Reklamy
książki

Kradzież na „gapa” | Jakub Ćwiek „Szwindel”

Cała sztuka prestidigitatora polega na tym, by zręcznie odwrócić uwagę widowni i stworzyć iluzję, w którą zatopiony widz, będzie przekonany, że rzeczywistość wygląda tak, jak mu jest przedstawiana. I jeśli to jest tylko sztuczka sceniczna, to można się po prostu dobrze bawić,  gorzej, gdy zamiast sztukmistrza, iluzję roztoczy przed widzem podły oszust.

„Szwindel” Jakuba Ćwieka nie jest klasycznym kryminałem, opowiadającym historię zmagań policjanta i złoczyńcy. Tu złoczyńców jest więcej i tworzą grupę wspólników zbrodni, „krąg”. A zbrodnia, przynajmniej w założeniu, nie wiąże się z krwawą jatką. Przestępcy zazwyczaj skupiają się na oszustwie, a to bardziej przypomina występ iluzjonisty, któremu pomagają ukryci wśród publiki akolici, niż porachunki gangów. Ćwiek opowiada więc historię starą jak świat. Jest tu guru grupy oszustów, są jego pomocnicy, do niektórych zagrań wykorzystywani są drobni złodziejaszkowie na co dzień  parający się kradzieżami kieszonkowymi, albo tylko zwykłym naciąganiem na „zabrakło mi 10 groszy do bułki, czy może mi pan/pani pomóc”. Jest i nieświadoma oszustwa publika, która czasami gra rolę łatwego do zmanipulowania „pożytecznego idioty” wykorzystanego w dziele występku. Nie omieszka nam też Ćwiek przypomnieć, że w swoim życiu każdy z nas pewnie padł choć raz ofiarą oszusta – pozbawiono nas portfela, albo, co ostatnio stało się po prostu plagą, z którą w ogóle nie radzi sobie ani policja ani służby specjalne, byliśmy ofiarą kradzieży internetowej. Złodzieje wręcz wyspecjalizowali się w kradzieży oszczędności z kont bankowych i kradzieży tożsamości. Teraz stosują już nie tylko te „ordynarne” metody, gdy kradli dokumenty i przy ich użyciu wyłudzali kredyty, ale też te bardziej „wyrafinowane”, gdy podszywają się pod osoby, których tożsamość skradli i naciągają ich znajomych na przelewy „blik”, albo wyłudzają PIN do konta internetowego i czyszczą je do zera.

Kilka lat temu na ekranach kin gościł film „Iluzja” w reżyserii Louisa Leterriera z 2003 r. o zespole iluzjonistów, którzy podczas przedstawień, mających formę wielkiego show, napadali na banki, a zrabowane pieniądze rozdawali publiczności. Tropili ich zawzięci agenci FBI, ale tu zawsze okradanym był ten „zły”. Dlatego filmowi oszuści jednak budzili sympatię. Podobnie zresztą jak rzezimieszki z „Ocean’s Eleven” w reżyserii Stevena Sonderbergha z 2001 r. i następnych filmach z tej serii.

Historia przedstawiona przez Ćwieka niejako czerpie z tych filmowych opowieści, ale jest bardziej mroczna i bliższa życiu. I tak jak bohaterom „Iluzji” można było przypisać szlachetne intencje, i postrzegać ich jak współczesnego Janosika, tak zdecydowanie żadnej pozytywnej cechy nie można odszukać wśród cynicznych i wyrachowanych bohaterów „Szwindlu”. Bo to co oni robią, również prywatnie, to klasyczne wielopoziomowe, oszustwo czasem na niewielką, częściej na ogromną skalę. Zawsze dotkliwie bolesne dla ofiary, zwanej dla odhumanizowania „gapem”. I nie przyświecają im wyższe cele. Oni po prostu kradną cudze pieniądze, tożsamość, zaufanie. I z tego uczynili sobie sposób na życie.

Zaczyna się, a przynajmniej tak nam się wydawać może z początku, że gdy w jednym z podwarszawskich domów opieki umiera pacjent, będziemy świadkami klasycznego „skoku na bank”. Tyle że w dekoracjach z niezłego show, pełnego trików i sztuczek, ze scenariuszem rozpisanym na wielu aktorów. Szybko okazuje się, że będzie to jednak gra o wysoką stawkę. Przy tym wychodzi na jaw, że zmarły mógł być jednym z jednym z dwóch legendarnych przywódców szajki przestępców, który w niejasnych okolicznościach postanowił jakiś czas wcześniej wycofać się z „branży” i wszelki słuch po nim zaginął. Po jego zejściu ze sceny pałeczkę przejął jego wspólnik i nawet rozwinął ten przestępczy „biznes” wprowadzając go w technologie XXI wieku. Tajemniczy pensjonariusz zostawił po sobie w spadku zeszyt i… spadkobiercę, który postanowił wystąpić o należną mu schedę. Czy jednak oszuści będą chcieli oddać spadek synowi zmarłego „bossa”? Czy zaproszą go do swojego „kręgu” i włączą do swojej intrygi, do zapisanego w „testamencie” numeru, który ma dać im wszystkim fortunę? Pozostaje jeszcze jedno pytanie, czy budując swoją iluzję oszuści sprawdzili wszystkie tropy i czy naprawdę mają w swoich rękach wszystkie znaczone karty?

Bo przecież z tego, że prestidigitator sam roztacza mroczną iluzję, wcale nie wynika, że sam nie może paść ofiarą triku w wykonaniu lepszego od siebie „magika”. A przecież nic tak nie boli jak podeptana duma i obrócony w niwecz prestiż.

Jakub Ćwiek, Szwindel
Marginesy, 2019

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: