„Detektyw: Kraina nocy” jest opowieścią o mroku. Nie tylko takim, jaki niesie noc polarna na Alasce, ale nade wszystko tym tkwiącym głęboko w ludzkich duszach. Biorącym się z traum zbyt długo oczekujących na to, by je przepracować – pisze Przemysław Poznański.

Wiele jest w tym serialu chwytów, które wręcz można by nazwać tanimi. To ów mrok (właściwa akcja rozpoczyna się trzeciego dnia nocy polarnej), który wprowadza nastrój niepokoju z niewyszukanego horroru, podobnie jak migająca niespokojnie jarzeniówka w opuszczonej stacji badawczej, przemykająca w oddali ciemna postać, czy nawet obecny w retrospekcjach rzęsisty deszcz obmywający zwłoki leżącej w błocie zamordowanej kobiety, a tym bardziej przemierzający ulice miasta, pozbawiony oka biały niedźwiedź.
Ale łatwo o tym zapomnieć, a nawet usprawiedliwić, jeśli przyjąć, że Issa López (po trzech sezonach zastępująca na stanowisku scenarzystki i reżyserki twórcę serii Nica Pizzolatto) sięga po widoczne, a wręcz nachalne atrybuty horroru, by opowiedzieć o złu znacznie większym, ale głęboko ukrytym, bo tkwiącym gdzieś w nas. Tym samym jej opowieść – pozostając rasowym kryminałem – bliższa staje się weird fiction, a więc opowieści grozy, w której to co straszne wynikać może tyleż z obecności wokół nas niewytłumaczalnego, co z projekcji lęków, obaw, niespełnień czy bólu, z których bohaterowie nie zdołali się wciąż pogodzić.
Siła kobiet
„Detektyw” (True Detective) z 2014 roku był telewizyjnym objawieniem, nie tylko z powodu rewelacyjnych kreacji Matthew McConaugheya i Woody’ego Harrelsona, ale i ze względu na fabułę skupiającą się tyleż na sprawie dziwnych morderstw dokonywanych w Luizjanie, co na osobistych problemach śledczych. Sezony drugi (2015) i trzeci (2019), w których wystąpili odpowiednio Colin Farrell, Rachel McAdams i Taylor Kitsch oraz Mahershala Ali i Stephen Dorff spotkały się z mniej entuzjastycznym przyjęciem i może dlatego na kolejny przyszło nam czekać aż pięć lat.
Zmianę widać na pierwszy rzut oka – przede wszystkim po raz pierwszy w centrum zdarzeń znajdują się kobiety – już nie tylko w roli ofiar, ale też jako postaci kluczowe, na których skupiona jest cała nasza uwaga. Śledztwo prowadzą tu Liz Danvers (Jodie Foster) i Evangeline Navarro (Keli Reis) – pierwsza z nich jest przybyłą do miasteczka stosunkowo niedawno detektywką z APF (Alaska Police Force), druga funkcjonariuszką miejscowej drogówki. Jest i trzecia kobieta – tajemnicza Rose Aguineau (Fiona Shaw), choć w tle pojawia się przecież znacznie więcej niejednoznacznych kobiecych postaci – w tym pasierbica Liz, Leah (Isabella LaBlanc), która w jednej z pierwszych scen zostaje przyłapana na nagrywaniu seksu ze swoją 16-letnią dziewczyną.
Gdzie ci mężczyźni?
Jest i kobieca ofiara – choć sprzed sześciu lat – to Anne Masu Kowtok, Inupiatka, rdzenna mieszkanka Alaski, która została zadźgana, a potem zmasakrowana i pozbawiona języka przez nieznanych sprawców. Powód? Może to, że wcześniej głośno protestowała przeciwko budowie lokalnej kopalni. Zagadka jej śmierci – wciąż nierozwikłana – jest jedną z traum, jakie trawią Navarro. Chęć wyjaśnienia zbrodni staje się wręcz jej obsesją, którą próbuje od lat zarazić też Denvers. Jak się wydaje – przynajmniej pozornie – bez skutku.
Ta druga ma zresztą większy problem: pewnego dnia dostawca jedzenia odwiedzający miejscową stację badawczą Tsalal odkrywa, że pracujący tam naukowcy – sami mężczyźni – zniknęli bez śladu. Nic nie wskazuje na walkę czy inną przemoc, ani na panikę. Pomieszczenia wyglądają tak, jakby badacze zamierzali wyjść stamtąd tylko na chwilę, lecz z niewiadomych przyczyn nigdy już tu nie wrócili. Jak długo ich nie ma? Co mogło się z nimi stać? To ważne pytana, ale wydaje się, że najważniejsze z tych, które stawiają sobie śledczy brzmi inaczej: skąd na miejscu zdarzenia znalazł się odcięty kobiecy język? I czy w takim razie – poprzez ten motyw – zaginięcie mężczyzn może mieć cokolwiek wspólnego ze sprawą Kowtok?
Przeczytaj także:
Przekraczanie granic
Dajemy się pochłonąć tej tajemnicy, a w zasadzie każdej z tajemnic, także tej, która pojawi się już w jednej z pierwszych scen, gdy obserwowane przez myśliwego stado karibu zrywa się niespodziewanie do niezrozumiałego, straceńczego galopu. „Detektyw: Kraina nocy” (a przynajmniej pierwszy odcinek czwartej odsłony tej serii) okaże się serialem przesiąkniętym atmosferą niepokoju, strachu (owszem: bliźniaczo czasem podobnego do tego, który narzucają nam filmy grozy), a przede wszystkim atmosferą niedopowiedzeń przekraczających granice przeszłości i teraźniejszości, zaufania i nieufności, w końcu też życia i śmierci.
Podobnie jak w choćby przypadku znakomitego serialu „Mare z Easttown”, historia opowiadana przez López jest osadzona głęboko w lokalnej społeczności, skupionej na co dzień głównie na własnych sprawach i problemach. Dla policjantek zagadka zbrodni czy zaginięcia – choć z pewnością priorytetowa – iść będzie musiała w parze z próbą poradzenia sobie ze sprawami znacznie mniejszego kalibru, jak choćby zapanowanie nad pijaną mieszkanką siadającą co rusz za kierownicę, albo mężczyzną dopuszczającym się przemocy wobec kobiet. Wydaje się jednak, że przede wszystkim będzie to historia dochodzenia, które zmierzać będzie nie tylko do wyjaśnienia zagadki zbrodni, ale przede wszystkim może do pokonania demonów, tkwiących w bohaterkach. Jedynej grozy, która tak naprawdę im zagraża.
Miasteczko Ennis
Takie odizolowanie lokalnej społeczności niewielkiej alaskańskiej osady przed światem zewnętrznym, jakie tworzy sama natura, kreuje klaustrofobiczny nastrój „zamkniętego pokoju” czerpiącego swój nastrój z powieści Agathy Christie, a wykorzystywanego potem wielokrotnie przez pisarzy i filmowców, także choćby w serialu Davida Lyncha i Marka Frosta „Miasteczko Twin Peaks”. I podobnie jak tam, tak i tu konieczne dla rozwiązania zagadki wydaje się sprowadzenie kogoś spoza lokalnej społeczności, niezakorzenionego jeszcze na stałe w górniczym miasteczku Ennis. Kogoś, kto oprze się dusznej, zatęchłej atmosferze lokalnych układów, powiązań i nieformalnych relacji. Jak tam przenikliwość agenta FBI Dale’a Coopera, tak i tu dopiero wnikliwe przyjrzenie się sprawie przez mieszkającą tu dopiero od kilku lat Liz Danvers może więc rzucić snop światła na sekrety skryte w mrokach nocy polarnej.
Detektyw: Kraina nocy (True Detective: Night Country)
reż. Lissa López
HBO Max 2024
Third day of the night | “True Detective: Night Country” is a story about darkness. Not only the one brought by the polar night in Alaska, but above all the one that lies deep in human souls. Coming from traumas that have waited too long to be worked through, writes Przemysław Poznański.

