artykuł

A przecież żywym! | 200 lat temu urodził się Cyprian Kamil Norwid | #RokNorwida

Za życia z rzadka publikowany, nierozumiany poeta, ślepnący i głuchnący nędzarz. Odkryty po śmierci, nigdy już nie dał o sobie ponownie zapomnieć. Dziś mija 200 lat od dnia urodzin Cypriana Kamila Norwida.

Ręce grabieją wino całkiem kwaśne / Na rękawiczki braknie mi pieniędzy / I myśl zmarznięta nie chce płynąć prędzej / A przecież przez nią i to dla niej właśnie / Umieram w nędzy… – pisał w „Ostatnich dniach Norwida” Jacek Kaczmarski. I rzeczywiście – Cyprian Kamil Norwid zmarł nad ranem 23 maja 1883 roku w założonym przez polskich emigrantów przytułku Œuvre de Saint Casimir na obrzeżach Paryża jako nędzarz. I jako artysta niespełniony.

Sobieski po kądzieli

Urodził się 24 września 1821 roku w Laskowie-Głuchach. Wcześnie osierocony Cyprian Norwid, który imię Kamil przyjął na bierzmowaniu, od czwartego roku życia wychowywał się u prababki Hilarii Sobieskiej, spokrewnionej zresztą z Janem III Sobieskim. Nic dziwnego, że Norwid lubił wspominać króla w rodowodzie (choćby po kądzieli).

Choć został niekwestionowanym artystą słowa (nawet jeśli za życia niedocenionym), ale też malarzem, rzeźbiarzem i rysownikiem, całą jego edukację charakteryzowała spora nieregularność. Można wręcz powiedzieć, że był samoukiem, bo chociaż pobierał nauki w wielu miejscach, nie zdobył nigdy formalnego wykształcenia. Razem ze starszym bratem Ludwikiem uczył się w warszawskim gimnazjum, ale przerwał naukę przed ukończeniem piątej klasy i wstąpił do prywatnej szkoły malarskiej, gdzie brał prywatne lekcje rysunku u Jana Klemensa Minasowicza. I to właśnie pasja malarska była jedną z tych, które rzuciły go w szeroki świat.

Tęskno mi, Panie

Do Paryża, miasta, w którym z przerwami spędził większą część dorosłego życia i w którym zmarł, trafił po raz pierwszy w roku 1849. Tu poznał – na chwilę przed ich śmiercią – m.in. Juliusza Słowackiego i Fryderyka Chopina. Ich ostatnie dni opisał potem w „Czarnych kwiatach”. Wcześniej odbył jednak wojaże, które wiodły od Drezna przez Wenecję, Florencję i wówczas będący jeszcze pod władzą papieży Rzym, gdzie mieszkał przy Via Quattro Fontane. To w przyszłej stolicy Italii spędził okres Wiosny Ludów, poznając przy okazji wiele znaczących postaci tej epoki, w tym Adama Mickiewicza czy Zygmunta Krasińskiego. Ale to także w Rzymie dowiedział się o tym, że zaręczyny z nim zerwała Maria z Nesselrodów Kalgeris – jego wielka, niespełniona miłość.

Gdyby szukać na mapie świata miejsc Norwidowskich, wspomnieć trzeba koniecznie Berlin, gdzie uczęszczał na wykłady uniwersyteckie, a także Stany Zjednoczone. 12 lutego 1853 roku statkiem „Margaret Evans” poeta dotarł do Nowego Jorku, gdzie znalazł dobrze płatną posadę w pracowni graficznej. Do Europy i do Francji ostatecznie wrócił w 1854 roku, po drodze na krótko zatrzymując się w Londynie.

Ideał sięgnął bruku

W 1866 r. Norwid ukończył pracę nad tomem „Vade-mecum”, którego nie udało mu się wydać. Stało się to dopiero po śmierci poety, w Warszawie, w 1947 i 1962 roku oraz w Londynie w 1953. Znajdujemy tu jeden z najsłynniejszych poematów Norwida, „Fortepian Szopena”, napisany po wydarzeniach z 1863 roku, gdy Rosjanie w odwecie za zamach na carskiego namiestnika zdemolowali budynek pałacu Zamojskich, wyrzucając z jego okien na bruk fortepian, na którym Chopin grał podczas pobytu w Warszawie.

(…) Ten!… co Polskę głosił, od zenitu
Wszechdoskonałości Dziejów
Wziętą, hymnem zachwytu, Polskę — przemienionych kołodziejów;
Ten sam — runął — na bruki z granitu!
— I oto: jak zacna myśl człowieka,
Poterany jest gniewami ludzi,
Lub jak — od wieka Wieków — wszystko, co zbudzi!
I — oto — jak ciało Orfeja,
Tysiąc Pasyj rozdziera go w części,
A każda wyje: „Nie ja!…”
„Nie ja!” — zębami chrzęści.
*

Lecz Ty — lecz ja? Uderzmy w sądne pienie,
Nawołując: „Ciesz się, późny wnuku!
Jękły — głuche kamienie:
Ideał — sięgnął bruku — —”. 

Rękopisy płoną

Norwid debiutował na łamach „Piśmiennictwa Krajowego” (nr 8/1840) wierszem „Mój ostatni sonet”:

 Bądź zdrowa! - tak ponury Byron żegnał żonę,
 Tak i niejeden luby lubą swą niestałą,
 Lecz mych pożegnań chwila będzie oniemiałą,
 Chociaż zawsze wymowne oczy wspłomienione.
 
 Teraz więc, póki jeszcze Niebo jest łaskawsze,
 Póki jasność Twych spojrzeń jeszcze dla mnie świeci,
 A zasłona przyszłości czarnych chmur nie wznieci,
 Żegnam Ciebie, o luba, żegnam Cię na zawsze.
 
 Na zawsze?... - może z żalem Twe usta powtórzą,
 Może nawet Twe oko w rozstania godzinie
 Uroni łezkę, kiedy wspomnienia się wzburzą.
 
 Lecz żal ten, jak ślad łodzi płynącej, przeminie
 I łza oschnie, gdy losy radość Ci wywróżą,
 I w pierzchliwej pamięci pamięć o mnie zginie.

Za życia opublikował jednak tylko jeden wybór wierszy – „Poezje” ukazały się w Lipsku, w 1863 roku, jednak nie spotkały się z większym zainteresowaniem.

Po śmierci Norwida część znalezionych u niego notatek została spalona. Zmarł co prawda poeta, prozaik i dramaturg, ale jednocześnie ktoś, kto bezskutecznie szukał u mu współczesnych zrozumienia dla swojej literackiej twórczości.

Ale on spo­mni mnie…

Dlaczego do powszechnej świadomości nie przebił się ktoś, kogo dziś z lubością cytujemy i wnikliwie analizujemy, czyje utwory śpiewał Czesław Niemen, Przemysław Gintrowski, Maciej Maleńczuk i Dr Misio? Zapewne wynikało to z faktu, że Norwid wyrastał ponad swoją epokę, a stosowane przez niego chwyty i zabiegi literackie wymykały się łatwej ocenie przez mu współczesnych. Z pewnością nie pomagało też w dotarciu do szerszej publiczności to, że uznawany najczęściej za ostatniego z najważniejszych polskich poetów romantycznych – obok Mickiewicza czy Słowackiego – w istocie wyprzedzał czas i zbliżał się w swojej twórczości do klasycyzmu i parnasizmu. Stosował choćby bardzo nowoczesne, a jak na swój czas wręcz awangardowe formy, jak pauzy, przemilczenia, neologizmy, a nawet wiersz wolny.

