Nie dajemy sobie czasu, żeby się zagłębić w relacje, poważnie ich doświadczyć i dlatego czasem wymykają się nam z rąk. Towarzyszy temu nieustająca tęsknota za tym, żeby były one bardziej szczere i intensywne – mówi Agnieszka Krawczyk, autorka powieści „W cztery strony szczęścia”. Rozmawia Przemysław Poznański.

Przemysław Poznański: To jest opowieść o ludziach, którzy się znają, mijają, ale często niewiele o sobie wiedzą. Trzeba przypadku, ślepego trafu, albo szczęśliwego zbiegu okoliczności, żeby się sobie przyjrzeli, poznali się. Wierzysz w takie zbiegi okoliczności, czy pozostawiasz je w sferze literatury?
Agnieszka Krawczyk: Takie przypadki się zdarzają, to nie tylko literacki zabieg, mający pokrzepić czytelników. Życie podsuwa nam różne scenariusze i płata różne figle. Nawet takie, na jakie literatura by nie wpadła. Cieszę, że akurat to zauważyłeś w tej książce, bo było moją intencją, żeby pokazać, że jeżeli mamy oczy otwarte, to może na nas czekać coś, czego się nie spodziewaliśmy, a nawet nie podejrzewaliśmy, że może się wydarzyć. Dla mnie z tej książki płynie myśl, że czasem wystarczy się bacznie rozejrzeć wokół siebie, żeby znaleźć przyjaźń, dobrą emocję, nawet miłość, ale przede wszystkim żeby otworzyć się na inną osobę.
Myślisz, że brakuje nam na co dzień takiej uważności?
– Mam wrażenie, że tak. Żyjemy bardzo szybko, bo tak nakazuje nam cywilizacja i wiążący się z nią ciągły pośpiech, mnóstwo obowiązków, które mamy. Nie znajdujemy w tym wszystkim czasu, żeby zastanowić się nawet nad sobą, a co dopiero nad otaczającym nas światem. Wydaje mi się, że gdzieś po drodze w tym pośpiechu – który jest w pełni zrozumiały, bo nasze czasy wciągają nas w wir czy kołowrotek zajęć – gubimy trochę sami siebie. Jeśli jednak uda nam się nad sobą popracować i znaleźć moment dla siebie, to na pewno nas to otworzy – także na innych.
W powieści punktem wyjścia jest zakup pozytywki na pchlim targu i znalezienie w niej pierścionka z wygrawerowaną dedykacją. To małe przedmioty, które opowiadają wielką historię ludzkich emocji, uczuć. I napędzają fabułę, choćby poprzez dziennikarskie śledztwo, którego podejmują się bohaterowie, prowadzący historyczny wideo podcast. Jak się wpada na taką niesamowitą historię?
– Trochę zainspirowałam się zdarzeniem, które przytrafiło się mnie samej. Jestem bywalczynią pchlich targów, wielbicielką wszelkiego rodzaju wyprzedaży garażowych, sklepów ze starymi przedmiotami. Po prostu przepadam za takimi drobiazgami z przeszłością, niekoniecznie biżuterią, o którą chodzi w książce. Lubię zastanawiać się nad ich historią. Dlatego chyba nawet wolę rzeczy używane, bo niosą ze sobą opowieść. I właśnie na jednym z pchlich targów kupiłam sobie stary pierścionek – nic wartościowego, żaden wyrób znanej firmy czy rzemieślnika. Była to rzecz, która mi się zwyczajnie spodobała. I zaczęłam się zastanawiać nad tym, kto nosił ten pierścionek przede mną, dlaczego się go pozbył, jak trafił na stoisko sprzedawcy. Rozmyślałam, czy gdybym miała dużo determinacji, to czy byłabym w stanie odtworzyć jego historię. I tak zrodził się pomysł na „W cztery strony szczęścia”. A dziś z kolei kupiłam sobie angielski porcelanowy wazonik w sklepie z używanymi rzeczami i zaczęłam się zastanawiać czy był częścią kolekcji i czyje oko cieszył. Mam wrażenie, że te przedmioty przemawiają do mnie, opowiadają mi swoją historię. A nawet wręcz – narzucają mi się z nimi.
Było moją intencją, żeby pokazać, że jeżeli mamy oczy otwarte, to może na nas czekać coś, czego się nie spodziewaliśmy, a nawet nie podejrzewaliśmy, że może się wydarzyć. Dla mnie z tej książki płynie myśl, że czasem wystarczy się bacznie rozejrzeć wokół siebie, żeby znaleźć przyjaźń, dobrą emocję, nawet miłość, ale przede wszystkim żeby otworzyć się na inną osobę.
Skoro mówisz o tym, że takie przedmioty do ciebie przemawiają, to warto dopowiedzieć, że w książce pojawia się także sklep z płytami winylowymi. Na nich zapisana jest muzyka, ale także emocje osób, które miały je w rękach. I oczywiście nie dotyczy to tylko płyt.
– Jeden z bohaterów hołduje takiej teorii, że przedmioty są nośnikami emocji i w ogóle historii ludzi, którzy się z tymi przedmiotami zetknęli. A przy okazji zauważ, że sklep z winylami prowadzą moi główni bohaterowie Marcel i Nikodem, czyli bracia, którzy mają wspomniany wideo podcast. Z jednej strony mamy tu nowoczesne internetowe media, z drugiej przedmioty retro. Inna sprawa, że zainteresowanie płytami przeżywa renesans – zwłaszcza młodzi ludzie wracają do słuchania muzyki na gramofonie. Brzmienie starych płyt nie jest tak doskonałe jak w streamingu, bo kolejne przebiegi igły zostawiają ślad, ale to właśnie stanowi wartość, bo taka płyta niesie całą opowieść – choćby o tym, który utwór słuchany był częściej, gdzie podskoczyła igła zostawiając trwałe uszkodzenie. Wydaje mi się to znamienne dla naszej współczesnej wrażliwości, że zaczynamy szukać pewnych niedoskonałości w tym technicznie doskonałym świecie, żeby odnaleźć coś ludzkiego, prawdziwego.

Zestawiasz to co vintage, retro z nowoczesnością, pokazując przy tej okazji, że choć czasy i przedmioty się zmieniają, to emocje, problemy – szczególnie w przyjaźni, w związku, w rodzinie, w rodzeństwie – pozostają podobne.
– Przypuszczalnie nie zmieni się to też w przyszłości. Technologia pójdzie do przodu, jedne przedmioty zostaną wyparte przez inne, jeszcze doskonalsze, o jakich dziś nikt nawet nie śnił, ale pewne elementy ludzkiego życia nie zmienią się. To choćby potrzeba uczuć, potrzeba przyjaźni, potrzeba akceptacji, komunikacji. Mówiliśmy o tym, że żyjemy szybko. To też przekłada się na uczucia, na związki. Nie tylko te romantyczne, ale i przyjacielskie oraz rodzinne. Wszystko zaczyna być trudne, bo nie dajemy sobie czasu, żeby się zagłębić w te relacje, poważnie ich doświadczyć i dlatego czasem wymykają się nam z rąk. Towarzyszy temu nieustająca tęsknota za tym, żeby były one bardziej szczere i intensywne. Wszyscy moi bohaterowie w tej książce tęsknią za rozmaitymi rodzajami bliskości emocjonalnej, za wsparciem i zrozumieniem.
Ta tęsknota szczególnie mocno wybrzmiewa w relacjach rodzinnych, m.in. między rodzeństwem. Może dlatego, że powinny być w sposób naturalny bliskie, a nie są.
– Chciałam pokazać relacje międzypokoleniowo. Między rodzeństwem, ale też między matką a córką, gdzie wchodzi w grę konflikt pokoleń i wysuwa się na pierwszy plan problem komunikacyjny. Bo rzeczywiście bohaterowie – nawet w kręgu rodzinnym – nie potrafią się ze sobą dogadać. Powody są różne, ale to także wspomniany pośpiech oraz chęć zaspokojenia innych swoich potrzeb i wartości, które wydają się nam ważniejsze. I przez to zaniedbujemy relacje, aż w pewnym momencie zauważamy, że bardzo nas to zubożyło. Staram się w książce zanalizować przyczyny takiej sytuacji: co jest choćby powodem tego, że główna bohaterka, Nina, nie potrafi dogadać się ze swoją matką. Żadna z nich nie jest toksyczna, nie są to osoby, którą lubią innym utrudniać życie, a jednak coś je dzieli. Czy można z takiej sytuacji wyjść? Chciałam to sprawdzić.
Wydaje mi się to znamienne dla naszej współczesnej wrażliwości, że zaczynamy szukać pewnych niedoskonałości w tym technicznie doskonałym świecie, żeby odnaleźć coś ludzkiego, prawdziwego.
Problemy twoich bohaterów wynikają z tego, o czym mówisz, czyli pewnej nieumiejętności otwarcia się na innych, ale są tu też postaci, które rzucają twoim bohaterom kłody pod nogi ze zwykłej złośliwości lub chęci wzbogacenia się.
– Myślę, że to jest życiowe, że ktoś robi nam na przekór, stawia przed nami przeszkody w imię swoich interesów, bez baczenia na to, że wyrządzają krzywdę. Jak sobie z tym poradzić? Jak to unieść emocjonalnie? Często zamykamy się, nosząc w sobie poczucie doznanej krzywdy, nie potrafimy z tym walczyć. Stawiam moich bohaterów przed takim wyzwaniem.
Pokazujesz, że jedną z metod radzenia sobie z problemami emocjonalnymi jest pasja. Twoi bohaterowie to ludzie z pasją. Niemal bez wyjątku. Przywołam chociaż Panią Jolę i jej Klub Fotelowych Czytaczy.
– Wierzę, że jeśli człowiek ma pasję, która go cieszy i ożywia, to na pewno pomaga mu to psychologicznie przepracować pewne sprawy. Pasja to odskocznia, uspokojenie, coś, na czym możemy się oprzeć, ale i sposób na podbudowanie naszej własnej wartości. Stąd taki sposób budowania bohaterów i obdarzania ich pasjami, z których każda jest inna. Nie każdy będzie kolekcjonował winyle, nie każdy będzie czytał książki, ale każda pasja jest ważna.
Muszę spytać czy twoją pasją jest Kraków. To miasto jest u ciebie równoprawnym bohaterem, twoja fabuła jest tak głęboko osadzona w topografii Krakowa i jego historii, że nie mogłaby się rozgrywać nigdzie indziej.
– Kraków jest moją pasją, to widać w moich książkach. Nie ukrywam, że dobrze znam moje miasto, interesuję się jego historią – choć właśnie tak po amatorsku, z pasji. Czasem słyszę nawet pytanie o to, czy mnie coś jeszcze jest w stanie w Krakowie zadziwić.
A jest?
– Odnoszę wrażenie, że za każdym razem, gdy chodzę na spacery po Krakowie – a robię to często – odkrywam coś nowego. Tu wracamy do początku rozmowy i pojęcia „uważności”, bo jestem przekonana, że nawet w miejscu bardzo dobrze znanym można się ciągle czymś zachwycać, o ile się bacznie temu otoczeniu wokół siebie przyglądamy. Kraków ma magię, ma urok – nie tylko w tych atrakcjach turystycznych, które są powszechnie znane, ale także w zakamarkach, zaułkach, schowanych bramach, witrażach, oknach klatek schodowych, detalach architektonicznych. Dlatego moją ambicją było poprowadzenie bohaterów nie tylko tymi znanymi szlakami, jak choćby Rynek Główny, gdzie też trafią, ale właśnie przez miejsca tajemnicze, nieznane.
Technologia pójdzie do przodu, jedne przedmioty zostaną wyparte przez inne, jeszcze doskonalsze, o jakich dziś nikt nawet nie śnił, ale pewne elementy ludzkiego życia nie zmienią się. To choćby potrzeba uczuć, potrzeba przyjaźni, potrzeba akceptacji, komunikacji.
W książce znajdziemy mapę takich miejsc: owszem, jest Stare Miasto i Kazimierz, ale przede wszystkim znajdziemy tu Ulubiony Park Nikodema, Ulubioną Ławeczkę Pani Joli, Ulubiony Zaułek Marcela, Ulubiony Most Niny…
– To jest trasa do przejścia dość szybko, bo starałam się w większości wybrać miejsca położone blisko siebie, w obrębie Plant. Oczywiście nie powinno nikogo zdziwić, że są to tak naprawdę moje ulubione miejsca krakowskie (śmiech). To moje cudowne miejsca, do których warto zabłądzić. To mój podarunek dla czytelników, od serca.
Czy w tych miejscach spotykasz pierwowzory bohaterów? Czy powstają oni jednak przede wszystkim w wyobraźni?
– Nie znajdziesz odwzorowania jeden do jeden, ale nie ukrywam, że ludzie, których spotykam, bardzo mnie inspirują. Obserwuję ludzi, niekoniecznie tych mi znanych prywatnie, ale również obcych, których podpatruję podczas spacerów lub gdy jadę tramwajem. To takie podglądanie, w pozytywnym sensie, pozwala mi czerpać inspirację do tworzenia bohaterów. Ale wynika to z tego, że ludzie mnie ciekawią. Chyba najbardziej interesuje mnie człowiek.
To wrócę do Pani Joli i Klubu Fotelowych Czytaczy…
– Taki klub sensu stricte nie istnieje, ale zainspirowały mnie dyskusyjne kluby książki, które działają przy chyba każdej bibliotece. Po premierze książki „W cztery strony szczęścia” miałam kilka spotkań w bibliotekach i wszyscy od razu zwracali uwagę na ten wątek, porównywali działające u nich kluby z tym wymyślonym przez mnie. Potwierdzali, że to nie są tylko kluby, w których dyskutuje się o przeczytanych książkach, ale często tworzą się dzięki nim małe społeczności. Rozmawia się tam o życiu, o różnych historiach, które się przytrafiły członkom takiego klubu, wymienia przepisami kulinarnymi. Te kluby – i potwierdzono mi to – pełnią także funkcje terapeutyczną. Pozwalają uczestnikom spotkań wyjść z ich historią na zewnątrz, dotrzeć do ludzi, którzy będą wdzięcznymi słuchaczami.
Ty też tworzysz klub. „W cztery strony szczęścia” to pierwszy tom cyklu Klub Dobrych Przyjaciół.
– Jestem optymistką, wciąż mam nadzieję, że otacza nas więcej dobrych ludzi, niż złych, stąd tytuł serii. Ale po raz pierwszy nie tworzę sagi, a więc jednej opowieści rozbitej na trzy tomy. Tym razem planuję trzy tomy, z których każdy opowiadać będzie inną historię, z innymi bohaterami pierwszoplanowymi, jakkolwiek w tle odnajdziemy też postaci znane z innych tomów.
Rozmawiał Przemysław Poznański
Agnieszka Krawczyk – absolwentka filologii polskiej UJ. Pracowała jako dziennikarka w krakowskich gazetach codziennych. Autorka ponad trzydziestu powieści, m.in. serii: Magiczne miejsce (Magiczne miejsce, Dolina mgieł i róż, Ogród księżycowy, Jezioro szczęścia), Czary Codzienności (Siostry, Przyjaciele i rywale, Słoneczna przystań, Magiczny wieczór), z historią w tle (Wśród burz, Kolekcja straconych chwil, Ogród sekretów i zdrad). Od zawsze związana z Krakowem, to w nim osadza akcję wielu swoich powieści. W cztery strony szczęścia to pierwszy tom nowej serii, której akcja ponownie przenosi czytelników w urokliwe zakątki stolicy Małopolski.

