recenzja

Krótsza zapałka | Joanna Elmy, Ulepieni z winy [recenzja]

Bohaterki powieści „Ulepieni z winy” zmagają się z niezawinioną traumą bycia kimś gorszym, kimś, kto „wyciągnął krótszą zapałkę”. I niosą ten ciężar ze sobą przez pokolenia i ponad granicami. O powieści Joanny Elmy pisze Przemysław Poznański.

„Ulepieni z winy” to powieść ułożona z klocków, które musimy do siebie dopasować – nielinearnej narracji wnuczki, przerywanej często retrospekcjami złożonymi z opowieści matki i babci, o matce, o babce, dokumentami, w tym listami i skargą na policję, ale i momentami zadumy, owymi „nocami”, w których przeszłość nakłada się na teraźniejszość, dając asumpt do mierzenia się z tym, co stało się i staje wciąż na nowo źródłem indywidulanych (ale i zbiorowych) traum.

 „Jestem spokojna tylko wtedy, kiedy jestem sama. Tak mówiła moja matka. Jako dziecko jej nienawidziłam, bo to oznaczało, że mnie miało nie być. Teraz przeraża mnie, jak dobrze ją rozumiem”. Tak brzmią pierwsze zdania tej powieści, choć przecież owa chęć bycia samotną, samą, to tak naprawdę chęć ucieczki. Przeżywana zwykle pośród innych, wynikająca z poczucia odrzucenia i świadomości bycia kimś, z kim nie liczy się historia, aparat władzy, rodzący się kapitalizm czy – co najgorsze – własna rodzina.

To co nowe, to co bezpieczne

Samo dążenie do samotności jest tu więc próbą oderwania się od tego, co toksyczne, by móc skierować kroki ku temu co nowe, albo dla odmiany – co doskonale znane, ale kojarzące się z bezpieczeństwem. Tego ostatniego przez większość życia pragnie przecież babcia – Ewa – przywołująca wspomnienie rodzinnego domu w Dolnej Riksie. Tego pierwszego doświadczają z kolei jej córka – Lili – i wnuczka – Jana.  

To Jana jest naszą przewodniczką po tym świecie: teraźniejszości i pamięci. Teraźniejszości pracującej w Stanach Zjednoczonych imigrantki z Bułgarii, i przeszłości, naznaczonej tym, co wynika z geopolityki, z historii Bułgarii jako kraju leżącego przez dekady za Żelazną Kurtyną, ale i tego, co przekazują sobie kolejne pokolenia niosące w sobie dziedziczone traumy domowej przemocy, pijaństwa, braku miłości (po części będące pochodnymi niełatwej historii, ale tylko po części).

Amerykanie nie jeżdżą rowerami

Powieść zaczyna się od wypadku – jadąca na rowerze do pracy Jana jest świadkiem potrącenia rowerzystki przez samochód. Poszkodowaną najprawdopodobniej jest również zmierzająca do pracy imigrantka. To pierwszy moment, w którym widzimy dwa nieprzenikające się światy – policjant od razu rozpozna, że ma do czynienia z kimś obcym, od razu założy, że Jana nie zna angielskiego (chociaż zna i to dobrze), za to na pewno rozpozna potrąconą (nie rozpozna), bo przecież – to już obserwacja samej Jany – „Amerykanie nie jeżdżą rowerami po autostradzie o północy”.

Jako imigrantka, Jana, częściej nazywana tu Jane, pisze więc swój indywidulany los, ale po części doświadcza też przecież zbiorowego losu przybyszów z Europy Środkowo-Wschodniej: życia na marginesie, anonimowości, wymuszonej także tym, że jej znajomi – i ona sama – często pracują nielegalnie, ale i tym, że są dla Amerykanów nierozpoznawalni w tłumie emigrantów mówiących niezrozumiałymi dla nich językami. Nierozpoznawalni jako narodowości i jako twarze.

Dzieciństwo second hand

Kim są ci imigranci? „Wszyscy się ściskają i całują, salon to ul, języki brzęczą, od razu rozróżniam macedoński i serbski, rumuński, rosyjski, ukraiński, polski…” – opisze nam Jana przyjęcie w domu Bułgarów, którym udaje się prowadzić intratny biznes oparty na sile roboczej z ubogich krajów starego kontynentu. Na zbiorowości ludzi „gorszych”, bo pochodzących z krajów przez dziesięciolecia doświadczanych komunizmem, biedą lat 90., mogących wyliczać swój „inwentarz braków”, opisać swoje „dzieciństwo second hand”.

Emigracja Jany jest wyrazem buntu, ale i powieleniem wzorca. Wcześniej tę drogę wybiera też jej matka, Lili, która wyjeżdża do Niemiec. To akt ucieczki od biedy będącej doświadczeniem pokolenia, ale i od tego, co najbardziej osobiste – domowej przemocy, której doświadcza ona i jej matka, Ewa. Lili powie: „Kiedy byłam mała, twoja babcia ciągnęła mnie posiniaczoną po ulicach, a ludzie, którzy nas widzieli odwracali wzrok i przechodzili na drugą stronę”. To najkrótszy opis tego, co działo się w domu za zamkniętymi drzwiami.

Uciec, by pokochać

Wyjazd Lili oznaczać będzie jednak dla jej córki dorastanie w domu dziadków, ludzi o których powie w chwili własnej emigracji: „To smutne, że muszę uciec od ludzi, aby ich pokochać”. Ale przecież będzie sobie zdawała sprawę, że od przeszłości nie da się uciec do końca – na lotnisku trzeba będzie „oclić” dziedzictwo, wszystko to, co zostaje w nas z wychowania, z toksycznych relacji, ale i z historii kraju, owego „tyłka Europy”, w którym każdy chce być Amerykaninem lub Rosjaninem, „nikt nie chce być Bułgarem”. Całe to dziedzictwo Jana weźmie ze sobą, by się z nim rozprawiać, by je spróbować przepracowywać.

Joanna Elmy dokonuje więc wiwisekcji emocji związanych z poczuciem „bycia gorszym” – wyciągnięcia „krótszej zapałki”, które to porównanie padnie tu kilkukrotnie – filtrując ją przez samotność: narodu, miejsca na świecie, ale i konkretnych osób. Pokazuje nam, że przekonanie o własnym niedostawianiu do innych może być narzuconym piętnem, stereotypem, ale może też zakorzenić się w mentalności doświadczonej historią zapisaną tak w losie zbiorowym, pokoleniowym, jak i indywidualnym, w genotypie narodu, ale i w genach konkretnej rodziny, przekazującej je sobie z pokolenia na pokolenie jako ból i żal. To „wiano” – niezależnie od jego źródła – można spróbować odrzucić, ale właśnie w tym celu najpierw trzeba je w pełni zrozumieć.

Joanna Elmy, Ulepieni z winy (Направени от вина)
Wydawnictwo W.A.B., 8 kwietnia 2026
ISBN: 9788384258316

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej