Ewelina Miśkiewicz zaprasza nas do świata zamkniętego w czterech ścianach domu, na wskroś przesiąkniętego bólem straty, ale i mrokiem nieufności, dziedziczonych traum i bezinteresownej nienawiści. O „Tam gdzie pada cień” pisze Przemysław Poznański.

Dostajemy do ręki powieść w konwencji domestic noir, a więc przepełnioną całym tym złem, jakie zgotować potrafią sobie osoby najbliższe, wchodzące często w skład jednej rodziny. Nie znajdziemy tu jednak oczywistego podziału na oprawcę i ofiarę – dostajemy bowiem książkę, w której przeprowadzone przez autorkę linie podziałów wewnątrz wielopokoleniowego domu, z pozoru jasne, szybko okazują się niezwykle kręte, nieoczywiste, właściwie do samego końca zaskakujące. Cokolwiek się tu wydarzy, będzie więc miało zawsze drugie, a najpewniej i trzecie dno, zaś motywacje bohaterów dalekie będą od tego, o co posądzimy ich na początku.
Co ciekawe, Ewelina Miśkiewicz przygląda się temu światu w narracji pierwszoosobowej jednej tylko bohaterki, nie zaś – jak często dzieje się to w thrillerach psychologicznych – z punktów widzenia różnych uczestników zdarzeń. Ten zabieg potrzebuje silnej narratorki, która wzbudzi nasze zaufanie, ale która przemilczy czasem to, co niewygodne, a czasem nagnie fakty – wszystko po to, byśmy mogli powoli oswajać się z prawdziwym mrokiem, jaki kryje dom, w którym przyszło jej zamieszkać.
Tylko krok
Bo narratorką jest kobieta, która w wyniku przeżytych wiele lat temu traum, musi (i chce) stać się częścią rodziny męża. Kobieta, która teściową nazwie matką i która zdecyduje się zamieszkać z rodzicami męża, by w ich domu szukać tego, o czym od dawna marzy – idealnego rodzinnego ciepła u boku dwójki dzieci, przy wsparciu starszego pokolenia. Mąż Wojtek, syn Paweł, córka Karolina – wszyscy oni mają mieć swój wkład w budowaniu świata jak z obrazka, w którym jeśli coś zgrzyta, to przecież nie bardziej niż w innych domach, gdy choćby kupiona przez ojca na świata choinka okaże się zbyt wysoka i trzeba będzie w nerwach zrzucić na kogoś winę. Choćby na córkę.
Rzecz w tym, że idealny obraz świata pęka tu szybko pod naporem takich właśnie drobnych zdarzeń, drobnych sprzeczek, nieporozumień, które z czasem przybierają na sile, obnażając prawdziwe tło tych emocji, a więc strach, który kryje się zawsze tam, gdzie nie jesteśmy w stanie oswoić tego, co nieodwracalne lub niezrozumiałe. Każdy członek tej rodziny nosi w sobie bowiem tajemnicę lub cechuje go nieprzewidywalność – to wystarczy, by zaufanie do siebie nawzajem zostało podważone. Czego więcej trzeba, by w cztery ściany wpuścić prawdziwe zło?
Przeczytaj także:
Mankamenty
A może zło w jakiejś postaci było tu już zawsze? Nie zawsze dopowiedziane, czasem zawoalowane przez narratorkę, jakby w ostatniej chwili przestraszyła się swej szczerości, ale jednak obecne: zło przemocy słownej, może nawet fizycznej, zło niedostatecznie szczerej miłości, zło dziedziczone lub nabyte. To na taki grunt trafiają tragedie, które gdy dotkną rodzinę, wyzwolą w każdym z jej członków najsilniejsze emocje – zarówno te dobre, jak i te złe. Ciężka choroba, śmierć, zaginięcie kogoś bliskiego nigdy nie są dla tych, którzy muszą na to patrzeć, obojętne. Ale zdarza się i tak, że bywają pożywką dla zachowań, które mogą stać się źródłem kolejnego cierpienia.
W świecie, w którym tak rzadko możliwa jest szczera rozmowa, a już na pewno rozmowa odbyta w gronie wszystkich mieszkańców domu, atmosfera nieufności, wzajemnego niezrozumienia, nawet wrogości musi narastać, zwłaszcza gdy ktoś, kogo znasz przecież długo, może nawet całe życie, zachowa się nieracjonalnie, agresywnie, złośliwie – na przykład podrze w napływie złości cenne rodzinne zdjęcie, albo przestawi czajnik na palnik z nieczynnym iskrownikiem, ryzykując wybuchem gazu. Ewelina Miśkiewicz doskonale ukazuje ten proces nawarstwiania się negatywnych emocji, które z każda chwilą coraz mocniej dzielą rodzinę. Pokazuje to zresztą także w sposób symboliczny, gdy sam budynek, w którym rozgrywa się fabuła, zaczyna powoli odsłaniać swoje mankamenty, pęknięcia czy zawilgocenia ścian.
Rzeczywistość „rodzinna”
Skoro – jak chce Tołstoj – każda rodzina nieszczęśliwa jest na swój sposób, to w „Tam gdzie pada cień” jest to nieszczęście wynikające przede wszystkim z tajemnic, kłamstw, celowych przemilczeń. Nie da się zapanować nad wyrokami losu, ale da się je znieść będąc razem. Brak jedności, szukanie winy u innych zrzucanie na nich odpowiedzialności, przy jednoczesnej skłonności do zadawania bliskim bólu – dowolnej natury – w chwili próby zostanie zweryfikowane i pokaże w pełnym świetle czy to, co nazywane jest rodziną, okaże się nią w rzeczywistości.
Ewelina Miśkiewicz, Tam gdzie pada cień
Wydawnictwo Initium, 22 maja 2024
ISBN: 9788367545822
Family Secrets | Ewelina Miśkiewicz invites us into a world locked within the four walls of a house, thoroughly imbued with the pain of loss, but also the darkness of distrust, inherited traumas and gratuitous hatred. The novel “Tam gdzie pada cień (Where the Shadow falls) is reviewed by Przemysław Poznański.

