ŻYCIE JEST SNEM | John Irving, Aleja Tajemnic (Avenue of Mysteries)

Od wysypiska śmieci w meksykańskim Oaxaca po Manilę, od wyobrażeń i wizji przyszłości po wspomnienia przeszłości – John Irving znowu zabiera nas w niezwykłą podróż od dzieciństwa po dojrzałość, ale tym razem ubiera swoją opowieść w formę rzeczywistej podróży. Choć od razu trzeba zaznaczyć, że w przypadku tej książki używanie słowa „rzeczywistość” może być dość ryzykowne.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

aleja_tajemnic1Prawdziwa jest śmierć i prawdziwy jest dym nad el basurero, oznaczający palenie zwłok. Cała reszta to wielka pochwała wyobraźni, gra wydarzeń prawdopodobnych z tymi, którym bliżej do snu i proroczych wizji. Trudno tu jednak to co prawdziwe i to co wyobrażone ściśle rozdzielić, bo Irving – bodajże jak nigdy wcześniej – nad wyraz skutecznie zaciera granice między światami, każąc swojemu bohaterowi żyć niejako równolegle w przeszłości i teraźniejszości, we śnie i na jawie. Do tego stopnia, że w końcu przestajemy być pewni czy konkretne zdarzenia mają miejsce naprawdę, a konkretne postaci w ogóle istnieją poza światem wyobraźni (co do niektórych mamy wręcz pewność, że nie istnieją). Irving konstruuje jednak tę książkę z właściwą sobie lekkością, wrzucając czytelnika w sytuacje ocierające się o absurd, przyprawione charakterystycznym dla autora „Świata według Garpa” humorem i oczywiście puszcza raz po raz oko do czytelnika, jak choćby wtedy, gdy każe bohaterowi zamieszkać w hotelu o jakże znaczącej nazwie Shangri-La. Mówiąc językiem tej książki: pisarz co chwilę miesza ze sobą beta-blokery i viagrę, niekoniecznie w dawkach zalecanych przez lekarza.

Przeczytaj także: NIEDŹWIEDZIE JOHNA IRVINGA | Czekając na „Aleję tajemnic” (Avenue of Mysteries)

Kto jest bohaterem „Alei Tajemnic”? Idąc tropem przenikania się dwóch światów można stwierdzić, że to jednocześnie Juan Diego – niño de la basura (dziecko wysypiska), czternastolatek, który nauczył się czytać (a także poznał angielski) dzięki lekturze książek wyrzuconych na śmieci, jak i Juan Diego – kulejący pisarz, zmierzający przez Hongkong na Filipiny, by spełnić prośbę dawnego znajomego. Bohater z roku 2010 jest bowiem zanurzony w przeszłości lat 70. XX wieku do tego stopnia, że w zasadzie sama podróż w pewnym momencie staje się tylko pretekstem do snucia, a właściwie śnienia, innej opowieści – o przechodzeniu z dzieciństwa w dorosłość. Na tej drodze bohaterowi towarzyszy cała galeria niezwykłych postaci, które również dają się być zlepkiem tego, co prawdziwe i tego, co zrodzone w wyobraźni „czytelnika z wysypiska”: przede wszystkim czytająca w myślach i przepowiadająca przyszłość siostra bohatera – Lupe, ale także paradujący w hawajskich koszulach Eduardo, zwany papugą, amerykański nauczyciel, zatrudniony do pracy w sierocińcu, transseksualna prostytutka Flor czy el gringo bueno – amerykański dekownik, uciekinier przed wojną w Wietnamie.

JohnIrving-Warszawa-08-09-2010
John Irving, Warszawa, 8 września 2010 r.

Nie zabraknie tu też ulubionych wątków Irvinga (może poza niedźwiedzie): pojawi się cyrk i żarłoczny lew, znajdziemy sierociniec, transseksualistów i prostytutki, a także krytykę katolickiego konserwatyzmu (ze szczególnym wskazaniem na tezę o „cywilizacji śmierci”) a przede wszystkim stałe motywy jak choćby dojrzewanie bohatera. Co więcej, chwilami można odnieść wrażenie, że pisarz odbywa w tej powieści także własną sentymentalną podróż, obdarzając Juana Diego swoją twórczością. Bo przecież nie trudno tu odnaleźć (pod zmienionymi tytułami) takie książki jak „Metoda wodna”, „Regulamin tłoczni win” czy „Syn cyrku”.

Przeczytaj także: UPIORY ROMANTYZMU | Paweł Goźliński, Dziady

Od czasu, gdy w latach osiemdziesiątych zeszłego wieku odkryłem „Świat według Garpa”, łapczywie sięgam po wszystko, co napisze Irving. Ale nie znaczy to, że podchodzę do jego książek bezkrytycznie. Nie zachwycił mnie ani jego debiut „Uwolnić niedźwiedzie”, ani kilka nowszych powieści jak choćby „Zanim cię znajdę” czy „Ostatnia noc w Twisted River”, bo nie umiałem odnaleźć w nich magii „Hotelu New Hampshire”, „Świata według Garpa” czy „Jednorocznej wdowy”. Na szczęście akurat magii w „Alei Tajemnic” nie brakuje.

 

John Irving, Aleja Tajemnic (Avenue of Mysteries)

Przełożyła Magdalena Moltzan-Małkowska

Prószyński i S-ka 2016