„Więzy krwi” to powieść o żądzy władzy, bogactwa oraz o chęci zachowania pewnej tajemnicy, przy jednoczesnej pogardzie dla ludzkiego życia – mówi Agnieszka Pruska. Powieść rozpoczyna nowy kryminalny cykl autorki z komisarzem Rafałem Borskim w głównej roli.
OBEJRZYJ FILM 🎬
Agnieszka Pruska – w pierwszym tomie nowej kryminalnej serii – stawia na bohaterów, tak protagonistów, jak i antagonistów, którzy w dążeniu do obranego celu nie cofną się przed żadnym ryzykiem. Nawet przed ryzykiem śmierci.
Zaczyna się dość niewinnie. Bo choć na przedzimiu szybko zapada mrok, a chłód nie sprzyja długim spacerom, to tonący w bożonarodzeniowych dekoracjach jarmark i perspektywa nadchodzących świąt skutecznie odsuwa na dalszy plan wszelkie troski. Ta idylliczna scenografia to jednak maska – jedna z wielu (mniej lub bardziej dosłownych), jakie zaoferuje nam powieść Agnieszki Pruskiej. Autorka stawia bowiem na historię, w której budulcem intrygi będą pozory, kryjące głęboko skrywane, najczęściej wstydliwe tajemnice. Dość powiedzieć, że to właśnie na rynku (rzecz dzieje się we Wrocławiu, co jest w przypadku tej autorki nowością), wśród stoisk z prezentami, dochodzi do pierwszej w tej książce zbrodni, czy raczej do jej usiłowania. Zaatakowany przez nożownika zostaje spacerujący tu mężczyzna, a sprawca znika w tłumie bez śladu.
Choć ofiara traci świadomość i nie jest w stanie złożyć zeznań, komisarzowi Rafałowi Borskiemu dość szybko udaje się ustalić jej personalia. To sprawia, że popada w konsternację: szybko okazuje się bowiem, że zaatakowany nie ma żadnych powiązań ze światem przestępczym, niczym nikomu nie podpadł i tak naprawdę jest przeciętnym mieszkańcem miasta. Wygląda więc na to, że zaatakowany został przypadkowo. Jak zatem znaleźć sprawcę, gdy brak wyraźnego motywu? Policjantowi mimo wszystko udaje się jednak znaleźć wskazówkę, która pozwala mu domyślić się, że nożownik ma zamiar kontynuować swoje krwawe dzieło i zaatakuje kolejną osobę. Borskiemu udaje się nawet zidentyfikować miejsce, w którym dojść ma do następnej zbrodni. Wszystko więc wskazuje na to, że wystarczy zaczaić się na mordercę i sprawa zostanie rozwiązana. Niestety, rzeczywistość szybko weryfikuje to nazbyt optymistyczne założenie.
Przeczytaj nasza recenzję

