wywiad

Marek Stelar: Śmianie się ze zła jest ludzką reakcją obronną | Rozmawia Przemysław Poznański

– Pisanie kryminałów jest dla mnie upustem dla złych emocji, które się we mnie gromadzą w ciągu życia, jak w każdym człowieku. Komedia też spełnia tę funkcję, ale w lżejszy sposób. Trochę na zasadzie śmiania się ze zła, co jest też przecież ludzką reakcją obronną – mówi Marek Stelar, autor powieści „Król uzdrowiska”. Rozmawia Przemysław Poznański.

Marek Stelar, fot. Jacek Poremba

Przemysław Poznański: „Król uzdrowiska” to trzeci tom twojej trylogii o Miśku i Szwagrze. Trylogii rozpoczętej „Górą kłopotów”, którą opublikowałeś w 2022 roku, krótko po „Krzywdzie” – mrocznym kryminale, za który otrzymałeś potem Nagrodę Wielkiego Kalibru. Masz w sobie jakiś przełącznik, który pozwala ci przekliknąć się z książki poważnej na przezabawną komedię?

Marek Stelar:  Dokładnie tak jest. Komedie są dla mnie odskocznią od mroku innych moich powieści. Myślę, że gdyby nie było komedii, osunąłbym się w  końcu w ciemność, o której tyle piszę. Podobno – jak  mówią mi psychologowie, z którymi rozmawiam podczas dokumentowania książek – wciąż obcując pisarsko ze złem jestem blisko tej niebezpiecznej granicy. A poza tym myślę, że jestem zabawnym facetem. Mam nadzieję, że posiadam poczucie humoru. Lubię się śmiać, lubię oglądać komedie – to jest jakaś część mnie. Więc dlaczego nie pisać komedii?

To wydaje się trudne po dłuższym czasie spędzonym na pisaniu książki utrzymanej w mrocznej konwencji odnaleźć w sobie nagle zasób humoru.

– Nie wiem czy muszę tego szukać. Dobrym słowem jest ów „przełącznik”. To poczucie humoru jest cały czas we mnie, w pomieszczeniu obok tego, które opatrzone jest napisem „mroczny kryminał”. Należy się tylko tam przejść. I już. To nie jest trudne, wręcz nie mogę się czasem doczekać, żeby do tego drugiego pokoju zajrzeć. Z zamiarem pisania komedii nosiłem się dość długo. Obawialiśmy się co prawda, wraz z wydawnictwem, konsekwencji takiej zmiany konwencji, ale okazało się, że to wyszło, że zaskoczyło. Oczywiście z poczuciem humoru jest tak, że każdy ma swoje i ciężko trafić do wszystkich. Liczyłem się też z tym, że będę mieszany z błotem, że ktoś mi zarzuci: „to nie ten Stelar, którego znamy”. I nawet jeśli takie głosy słychać, to przeważają te opinie, że to bardzo zabawna seria, która daje czytelnikom chwile wytchnienia. Dlatego uznałem po pierwszej książce, że warto ciągnąć ten temat dalej.

Komedie są dla mnie odskocznią od mroku innych powieści. Myślę, że gdyby nie było komedii, osunąłbym się w  końcu w ciemność, o której tyle piszę. Podobno – jak  mówią mi psychologowie, z którymi rozmawiam podczas dokumentowania książek – wciąż obcując pisarsko ze złem jestem blisko tej niebezpiecznej granicy.

„To nie ten Stelar” brzmi jak łatwe uleganie pozorom, że pisarz może dobrze pisać tylko w jednej konwencji. To idealnie pasuje do „Króla uzdrowiska”, który jest właśnie powieścią o uleganiu pozorom. Pozorom ulega twój główny bohater, Misiek, który dość pochopnie ocenia narzeczoną Szwagra, Grażynę. Sam Szwagier też ulega pozorom, choćby w chwili, gdy drogowskaz Ausfahrt na niemieckiej autostradzie bierze za… nazwę miejscowości, co zresztą kończy się dla niego sporymi konsekwencjami. Tych pozorów jest tu wiele.

Marek Stelar, Król uzdrowiska, Wydawnictwo Filia 13 listopada 2024, ISBN: 9788383578354

– Ów Ausfahrt to dość popularne źródło humoru w moim regionie, choć nie wiedziałem o tym przed pisaniem książki i myślałem, że pierwszy na to wpadłem (śmiech). Wracając do pytania: bardzo lubię pisać o uleganiu pozorom. Mam wrażenie, że wiele nieporozumień bierze się z tego, że myślimy o innych ludziach i wydarzeniach po swojemu, patrzymy na nich z perspektywy swoich doświadczeń. Pozorom ulegamy bardzo często, a w niektórych z nas, może nawet w większości, nie ma chęci badania spraw dogłębnie, pójścia dalej i poznania szczegółów, które mogłyby zmienić nasz punkt widzenia. Do takich ludzi łatwo ferujących wyroki należy i Misiek, i Szwagier.   

Pozorem jest pojawiające się od czasu do czasu przekonanie, że komedia kryminalna może potraktować ulgowo intrygę. Tymczasem nad twoim bohaterami zawisa realna groźba śmierci. Słowo „kryminalna” w komedii kryminalnej zobowiązuje?

– Dobrze, że o to pytasz, bo od chwili, gdy postanowiłem pisać komedie kryminalne, miałem pewien „zgryz”: czy mogą pojawiać się w niej trupy. W innej mojej komedii sensacyjnej, napisanej już po „Górze kłopotów”, czyli w „Kameleonie”, były trupy – pojawiły się trochę przypadkiem, ale jednak. Musiałem się ostro namóżdżyć, jak sprawić, żeby nie złamało to tej lekkiej konwencji. Dlatego w serii z Miśkiem i Szwagrem unikam zabijania, bo pojęcie komedii kłoci mi się z pisaniem o śmierci. Owszem, doceniam pisarzy, którym udaje się to połączyć, ale sam nie chciałem iść więcej tą drogą. Natomiast niebezpieczeństwo, w jakim znajdą się bohaterowie, musi być realne, nawet jeśli potraktowane na koniec z lekką nutką humoru. Zawsze, opisując taką scenę, zastanawiam się jak moi bohaterowie zachowaliby się w sytuacji konkretnego zagrożenia, gdy trzeba zastanowić się nad efektami podejmowanych w tej sytuacji działań. Reakcje bohaterów muszą być współmierne do wiszącego nad nimi zagrożenia, choć już w kwestii podejmowanych działań w komedii kryminalnej można się trochę pobawić, ująć co nieco w nawias.  

Ale skoro wiemy, że w komedii kryminalnej pewne rzeczy się nie wydarzą, bo nie mogą, to nie oznacza to utrudnienia w konstruowaniu intrygi? Odmawiasz sobie wykorzystania pewnych rozwiązań charakterystycznych dla kryminału.

– Pisanie kryminałów jest dla mnie upustem dla złych emocji, które się we mnie gromadzą w ciągu życia, jak w każdym człowieku. Komedia też spełnia tę funkcję, ale w lżejszy sposób. Owszem, w komedii trochę mroku musi pozostać, w końcu to kryminał, ale traktuję ten mrok z lekkim pobłażaniem, trochę na zasadzie śmiania się ze zła, co jest też przecież ludzką reakcją obronną. Pod względem warsztatowym kryminał posługuje się narzędziami, których tu nie zastosuję, ale daję sobie inne narzędzia – mniej brutalności, więcej śmiechu.

Tym, co buduje humor w tej serii, jest postać Szwagra, a w zasadzie zderzenie postaci Szwagra z Miśkiem – owego bohatera nieco zagubionego w świecie, nierozumiejącego choćby sarkazmu czy ironii z bohaterem nad wyraz racjonalnym. 

– Tak, na tym to polegało. Nie sztuka wymyślić postać, która będzie życiowo niezaradna i na niej oprzeć całą zabawę. Chodziło mi właśnie o to, żeby zderzyć prostolinijność Szwagra z doświadczeniem życiowym i racjonalnością Miśka. Taką racjonalnością aż do bólu, co wypomina mu czasem żona. To rodzi szansę na fantastyczne rozwiązania fabularne.

Ale humor budują tu też inne postaci – choć detektyw Koniecpolski, którego działania śledcze ograniczają się w zasadzie do autoreklamy. Jak znajdujesz takie postaci? Wokół siebie, czy raczej w sobie?

–  I tu, i tu. Ludzie często łączą w sobie cechy zabawne i poważne. W komedii najczęściej chodzi o to, żeby wydobyć z nich to, co zabawne i tym grać. W przypadku Koniecpolskiego mamy przykład inspiracji autentyczną postacią, która zresztą wydaje mi się w rzeczywistości wyłącznie zabawna. Przynajmniej w tym aspekcie, który znamy z jej obecności w mediach społecznościowych. Nie musiałem wiele wymyślać. Myślę, że miałem do tego prawo, skoro mowa o osobie publicznej i do tego takiej, która sama kreuje się w taki, a nie inny sposób. Przy tej okazji warto się zastanowić, dlaczego tak się dzieje. Zawód prywatnego detektywa kojarzy się przecież z dyskrecją, co widzimy choćby po Piotrze Kościelnym, detektywie i pisarzu, który dopiero niedawno, po wielu latach, postanowił ujawnić swój wizerunek.

Nie sztuka wymyślić postać, która będzie życiowo niezaradna i na niej oprzeć całą zabawę. Chodziło mi właśnie o to, żeby zderzyć prostolinijność Szwagra z doświadczeniem życiowym i racjonalnością Miśka. Taką racjonalnością aż do bólu, co wypomina mu czasem żona. To rodzi szansę na fantastyczne rozwiązania fabularne.

Czy takie postaci tworzy się inaczej niż w kryminale czy thrillerze? Dobra postać literacka ma pogłębiony rys psychologiczny, często dopisaną całą przeszłość, nawet jeśli nie zawsze o wszystkim wspomina się w książce. Tak jest w literaturze „poważnej”, a w komedii?

Marek Stelar, Włoska robota, Wydawnictwo Filia, 25 października 2023, ISBN:
9788383570402

– W komedii można sobie pozwolić na lekką taryfę ulgową. Nie muszę zgłębiać do końca przeszłości bohaterów – robię to na tyle, na ile wymaga tego fabuła. Natomiast nadal tworzenie bohaterów wymaga ode mnie podjęcia próby zbadania tego, co tkwi na styku mrocznej i jasnej strony ludzkiej natury, nawet jeśli wydobywam na wierzch głównie tę jasną.

Bardzo ciekawą postacią, nawet jeśli jej zadaniem nie jest tu wnoszenie humoru, okazuje się wspomniana narzeczona Szwagra, Grażyna. Zamknięta w sobie kobieta, który wzbudza tym samym podejrzenia Miśka.

– Odnoszę wrażenie, że Grażyna jest najbardziej normalną postacią z całego panteonu bohaterów „Króla uzdrowiska”. Nie będę zdradzał zbyt wiele, ale wydaje się być ona raczej dobrym człowiekiem, mimo podejrzeń Miśka. Na pewno jest mądra, inteligentna, oczytana, a równocześnie potrafi wnieść się ponad te wspomniane wcześniej pozory i ujrzeć w drugim człowieku coś więcej niż pokazuje on innym. Nie ma też wielkich oczekiwań od życia, co – gdy poznamy ją lepiej – może nieco dziwić, ale gdy doczytamy do końca, jesteśmy w stanie to zrozumieć. Muszę przyznać, że Grażyna stała się szybko jedną z moich ulubionych osób w tej powieści. Właśnie dzięki swojej normalności.

Grażyna bohaterką spin-offu?

– To by było wyzwanie. Pamiętam jak tworzyłem postaci głównych bohaterek w kryminałach i musiałem naprawdę mocno się spiąć, żeby to wiarygodnie wyszło. Mam wrażenie, że w przypadku komedii ta praca byłaby jeszcze trudniejsza. Nie wiem czy się na to zdobędę. Planuję kolejne komedie kryminalne, ale raczej zostanę przy męskich bohaterach.

Komedia kryminalna „Góra kłopotów”, potem „Włoska robota”, czyli opowieść o tym jak Misiek nie odrobił lekcji z części pierwszej i dał się wmanewrować w wakacje w towarzystwie Szwagra, wreszcie „Król uzdrowiska”, czyli opowieść o tym, że Misiek odrobił lekcję, ale go wmanewrowano w pobyt ze Szwagrem w sanatorium w Kamieniu Pomorskim – każda z tych historii ma swoją kryminalną intrygę. Jak szukasz tej intrygi?   

– To inna praca niż w przypadku kryminału. W komedii wymyślanie intrygi jest na końcu. Głównie jadę po bandzie, budując opowieść pełną humoru sytuacyjnego, nieco nawet slapstickową. Skoro jednak umawiamy się, że to jest też historia kryminalna, czy okołokryminalna, to i taki wątek musi się znaleźć. Ale głównie jest on pretekstem do pokazania ludzkich przywar, ludzkiego usposobienia, a także punktem wyjścia do budowania zabawnych sytuacji.

Co nie zmienia faktu, że w „Królu uzdrowiska” dochodzi do całkiem realnego uprowadzenia, którego ofiarą staje się właśnie Grażyna.

– Uprowadzenie i żądanie okupu to sprawy bez wątpienia poważne, czemu daję wyraz także poprzez takie a nie inne wykreowanie postaci ojca Grażyny. On mierzy się z sytuacją porwania córki i dlatego nie ma w nim żadnego rysu komediowego. To by było nie na miejscu. Natomiast skoro – jak ustaliliśmy – wiemy z góry, że ta historia skończy się szczęśliwie, to pozwalam sobie generalnie nieco tę powagę złagodzić. Nie ukrywam, że mam pewne opory przed opisywaniem w komedii spraw poważnych, nie tylko śmierci, ale robię to, skoro wymaga tego owa okołokryminalna konwencja.

Jak budujesz humor? Kiedy on się zjawia w powieści? Od początku, naturalnie, podczas pisania? A może wracasz po napisaniu do tekstu i wrzucasz humor tam, gdzie go twoim zdaniem brakuje?

– Nie spinam się i nie wrzucam nic na siłę. Taką mam zasadę. Jako człowiek obdarzony pewnym poczuciem humoru przywołuję sobie w pamięci zabawne sytuacje, które mnie spotkały, fajne grepsy, czyjeś żarty, opowieści, i wtedy ten humor pojawia się w książce sam. To taki bigos z moich przeżyć. W przypadku kryminałów jest dokładnie tak samo: staram się, żeby wszystko było naturalne, w tym choćby dialogi. Mam nawet wrażenie, że bohaterowie mówią po prostu moim językiem, używanym przeze mnie na co dzień. Dotyczy to także bohaterów „Króla uzdrowiska”, którzy używają moich ripost czy fraz służących mi do rozbawiania towarzystwa. Dlatego pisanie przychodzi mi naturalnie.

Mówisz, że komedii kryminalnych nie zarzucisz, a jednocześnie „Król uzdrowiska” ma być trzecim i ostatnim tomem cyklu. Dlaczego?

– Mam zasadę, że trylogia to optymalna forma podania opowieści z jednym bohaterem. Choć nie ukrywam, że pojawiają się głosy, by tej serii nie zarzucać. Jedna z czytelniczek miała nawet pomysł, by napisać prequel opisujący poznanie się Miśka z przyszłą żoną, Bożeną, a tym samym ze Szwagrem. Przyznam, że to pomysł ze sporym potencjałem. A więc koniec, a może nie koniec. Zresztą każdy koniec to przecież początek (śmiech).

W komedii wymyślanie intrygi jest na końcu. Głównie jadę po bandzie, budując opowieść pełną humoru sytuacyjnego, nieco nawet slapstickową. Skoro jednak umawiamy się, że to jest też historia kryminalna, czy okołokryminalna, to i taki wątek musi się znaleźć. Ale głównie jest on pretekstem do pokazania ludzkich przywar, ludzkiego usposobienia, a także punktem wyjścia do budowania zabawnych sytuacji.

Wydałeś w tym roku pięć powieści. Jak pracujesz? Jak dajesz radę? To wymaga chyba ogromnej dyscypliny.

Marek Stelar, Góra kłopotów, Wydawnictwo Filia , 26 października 2022, ISBN: 9788382802870

– Z tą dyscypliną to nie wiem. Natomiast prawdą jest, że jestem zajętym człowiekiem. Nie tylko piszę, ale jeżdżę też na spotkania z czytelnikami, obskakuję literackie i okołoliterackie imprezy, mam oczywiście rodzinę, dom. Tak naprawdę czasu na pisanie jest niewiele, ale te pięć książek rocznie daję radę stworzyć. Także dlatego, że dwie z nich to poważne kryminały, dwie to komedie, jedna jest książką dla dzieci. Poza tym mam ADHD oraz ogromną pasję do pisania, do opowiadania historii. Nawet lata temu, gdy miałem dwie prace, potrafiłem wydawać dwie książki rocznie. Na pewno pomaga to, że nie mam zaników weny, mogę pisać w każdych warunkach, w każdym miejscu, o każdej porze. Siadam, odpalam komputer i piszę.       

To jakich pięciu książek możemy się spodziewać w przyszłym roku?

– Nie wiem czy będzie ich pięć (śmiech).Teraz pracuję nad „Kątnikiem” czyli trzecią częścią trylogii o Heinrichu Vogelu [dwie wcześniejsze to „Ptasznik” i „Czarna wdowa” – red.]. To bardzo mroczna powieść, więc przypuszczam, że będę chciał po jej napisaniu siąść do tworzenia komedii. Choć możliwe też, że przedtem spróbuję napisać inny kryminał, rozgrywający się w latach 30. XX wieku w Szczecinie, ówczesnym Stettinie, być może powiązany ze współczesnością, w którym wykorzystam jedną z drugoplanowych postaci z „Czarnej wdowy”, czyli komisarza Kurtza z budziszyńskiej policji kryminalnej. Oprócz tego pojawi się trzecia część „Chaosa i spółki” dla dzieci i być może powieść zapoczątkowująca nową serię. Mam wiele pomysłów. Mam też w wydawnictwie dużą swobodę w wymyślaniu kolejnych powieści. Teraz tylko trzeba znaleźć czas, żeby je spisać (śmiech).

Rozmawiał Przemysław Poznański

*Marek Stelarpisarz, autor m.in. powieści „Rykoszet”, „Niepamięć”, „Niewiadoma”, „Nietykalny”, „Blizny”, „Sedno”, „Sekta”, „Głębia”, „Skrucha”, „Krzywda” (za którą zdobył w 2023 roku Nagrodę Wielkiego Kalibru), „Ukryci”, „Wybrana”, „Przegrana”, „Milczenie”, „Twardy zawodnik”, „Intruz”, „Cień”, „Ptasznik”, „Czarna wdowa”, „Blask”, komedii kryminalnych „Kameleon”, „Góra kłopotów”, „Włoska robota” oraz najnowszej, „Król uzdrowiska”, a także książek dla dzieci „Chaos i spółka na tropie” i „Tajemnica zaginionego konia”. 

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej