Czas nie jest linią, wzdłuż której zmierzamy od początku do końca, a raczej pętlą, która zawsze zaciska się na ludzkiej szyi – zdaje się mówić Anna Musiałowicz w swojej nowej, na wpół obyczajowej, a na wpół fantastyczno-mitologicznej powieści „Pamiętam tylko ogień”. Recenzuje Wojciech Gunia.

Konstancja – kobieta starsza i dość ekscentryczna – pewnego dnia odkrywa, że zniknęła z rodzinnych zdjęć. Śledztwo w tej równie osobliwej, co niesamowitej sprawie pomoże jej przeprowadzić Malutka – jej siostrzenica, wciąż przeżywająca żałobę po stracie matki i rozpadzie związku (jest ona także jedną z narratorek tej historii), wspominająca często ogromny pożar, którego świadkinią była w dzieciństwie. Na drodze do poznania bolesnej odpowiedzi będą musiały zagłębić się w historię kobiet z rodziny i odkryć zadziwiające sploty przypadków i powtórzonych losów.
Mała apokalipsa
Choć korzenie literackie Anny Musiałowicz znajdują się gdzieś w fantastyce grozy, rama prozy gatunkowej była – jak sądzę – zbyt ciasna dla jej wrażliwości, skłonnej nie tyle bawić się w nadprzyrodzoną grozę, ile eksplorować różne peryferyjne obszary ludzkiego życia, gdzie świadomość i nieświadomość osobnicza zderzają się z ogromnym światem nieświadomości zbiorowej – archetypów, społecznych instynktów i rozmaitych wzorców zachowań.
Nie inaczej jest w „Pamiętam tylko ogień”. Powieść, która z początku jest niespieszną, obyczajową historią o więziach między kobietami w rodzinie, z czasem przeistacza się w poetycką refleksję nad cyklicznością czasu i mechanizmem wypierania ze świadomości wiedzy o tym, że domknięcie się każdego cyklu – i początek kolejnego – musi wiązać się z jakąś, choćby małą, apokalipsą. I że za sprawą tego mechanizmu jesteśmy skazani na popełnianie wciąż tych samych błędów.
Pamięć i jej przedłużenia
Aby zilustrować to metafizyczne miejsce, w którym ludzkie losy są pisane większymi i mniejszymi kołami historii, gdzieś poza i ponad ludzką wolą, Musiałowicz sięga do poetyki realizmu magicznego. Stąd, obok dialogów o rodzinnych kolejach losu i obok „scen ze zwykłego życia”, refrenowo powracająca postać trolla, a raczej nieruchomego, już bezcielesnego obserwatora mostu, przez który raz za razem przechodzą bohaterki. Stąd figura wiedźmy i związanych z wiedźmami kotów oraz tytułowego ognia. Świat zupełnie przyziemnych problemów (Co zrobić z kłopotliwym spadkiem po rodzinie? Jak budować swoje relacje z ludźmi, z którymi nie łączy nas nic poza paroma wspomnieniami z dzieciństwa i genetycznym pokrewieństwem? Jak radzić sobie z chybioną inwestycją w związek z drugim człowiekiem?) przenika się z magicznym światem rzeczy, które trwają albo wciąż wracają w nowych formach, pod nowymi maskami.
Temat cykliczności czasu – dość szybko zarysowany w fabule powieści – siłą rzeczy wiąże się z tematem pamięci (na który bezpośrednio wskazuje sam tytuł książki). Nie tylko pamięci osobniczej; tych wypalonych w mózgu powidoków minionego i kolaży ze strzępów prawdy, zmyśleń i założeń, ale i pamięci zbiorowej oraz wszelkich jej przedłużeń – zdjęć, obrazów, cudzych opowieści.
Przeczytaj także:
„Będziesz taki, jak zostaniesz opowiedziany”
W „Pamiętam tylko ogień” pamięć – jej proteuszowa, niestabilna natura – zdają się być tym, co jednocześnie odpowiada za tragedię bohaterek, jak i przesłania prawdę na jej temat. Chcielibyśmy wszak, aby pamięć nie była niczym innym niż wiedzą o przeszłości, umożliwiającą nam odnajdywanie się w teraźniejszości i modelowanie przyszłości. A przecież w świecie rządzonym przez prawa wielkich cykli, w świecie wiecznego powrotu, taka wiedza jest paradoksalnie niemożliwa: skoro nie można zmienić przyszłości, która dzieje się wedle tych samych matryc; przyszłości, która jest jedynie powtarzaną raz za razem przeszłością, pamięć jako narzędzie wpływu jest irrelewantna. A zatem dla własnego spokoju ducha lepiej ją wyprzeć albo zniekształcić. Tylko tak człowiek może utrzymać w sobie iluzję podmiotowości i nie czuć nieustannie, jak ogromna pętla cyklicznego czasu zaciska mu się na szyi.
Wydawałoby się, że to tragiczne, ale tragizm leży niejako obok tej konkluzji, jak niewielki, ale kluczowy zapisek na marginesie albo przypis. Wszak pamięć – nasza własna oraz cudza wobec nas – choć tak złudna, jest jednocześnie podstawowym czynnikiem konstytuującym naszą tożsamość. Istniejemy tacy, jacy istniejemy, wyłącznie poprzez własny – czasami nieświadomy – stosunek do tego, co było (albo uważamy, że było). Człowiek jest sobą wyłącznie wobec przeszłości i tego, jak ją pamięta. Istnieje dla innych wyłącznie poprzez sposób, w jaki jest widziany i zapamiętywany („Będziesz taki, jak zostaniesz opowiedziany” – w pewnym momencie wprost mówi autorka ustami drugiego narratora). Ale skoro pamięć jest z natury rzeczy obarczona skazą, równie obarczona skazą będzie jej wytwór – my sami. A przynajmniej to, jak my sami siebie postrzegamy i rozumiemy.
Część większego planu
Bohaterki „Pamiętam tylko ogień” próbując prześwietlić swoje przeznaczenie (i jednocześnie je wypełniając), muszą zatem na jakimś etapie zetknąć się z migotliwością własnego statusu ontologicznego. A także podjąć decyzję odnośnie do własnych uczuć i powinności względem drugiego człowieka, jakie z tych uczuć wynikają. I właśnie te chwile, jakże dezorientujące, gdy pamięć i percepcja okazują się nie mieć zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością, ale troska o los drugiej osoby pozostaje najsilniejszym – bo być może jedynym prawdziwym imperatywem – są najsilniejszym katalizatorem wzruszeń w tej krótkiej, ale intensywnej powieści.
Intensywnej także ze względu na wrażliwość pisarki, którą odziedziczyły wykreowane przez nią bohaterki. „Pamiętam tylko ogień” czaruje nie tyle zagadką znikania ze zdjęć (czyli – z pamięci zbiorowej), która odnajduje ostatecznie całkiem spodziewane rozwiązanie, ile niezwykłą intuicją, z jaką Musiałowicz odnajduje w najdrobniejszych elementach rzeczywistości ich drugie dno. Wszystko tu szepcze, chce mieć własny sens i opowiedzieć własną historię będącą częścią jakiegoś większego planu. Którego wprawdzie nigdy nie daje się w pełni zobaczyć, ale można go przeczuwać, jak ukrytą we mgle (lub w dymie) sylwetkę czegoś ogromnego, większego niż człowiek i jego jakże ograniczony czas na wielkim, toczącym się kole dziejów.
Anna Musiałowicz, Pamiętam tylko ogień
PulpBooks, Warszawa, 21 marca 2025
ISBN: 9788397352179
The End, the Beginning, the End. Memory in the World of Eternal Return | Time is not a line along which we move from beginning to end, but rather a noose that always tightens around the human neck – Anna Musiałowicz seems to be saying in her new, half-social, half-fantasy-mythological novel “Pamiętam tylko ogień” (I Do Remember Only Fire). Reviewed by Wojciech Gunia.

