wywiad

Andrzej Meller: Pisanie, to mój zawód, styl życia i wszystko co lubię | 10 pytań na nasze 10-lecie

Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy dekada to dużo, czy mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnie 10 lat, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Andrzej Meller.

Andrzej Meller, fot. Radosław Polak / Wikimedia Commons

– Gdybym nie został pisarzem, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Pisanie, to mój zawód, styl życia i wszystko co lubię – mówi Andrzej Meller, pisarz, dziennikarz, były korespondent wojenny, podróżnik, autor książek „Miraż. Trzy lata w Azji” (2011), „Zenga zenga, czyli jak szczury zjadły króla Afryki” (2012), „Czołem, nie ma hien. Wietnam, jakiego nie znacie” (2016) oraz „Kamperem do Kabulu” (2022). Recenzję wznowienia „Mirażu” zamieściliśmy 24 marca 2020 roku, a wywiad (wideo) z pisarzem opublikowaliśmy 6 maja 2020 roku. 

Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?

Andrzej Meller: Filozoficznie: i dużo i mało. Z jednej strony w moim życiu wydarzyło się bardzo dużo, a z drugiej – zdarza mi się odwiedzić jakieś miejsce, czy człowieka po 10 latach i mam wrażenie, że minęła sekunda.

Debiutował pan jako pisarz w 2011 roku. Z czym kojarzą się panu te lata od debiutu? Dostrzega pan jakieś istotne kamienie milowe w swoim życiu, w swojej twórczości?

– Lata debiutu kojarzą mi się z jednej strony z satysfakcją, ale też z samotnością i rozczarowaniem. Tuż przed debiutem wróciłem z wojny w Libii spłukany, z PTSD i uszkodzonym słuchem. Generalnie miałem poczucie wyobcowania, braku zrozumienia i wsparcia. Wydawca nie płacił za książki, więc mimo dobrych recenzji miałem poczucie zupełnej klapy. Znajomy prawnik powiedział mi: „Olej wydawcę! Napisz nową, jeszcze lepszą książkę”. Po ciężkim roku w Polsce związałem się z moją obecną żoną i wszystko zaczęło się układać. Wyjechaliśmy na parę lat do Azji i tak powstało „Czołem, nie ma hien” o Wietnamie. Zmieniłem wydawcę, książka do dziś się dobrze sprzedaje. Mój debiut to z więc jednej strony satysfakcja, a z drugiej poczucie zupełnego przygniecenia wybraną drogą. Po upublicznieniu przeze mnie, że wydawca nie wywiązuje się z umowy, moje dwie pierwsze książki zostały zmielone. Przez wiele lat nie miałem do nich praw i nie mogłem ich sprzedawać. Zostały wydane dopiero parę lat temu w innych wydawnictwach i nieźle się sprzedają. Przez 10 lat przeszedłem drogę od autora, którego książki idą na przemiał do autora zapraszanego na liczne spotkania autorskie, pisarza publikowanego za granicą.

Lata debiutu kojarzą mi się z jednej strony z satysfakcją, ale też z samotnością i rozczarowaniem. Tuż przed debiutem wróciłem z wojny w Libii spłukany, z PTSD i uszkodzonym słuchem. Generalnie miałem poczucie wyobcowania, braku zrozumienia i wsparcia. Wydawca nie płacił za książki, więc mimo dobrych recenzji miałem poczucie zupełnej klapy. Znajomy prawnik powiedział mi: „Olej wydawcę! Napisz nową, jeszcze lepszą książkę”. Po ciężkim roku w Polsce związałem się z moją obecną żoną i wszystko zaczęło się układać. Wyjechaliśmy na parę lat do Azji i tak powstało „Czołem, nie ma hien” o Wietnamie.

Czy gdyby mógł pan cofnąć czas, zmieniłby pan coś w swoich pisarskich decyzjach?

– Moje decyzje pisarskie były świadome. Dziś z perspektywy czasu jedne książki bym skrócił, inne rozbudował, ale te reporterskie były pisane na wojnie, na gorąco, prawie bez internetu, więc może nie ma sensu w nich dłubać po latach. Moje pisanie wywodzi się z pracy reporterskiej dla mediów. Chyba bym drugi raz w to nie wszedł, bo z mojej perspektywy w Polsce to strata nerwów, zdrowia i pieniędzy dlatego, że zawsze dokładałem do pisania.

Jak zaczął pan pisać książki? I dlaczego?

– Zawsze chciałem pisać. Jak byłem młody pisałem wiersze, piosenki i opowiadania. Na studiach zacząłem czytać reporterów, a przede wszystkim jeszcze w liceum zacząłem naprawdę dużo podróżować po Syberii, zacząłem jeździć lądem do Indii, na Kaukaz, do Azji Centralnej. Potem pracowałem jako analityk w Ośrodku Studiów Wschodnich, gdzie sporo się uczyłem, ale język analityczny to jednak nie była moja bajka. Chciałem opisywać to co widzę, spotkania z ludźmi, pragnąłem to o czym czytam, czy co oglądam w TV zobaczyć na własne oczy. I tak stopniowo zacząłem pisać reportaże mając nadzieję, że niekiedy otwieram ludziom oczy, bo świat często wygląda inaczej niż go przedstawiają media. Pamiętajmy, że mowa o przełomie wieków, gdzie powszechny dziś dostęp do sieci i możliwości podróżnicze były znacznie bardziej ograniczone.

Druga strona tego medalu jest taka, że byłem młody i naiwny i liczyłem, że opisując różne ciężkie sprawy, wojny, rewolucje mogę pomóc ludziom na miejscu. Poczucie rzeczywistej pomocy przez pisanie było rzadkością, ale praca dziennikarza ułatwiała mi wielokrotnie pomoc innym.

Obejrzyj także:

Gdybym jednak nie został pisarzem, to byłbym…

– …stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Pisanie, to mój zawód, styl życia i wszystko co lubię. Przypomnę, że w moim wypadku pisanie książki to parę miesięcy, które poprzedzają czasem lata w terenie, risercz, znajomości z ludźmi itd.

Uważa pan swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?

– Tak. Moim największym marzeniem było napisanie książki „Kamperem do Kabulu” jak i sama podróż w domu na kółkach z żoną do Afganistanu. Marzenie zrealizowałem. Książka wyszła w ZNAK-u w 2022 roku, w następnym roku wychodzi we Włoszech i wiem, że trwają rozmowy na temat przekładu na inne języki. Książkę napisałem z moim najwierniejszym towarzyszem, żoną Eleonorą.

Czego oczekuje pan od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.

– Od swojej i cudzej literatury oczekuję emocji, tłumaczenia świata bez histerii, obiektywizmu w ocenie, ciarek na plecach i ulgi w obcowaniu ze światem i człowiekiem.

Moim największym marzeniem było napisanie książki „Kamperem do Kabulu” jak i sama podróż w domu na kółkach z żoną do Afganistanu. Marzenie zrealizowałem. Książka wyszła w ZNAK-u w 2022 roku, w następnym roku wychodzi we Włoszech i wiem, że trwają rozmowy na temat przekładu na inne języki. Książkę napisałem z moim najwierniejszym towarzyszem, żoną Eleonorą.

Jakie książki (albo inne dzieła kultury) ukształtowały pana – jako człowieka, jako pisarza? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Ma pan ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?

– Czytam i lubię różną literaturę, ale największą radość zawsze dawał mi real, to znaczy pisanie prawdziwe, a nie to efektowne, acz wyssane z palca. W młodości najważniejsi byli dla mnie Wojciech Górecki i Wojciech Jagielski. Z pierwszym Wojtkiem pracowałem w OSW i odwiedzałem go na Kaukazie. Był moim nauczycielem i niejako mistrzem. Spotkania i rozmowy były ważniejsze od książek. Książki rzadko już robią na mnie duże wrażenie, ale jeśli mam wymienić najważniejsze z ostatnich lat, to będą to „Depesze” Michaela Herra, „Apartament w hotelu Wojna. Reportaż z Donbasu” Tomasa Forro i „Nadzy nie boją się prawdy” Matthieu Aikins’a. Do ulubionych autorów muszę dodać też. Nicolasa Bouvieura i Tiziano Terzianiego.

Kiedy nie piszę, to…

– Przenoszę się ponownie w świat, o którym piszę. To było bezcenne w czasie covidu.

Nad czym pan teraz pracuje?

– Nad niczym. Zbudowałem dom, zamieszkałem w lesie i mam idealne warunki do pracy. Mam pomysły, które na razie blokują wojna i polityka. Myślę, że za jakieś dwa lata wezmę się za kolejną książkę.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej