Choć w „Tajemnicy tajemnic” Dana Browna nie ma niczego, czego by już nie było w jego poprzednich powieściach, to przecież ten fabularny rollercoaster będący wybuchową – dosłownie – mieszanką dawnych legend, teorii spiskowych i rubieży nauki, wciąż się sprawdza. Szczególnie jako lektura na lato – pisze Jakub Hinc.

Dan Brown wdarł się na wydawniczy rynek przebojem, jakim okazał się wydany w roku 2004 „Kod Leonarda da Vici”. Nie była to pierwsza powieść tego autora, który balansował między miejskimi legendami, prawdą historyczną a odkryciami naukowymi, ale tytuł ten otworzył mu szeroko drogę na półki czytelników, którzy od tego czasu chętnie sięgali po nowe, ale i wcześniejsze, powieści spod jego pióra.
Po ośmiu latach wyczekiwania – poprzednią powieść „Początek” Brown wydał w 2018 roku – apetyty czytelników były maksymalnie zaostrzone, a tylko wzrosły, gdy gruchnęła wiadomość, że po latach posuchy sugerujących kryzys twórczy w końcu pojawi się jego kolejny tytuł. Wszyscy zachodzili w głowę, jakąż to znowu tajemniczą przygodą profesora Langdona uraczy czytelników Brown. Tymczasem okazało się, że największą tajemnicą tajemnic pisarstwa Dana Browna jest po wielokroć powielany schemat, który tylko on potrafi przekuć w wydawniczy sukces. Czy to jednak wystarczy? Czy wystarczy spleść praskie tajemnice i tajemnice nauki, by zaspokoić gusty czytelnicze?
גולם (Golem)
Landgona sprowadza do Pragi wykład jego przyjaciółki, neoetyczki Katherine Solomon. Wydarzenie poprzedza publikację jej książki dotyczącej zaskakujących, wręcz rewolucyjnych badań nad naturą ludzkiej świadomości. Gdy jednak kobieta czeskim absyntem wznosi toast za sukces swojego odczytu w Nowym Jorku zostaje wykradziony z serwerów wydawcy manuskrypt jej książki, a niedługo później i ona sama znika z hotelu. Langdon ma – jak zwykle – 48 godzin, żeby rozwikłać tę zagadkę. Otwarte pozostaje pytanie czy kolejne, coraz bardziej powtarzalne, przygody genialnego profesora Langdona, jego coraz mniej zaskakujące perypetie i obowiązkowe romanse, za każdym razem z inną atrakcyjną kobietą, budzą jeszcze emocje u czytelników, czy są w stanie wywołać publiczną debatę, jaka rozpętała się po „Kodzie Leonardo da Vinci”, a przede wszystkim czy zmuszą do refleksji.
Po szumnych zapowiedziach i latach wyczekiwania czytelnicy spodziewali się opowieści na miarę „Kodu”. Tymczasem w „Tajemnicy tajemnic” nie ma niczego, czego już by Brown nie napisał. Choć uczciwie przyznać trzeba, że do swoich książek autor kwerendę robi wnikliwą, a pewne tematy, jak choćby kwestie dotyczące AI (w „Początku”) potrafi przewidzieć, zanim na dobre zaczną wybrzmiewać w debacie publicznej. Może więc i dyskusja o „duszy” i noetyce jest jeszcze przed nami. Może też i tak być, że choć szablon i „drabinka” wciąż odtwarzają ten sam schemat, to przedstawiona historia ma rys profetyczny. Może więc potrzebujmy Golema, który niczym jego XVI-wieczny poprzednik, i zarazem powieściowy odpowiednik, będzie chronił przed zakusami eksperymentujących ze świadomością, którzy nie zawahają się pójść – jeśli nie o krok za daleko – to przynajmniej do granic życia.
אמת (prawda)
Brown odrabia lekcję z historii i topografii rzetelnie, choć – jak zwykle – raczej pobieżnie. Bo czy legenda praskiego Golema stworzonego przez urodzonego w Poznaniu (o czym Brown nie wspomina) praskiego rabina Jehudę Löw ben Becalela zwanego Maharalem (o czym akurat raz wspomni) i kolejna o powstaniu „Księgi Diabła” Codex Gigas, mogą wystarczyć za całe historyczne tło? Czy praskie plenery: Most Karola, Sala Władysławowska na hradczańskim zamku i R2D2 w parku Folimanka (tak, wiem, że ten ostatni, to historia raczej współczesna i do tego filmowa) oraz wzorowana na Wieży Eiffla wieża na wzgórzu Petřín (też raczej nie zabytkowa, choć trochę starsza od droida z „Gwiezdnych Wojen” George’a Lucasa, bo z 1891 roku) mogą wystarczająco wprowadzić w klimat tej opowieści? Czy też raczej chodzi o to, żeby bohater zaliczył co bardziej charakterystyczne punkty na turystycznym planie stolicy Czech?
Mamy w powieści kilka smaczków natury obyczajowej, które uwiarygodniają powieściowy świat, jak ten z amerykańskimi turystami przylatującym do Pragi nad ranem i popijającymi kawę w pewnym ważnym dla fabuły miejscu, albo ten o imperialnych tendencjach CIA traktującej „podbite” kraje jak kolonie, w których agenci rządowi korzystając z dyplomatycznych immunitetów rozstawiają miejscowych wedle swojego uznania. Jest też odniesienie do czasów „zimnej wojny” i badań zjawisk paranormalnych po obu stronach żelaznej kurtyny, które nie były (a może nadal nie są) niczym niezwykłym i prowadzone są w takich miejscach, które nie przyszłyby nawet na myśl najwybitniejszym filozofom. Dlaczegóżby więc nie w zabytkowych bastionach czy poniemieckich bunkrach faktycznie rozsianych tu i ówdzie po Europie?
מת (śmierć)
Pogłoski o mojej śmierci są przesadzone, można by sparafrazować zdanie wypowiedziane przez Marka Twaina odnosząc się do prozy Dana Browna. Przyznać jednak trzeba, że najnowsza, tak wyczekiwana powieść autora „Aniołów i Demonów”, trochę rozczarowuje. Rzesze czytelników czekały na książkę mającą potencjał taki jak „Kod”, a dostały powieść zainspirowaną raczej „Człowiekiem, który gapił się na kozy” (film w reż. Granta Heslova z 2009 r., wspomniany zresztą w powieści).
Ale być może oczekiwania były na wyrost. .Może wystarczy, że „Tajemnica tajemnic” porusza temat ważny, choć tak, jak i we wcześniejszych książkach, znajdujący się raczej na rubieżach nauki, któremu więcej miejsca poświęca noetyka, niż nauka głównego nurtu? Akcja powieści nie ma przy tym dłużyzn i „opisów przyrody” mających za zadanie spulchnienie objętości książki. Bohater jest lubiany przez czytelników, a sama forma powieści opiera się na sprawdzonym schemacie, który milionom czytelników na świecie się podoba. Być może więc Dan Brown odkrył tajemnicę tajemnic pisania nawet jeśli nie odkrywczych, to poczytnych powieści? A to może świadczyć o tym, że Robert Langdon jeszcze powróci w kolejnej książce.
Dan Brown, Tajemnica tajemnic (The Secret of Secrets)
Przekład Paweł Cichawa
Wydawnictwo Sonia Draga, 14 stycznia 2026
ISBN: 9788368542028

