artykuł

Szpieg: zawód czy powołanie | Vincent V. Severski w rozmowie z Grzegorzem Kalinowskim

Szpiegostwo to nie zawód. To życiowy wybór, powołanie, jak w przypadku dziennikarza, artysty czy księdza – mówił Vincent V. Severski, autor wydanej właśnie powieści „Zamęt”, w rozmowie, którą podczas Warszawskich Targów Książki przeprowadził pisarz Grzegorz Kalinowski.

Pisarska kariera autora „Zamętu” zaczęła się od powieści „Nielegalni”. I… od zmiany nazwiska. Jak to się jednak stało, że Włodzimierz Sokołowski, były oficer wywiadu stał się właśnie Vincentem V. Severskim?

– To pomysł Pawła Książkiewicza z Czarnej Owcy. Powiedział mi wprost: „Książka dobra, ale z tym nazwiskiem to się nie sprzeda”. I tak wymyśliliśmy nazwisko z trzema literami „V”, której nie ma w polskich alfabecie. Nazwisko brzmiące po wschodniemu, pisane po zachodniemu – wspominał pisarz.

Wydawcę znalazł bardzo łatwo. Czy równie łatwo jest zostać szpiegiem?

Vincent V. Severski i Grzegorz Kalinowski, fot. Przemysław Jakub Hinc/zupelnieinnaopowiesc.com

– To proste: należy zgłosić się do Agencji Wywiadu – tłumaczył autor „Zamętu”. Ale zastrzegał, że nie jest to zajęcie dla każdego. – W zasadzie to my wybieramy odpowiednich ludzi. Patrzymy, z kogo będzie dobry agent, a z kogo nie. Najczęściej jak ktoś bardzo chce być szpiegiem, to nic z tego nie wyjdzie. Lepsi są ci, których zaskakuje nasza propozycja – przekonywał pisarz.

Przeczytaj także:

Szpieg gra intelektem | Z Vincentem V. Severskim rozmawia Przemysław Poznański

Dodawał, że zawodu agenta wywiadu nie da się nauczyć. – Adepci przychodzą wychowani na książkach i filmach. Jedyne, czego możemy ich nauczyć to pokazać, gdzie trafili tak naprawdę i na czym polegać będą ich zadania. Predyspozycje trzeba mieć wcześniej, tego nie nauczymy. Jedną z nich jest choćby umiejętność czekania – opowiadał Vincent V. Severski.

W powieści „Zamęt”, pokazującej polityczne rozgrywki po porwaniu w Pakistanie polskiego obywatela, jeden z agentów jest absolwentem Stanforda. To nie wyjątek. Szpiedzy często są absolwentami najlepszych uczelni – polskich i zagranicznych.

Vincent V. Severski i Grzegorz Kalinowski, fot. Przemysław Jakub Hinc/zupelnieinnaopowiesc,com

– Ale nie dla wszystkich jest to prosty wybór, bo w wywiadzie nie zarabia się najlepiej. Nie za mało, ale na pewno nie tyle, ile absolwentom najlepszych uczelni oferuje biznes. Przyciągamy tych spośród nich, którzy nie kierują się względami materialnymi, bo nie jest to zajęcie, dzięki któremu można się wzbogacić. U nas „zarobić” można prędzej choroby, stres i wypadek – zaznaczał pisarz.

Jednym ze źródeł stresu może być trudna współpraca z szefem. Bohaterowie Severskiego często mają problem z przełożonymi z politycznego nadania.

Przeczytaj także:

Sekcja od misji niewykonalnych | Vincent V. Severski, Zamęt

– Tacy szefowie zmieniają się co cztery lata, po wyborach. Ważne, by byli to ludzie rozsądni, dobrze dobierający merytorycznych zastępców. Natomiast zły szef to po prostu jeden ze schematów thrillera: „biały kapelusz” gdzieś na dole i „czarny kapelusz” u góry, który knuje – tłumaczył autor „Zamętu”.

Jak przekonywał, szpiegostwo to jednak stosunkowo bezpieczne zajęcie. – Jeśli akcja, w której uczestniczymy, jest dobrze przygotowana i zabezpieczona, to nie powinno stać się nic złego – mówił. I podkreślał, że szpiegostwo trudno nazwać zawodem. – To życiowy wybór, powołanie jak w przypadku dziennikarza, artysty czy księdza. Najbliżej nam zresztą do dziennikarzy, których nazywam mlecznymi braćmi szpiegów. Oni wyciągają informacje legalnymi metodami, a my nielegalnymi, ale razem działamy w interesie społecznym. Tyle że nasze informacje lądują na biurku trzech, czterech osób w kraju – tłumaczył pisarz. Tym, co jeszcze łączy świat mediów i wywiadu, jest fakt, że bardzo często attaché prasowym w ambasadzie są agenci.

Vincent V. Severski

– Sam byłem attaché i dziennikarze doskonale wiedzieli, kim jestem naprawdę. Ale nie przeszkadzało im to w kontaktach ze mną, bo ode mnie mogli zawsze dowiedzieć się więcej – śmiał się Vincent V. Severski.

Przeczytaj także: 

To nie jest zwykły kryminał retro | Z Grzegorzem Kalinowskim rozmawia Przemysław Poznański

Komu nie uda się być szpiegiem, zawsze może pomagać polskim służbom. – Na, powiedzmy, dwustu oficerów wywiadu przypadają dwa tysiące współpracowników: obywateli polskich, którzy działają z pobudek demokratycznych. Nigdy nie zmuszamy nikogo do współpracy, bo taka osoba musi być przekonana do współpracy.

A na co w tym zajęciu trzeba najbardziej uważać?

– Zawsze trzeba pamiętać, że w świecie szpiegów nic nie musi być tym, na co wygląda – mówił autor „Zamętu”.

Vincent V. Severski i Grzegorz Kalinowski na Warszawskich Targach Książki
Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.