Sam zresztą zdawał się rozumieć, że jego twórczość zrozumieją i docenią dopiero „wnuki”. Tak pisał o tym w wierszu „Do potomności (Klaskaniem mając obrzękłe prawice…)”:

Syn mi­nie pi­smo, lecz ty spo­mnisz, wnu­ku,
Co zni­ka dzi­siaj, iż czy­ta­ne pę­dem.
Za pa­no­wa­nia pan­te­izmu dru­ku,
Pod oło­wia­nej li­te­ry urzę­dem —
I, jak zda­rza­ło się na rzym­skim bru­ku,
Ma­jąc pod sto­py ka­ta­kumb ko­ry­tarz,
Nad czo­łem słoń­ce i jaw, ufny w błę­dzie,
Tak znów od­czy­ta on, co ty dziś czy­tasz,
Ale on spo­mni mnie... Bo mnie nie bę­dzie!

Małych ludzi małe intrygi

W odniesieniu sukcesu nie pomagało mu też zapewne to, że był Norwid samotnikiem i introwertykiem. Z jednej strony wynikało to z jego charakteru oraz faktu, że szybko zaczął głuchnąć, z drugiej –  wychodził z założenia, że prawdziwy artysta musi być samotny i odrzucony w imię swoich ideałów. „Samotny wszedłem i sam błądzę dalej” – pisał w „Do potomności”. Nie oznacza to jednak, że przejawiał zachowania aspołeczne – wręcz przeciwnie, utrzymywał liczne kontakty towarzyskie, choć głównie korespondencyjnie. Przy czym trzeba zauważyć, że także w epistolografii był Norwid świadomym twórcą – jego listy, „pisane życiem”, nie są trywialnym roztrząsaniem osobistych spraw, lecz intelektualną dysputą. Unikał więc w listach typowego dla romantyzmu ekshibicjonizmu uczuciowego, przekonując, że: „[…] nie lubię, ażeby doczesne moje interesa, drobiazgowe zajęcia, małe walki z tysiącem małych przeciwności, z małych ludzi małymi intrygami, mięszały się do rozmów, które z przyjaciółmi mymi chcę uprawiać”.

A przecież żywym!

Twórczość Norwida tak naprawdę najpierw została odkryta w okresie Młodej Polski, a stał za tym Zenon Przesmycki (Miriam). To dzięki temu możemy dziś sięgać po takie utwory jak „Promethidion”, „Quidam” czy „Rzecz o wolności słowa”, cytować takie poematy jak wspomniany „Fortepian Szopena”, albo „Do obywatela Johna Brown” – którym autor „Mojej piosnki (Do kraju tego…)” włączył się do dyskusji o prawach człowieka i niewolnictwie – czy „Bema pamięci żałobny rapsod”, ale też czytać jego prozy: „Ad leones”, nowelę łączącą w sobie pasje rzeźbiarską z literaturą, „Cywilizację” czy „Stygmat”, lub takie dramaty jak „Kleopatra i Cezar” albo „Za kulisami”.

Bo grób twój jeszcze odemkną powtórnie

Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie,
Gdzie, kiedy, w jakim sensie i obliczu,
Bo grób twój jeszcze odemkną powtórnie (…)

Trochę jak bohaterowie jego wiersza „Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie”, Norwid też został pochowany nawet nie dwukrotnie, a kilkukrotnie: wpierw na cmentarzu w Ivry, skąd po kilku latach jego zwłoki zostały przeniesione do grobu zbiorowego na cmentarzu w Montmorency. Ostatecznie ziemia z jego grobu została w 2001 r., 180 lat po śmierci poety, przewieziona do Polski i umieszczona w Krypcie Wieszczów Narodowych w Katedrze na Wawelu. Uroczystości towarzyszyło bicie Dzwonu Zygmunta.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Więc pożegnałem was, którzyście chcieli,
Bym nie osmucał tych brzegów zielonych,
A przecież żywym!

(Promethidion)

Norwid wciąż odkrywany jest na nowo, inspiruje twórców i artystów, którzy chętnie sięgając po jego utwory na nowo wzbudzają zachwyt twórczością poety, skłaniając nas do pochylenia się nad spuścizną wieszcza, czyniąc ją przy tym jednocześnie na wskroś aktualnym komentarzem współczesności.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: