książki

Dom w depresji | Agnieszka Pietrzyk, Kto czyni zło

Od pierwszych stron swojej powieści Agnieszka Pietrzyk żonglując kontrastami odsłania to, co w ludzkiej naturze najohydniejsze. Dlatego, konsekwentnie, zamiast wyciągać bohaterów z życiowego bagna, pozwala im coraz bardziej w nim grzęznąć, niektórych w nim pozostawiając – o „Kto czyni zło” pisze Jakub Hinc.

W chwili, gdy jeden ze strażaków na trawniku podsiąkającym wodą z przeciekających wałów przeciwpowodziowych, tuż przy ekskluzywnej willi znajduje zwłoki chłopca, wiemy, że historia, którą opowiada nam Agnieszka Pietrzyk, pozostanie z nami na dłużej. Już choćby dlatego, że ofiarą jest dziecko, co w samo sobie jest zabiegiem ryzykownym, bo łatwo przekroczyć granicę epatowania złem.

Pietrzyk tej granicy nie przekracza. Może dlatego, że konsekwentnie od początku stawia na kontrast: willa leżąca w urokliwej przyrodniczej otulinie, tuż nad brzegiem leżącego w żuławskiej depresji jeziora nijak nie pasuje do koszmaru popełnionego tu morderstwa. Wszak jeśli już szukalibyśmy miejsca zbrodni, to raczej nie w zamożnej rezydencji.

Zresztą kontrast Pietrzyk buduje tu na wielu płaszczyznach. Mamy więc silnego złego policjanta vis-á-vis słabego policjanta dobrego, mamy donosiciela ubranego w kostium przyjaciela, porzuconą pierwszą żonę i „nowszy model”, czy troskliwego męża i ojca w kontrze do domowego tyrana. Wreszcie tych, którzy są przekonani, że im się należy i tych, co chcieliby już, szybko, od razu oraz tych, którzy sami nie wiedzą, czego chcą. W każdy geście, każdym słowie, każdym zachowaniu autorka każe nam dopatrywać się mrocznego podtekstu, intrygi, niecnych zamiarów, oszustwa i zbrodni. Pietrzyk zdaje się mówić poprzez swoich bohaterów: nic nie jest takie jakim chcielibyśmy je widzieć. I aby to udowodnić,  po kolei dekomponuje każdy element opisywanego życia, co oznacza, że tam, gdzie chcielibyśmy widzieć ostoję trafiamy na niespodziewanie zmieniający swój nurt ciąg wydarzeń, który meandrując między możliwymi wyborami zawsze dokona tego najgorszego, pozostawiając ostatecznie żałobę i ziejącą bólem pustkę.

Przeczyta także:

Kontrast dostrzegamy też w Komendzie Miejskiej Policji w Elblągu. W policjantach chcielibyśmy wszak widzieć stróżów prawa, ale zamiast tego stajemy się świadkami łamania kręgosłupa. W przenośni, gdy chodzi o kręgosłup moralny funkcjonariuszy i w praktyce. Czym się kierują śledczy? Chęcią uzyskania „wyników”? Potrzebą dowartościowania swojego nabrzmiałego ego, a może przyświeca im jeszcze inny cel? Może boją się coś stracić, albo do czegoś przyznać? Co powoduje, że u w gruncie rzeczy porządnych ludzi górę biorą najgorsze postawy i zachowania?

Już pierwsze sceny książki pozwalają czytelnikom zorientować się, że rozgrywające się na komisariacie pełne brutalności wymuszanie zeznań, wyraźnie czerpiące z prawdziwych tortur, o których jakiś czas temu donosiły media, będą preludium dla spirali zbrodni. Tu także pokój przesłuchań stanie się dla dwójki bohaterów – prowadzącego śledztwo podinspektora Juraszczyka i świeżo upieczonej policjantki Urszuli Baranowskiej – miejscem, w którym po raz pierwszy przetną się ich drogi i… rozejdą.

Ta scena mogłaby stać się przyczynkiem do powstania niezłego thrillera policyjnego, opowiadającego o pracy służby wewnętrznej tropiącej przestępstwa wśród swoich, zwłaszcza, że to nie jedyny wątek wiążący się z pracą policji. Ale autorka podąża innym tropem. Każe nam wraz z Ulką, która odchodzi z policji i zostaje prywatną detektywką, wgłębić się w jej pierwszą sprawę: stalkera nagabującego jej klientkę.

Przeczytaj także:

A jednak szybko realia prowadzenia agencji detektywistycznej, w której Urszula jest nie tylko szefową, ale też sekretarką i pracownikiem, z biurem mieszczącym się w smartfonie, okazują się dalekie od wyobrażeń czy filmowo-książkowych przedstawień. Zleceń jak na lekarstwo, więc dziewczyna, chcąc nie chcąc, zatrudnia się u swojego ojczyma, w jednym z jego salonów jubilerskich. Jak nietrudno się domyślić umieszczenie akcji w tym miejscu nie jest jednak przypadkowe, bo czytelnikom kryminałów szybko skojarzy się z brawurowymi napadami i zuchwałymi kradzieżami. Czy jednak właśnie dlatego Ula trafiła za ladę, by chronić precjoza? A może wręcz odwrotnie, dziewczyna szkolona w zwalczaniu kradzieży realizuje inny plan?

Gra pozorów, kalejdoskop kontrastów, nie pozwalają zrazu zorientować się, kto jest kim i czy to, co wydaje się dobre i porządne, w finale też takie pozostanie. I oczywiście musimy sobie postawić pytanie o to czy urok żuławskiej przyrody, eleganckie wnętrza i blask biżuterii nie są tu tylko po to, by odwrócić uwagę od prawdziwej natury zła, które tylko czyha na dogodną chwilę, by przeistoczyć się w bestię. Bestię, która gdy tylko zgaśnie światło swoje macki wysuwała będzie z każdego kąta domu stojącego nad brzegiem leżącego w depresji jeziora i zdeterminuje losy jego mieszkańców.

Dzięki tej grze kontrastami i podsuwaniem mylnych tropów Agnieszka Pietrzyk do końca trzyma nas w napięciu, każąc się zastanawiać czy rzeczywiście widzimy to, co mamy przed oczyma. A bardziej nawet: czy na pewno każdy dostanie to, po co sięga? No i czy przypadkiem nie jest tak, że po prostu wolimy – dla własnego komfortu – widzieć tylko pozory. 

Agnieszka Pietrzyk, Kto czyni zło
Czwarta Strona, Poznań 2021

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: