnym weselu” pisze Przemysław Poznański.

Gdy w 1918 roku w Krakowie hiszpanka zaczęła dziesiątkować Żydów, choć także chrześcijan, reb Gawriel uznał, że trzeba odprawić szwarce chasene. Ślub pod czarną chupą, organizowany na cmentarzu, nad świeżymi grobami, w którym złączy swe losy wybrana przez społeczność para kalekich dzieci. Obrzęd ten miał za zadanie odgonić zarazę, nawet jeśli kosztem dwójki młodych ludzi, pozbawionych prawa do decydowania o swoim życiu. 

I dokładnie o tym jest powieść Pasewicza. Bo choć pisarz, autor świetnego „Pulverkopfa”, umieszcza akcję swej książki w dwóch warstwach czasowych: w roku 1927 i w 1942, w dwóch miejscach, na krakowskim Kazimierzu i gdzieś w okupowanej Polsce, między Krakowem a Bełżcem, to tak naprawdę mówi nam o ponadczasowym „czarnym weselu” organizowanym w imię tej czy innej wspólnoty i mającej ją jednoczyć idei. Weselu, w którym los jednostki ma tylko takie znaczenie, jakie przypisano jej w ceremonii.

Gwar Kazimierza

Zaczyna Pasewicz od sceny, rozgrywającej się w roku 1942, w jadącym do Bełżca, pełnym trupów, bydlęcym wagonie. Pośród ciżby ciał leży też Izaak Glassman, jeden z głównych bohaterów powieści, a zarazem jeden z trybików Historii, które ją napędzają, nawet jeśli próżno szukać informacji o nich w podręcznikach. Glassmanowi udaje się przeżyć – może jako jedynemu z całego transportu – a to oznacza, że może stać się naszym przewodnikiem po świecie, który właśnie przestał istnieć.

Jaki to świat, po którym wodził czytelników będzie ocalały Żyd? Gdyby mierzyć go miarą literacką, trzeba by się zachwycić gęstością i intensywnością prozy, jej zanurzeniem w język, obyczaj, nastrój miejsca i czasu. Gdyby mierzyć ten świat miarą jedynie historyczną, docenimy fotograficzne wręcz odtworzenie klimatu zaułków Kazimierza, chasydzkich domostw, ale i knajp oraz burdeli. Docenimy też gwar ideologicznego wrzenia, rozpalającego głowy mieszkańców krakowskiej dzielnicy. Wrzenia spod znaku socjalizmu i wrzenia syjonistycznego – obu buzujących na tle chasydzkiego konserwatyzmu, ale i przynależnego religii mistycyzmu.

Podziały i różnice

Ten świat rozgrzeje się do czerwoności, gdy wizytę w Krakowie zapowie Ze’ew Żabotyński – syjonistyczny przywódca, założyciel Legionu Żydowskiego. Dla Izaaka Glassmana i jego przyjaciela, Arkego Liebermanna będzie to oznaczało ciężką pracę: oddelegowani zostaną do odpowiedzialnego zadania wyłuskiwania z tłumu szpiegów angielskich, czyhających rzekomo na życie szacownego gościa, który wszak postuluje zbudowanie państwa żydowskiego na terenie Brytyjskiego Mandatu Palestyny.   

Z wizyty Żabotyńskiego uczyni Pasewicz klamrę tej warstwy czasowej, zawierając w niej cały skomplikowany obraz żydowskiego świata ówczesnego Kazimierza, pełnego podziałów, różnic wynikających z podejścia do idei żydowskiego państwa, ale i do wagi wiary oraz tradycji w budowaniu przyszłości narodu. Uwypuklonych tym bardziej, że przecież wybrzmiewających na ograniczonej powierzchni, wśród osób żyjących dosłownie obok siebie.

Przeczytaj także:

Sprawa a jednostka

Wszystko to może być – jeśli ktoś chce – jednym z głosów w dyskusji o obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie, może być też głosem w szerszej rozmowie o prawie jednego narodu do decydowania o losie innego, zarówno w kontekście eksterminacji Palestyńczyków przez wojska izraelskie, jak i w kontekście obecnego na kartach powieści Szoah (za którym stała m.in. idea zdobycia dla Niemców niezbędnej do życia przestrzeni, Lebensraum). W tej większej opowieści o przemocy, silnie obecna jest jednak także opowieść kameralna, ciekawsza może, rezonująca czasem silniej, bo domagająca się zwrócenia uwagi na los jednostki w świecie ogarniętym szaleństwem, który z reguły przypisuje sobie prawo do podporządkowania obywatela/człowieka/żołnierza „sprawie” uznawanej za ważniejszą od niego.

Jak w ceremonii „czarnego wesela”, tak i w każdej innej sytuacji „dobro” ogółu (jakby tego dobra nie definiować) tłamsi dobro człowieka – dobro pojedynczego żydowskiego żołnierza szkolonego w Polsce, by trafić do Erec i wysadzać brytyjskie posterunki. Dobro każdego, kto nie pasuje do modelu: narodowości, pochodzenia, religii. Dobro przypadkowego świadka zdarzeń, ale i dobro żony, która zgodnie z chasydzką tradycją może być oddalona (a jej wiano przepada) jeśli w ciągu roku nie urodzi dziecka, a więc nie wywiąże się z obowiązku wobec społeczności. Wreszcie dobro ukrywającego się w lesie Żyda, który w zamian za ochronę spełniał będzie seksualne fantazje.   

Przezroczyści

Pasewicz unaocznia nam  – prawem pisarskiej wyobraźni – w postaci Izaaka Glassmana ową drugorzędność jednostki wobec ogółu. Nie wprost, nie nachalnie, raczej dzięki kształtującym tę niezwykłą literacko postać drobnym cechom. Prowadząc ją nieoczywistą ścieżką w stronę roli, którą ostatecznie przyjdzie jej odegrać. Ale sygnały widzimy od razu. Choćby w powierzeniu mu – jako oczywistej – roli obrońcy słabszego Arkego („To on miał bagnet, którym miał bronić Arkego”), ale także w samym nazwisku bohatera, sugerującym wrażenie przezroczystości, widocznej wszak choćby w scenie wagonowej, gdy Izaakowi udaje się bez większego problemu uciec z transportu.

Ma też Glassman kilka cech, które sugerują zrazu jego nieprzeciętność: nie poci się, nie ma linii papilarnych i jest uderzająco ładny (obiekt westchnień kobiet i mężczyzn). Wszystko to okazuje się jednak kolejnymi elementami owej przezroczystości: nie da się obecności bohatera zauważyć, choćby dlatego, że nie wydziela zapachu, nie da się pobrać jego odcisków palców, a choć na Kazimierzu się wyróżnia, bo „nie wyglądał na Żyda”, poza dzielnicą staje się jednym z wielu. Jednym z trybów machiny, która czyniąc z jednostki wyzbyte własnej woli posłuszne narzędzie walki, znowu kierować się będzie tylko jednym celem: dobrem ogółu.

Jednym z wielu „przezroczystych”, których zadaniem jest służyć. Dla dobra „sprawy”.

Edward Pasewicz, Czarne wesele
Wielka Litera, 13 listopada 2024
ISBN: 9788383601427

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej