książki reportaż

Ikony | Małgorzata Czyńska, Kobiety z obrazów

Niektóre z nich to malarki – Łempicka, Kahlo, Muter, inne – tylko i aż – modelki, a nierzadko również życiowe partnerki malarzy. Ale w „Kobietach z obrazów” Małgorzaty Czyńskiej i jedne, i drugie stają się kimś więcej, niż tylko – mniej lub bardziej – twarzą znaną ze słynnych dzieł, podziwianych w muzeach całego świata. Stają się przyczyną – obrazów, emocji i zdarzeń, ikonami swoich epok – pisze Przemysław Poznański.

Bogata, wielostronicowa bibliografia na końcu książki pokazuje jedno – choć Małgorzata Czyńska wzięła na warsztat obrazy – i kobiety – często znane, to nie zamierzała zadowolić się tym, co powszechnie o wybranych przez nią bohaterkach wiadomo, a tym bardziej sprowadzić ich rolę w książce do tych chwil, gdy ich twarz staje się uwiecznionym na płótnie portretem, lecz postanowiła zgłębić ich życie, ukazując zarówno drogę do malarskiej pracowni, jak i los tych kobiet już po akcie tworzenia.

Dobór szesnastu bohaterek wydaje się z początku nieco przypadkowy – Czyńska miesza bowiem nazwiska szeroko znane nawet laikom, jak choćby Tamara Łempicka czy Lisa del Giocondo, z tymi, których nazwiska często znikają pod warstwami farby, która odzwierciedliła na płótnie ich twarze, znanymi wyłącznie osobom interesującym się historią malarstwa – jak Emilie Flöge, Victorine Meurent czy Maria Balowa. Rzecz jasna znawcy przedmiotu oburzą się na takie postawienie sprawy, bo jakże to Flöge nieznana, skoro widzimy ją na niezapomnianych działach Gustava Klimta, jak to nieznana Balowa, piękność z płócien Malczewskiego? A jednak w powszechnej świadomości większość z opisanych przez Czyńską kobiet na co dzień nie funkcjonuje pod swoim nazwiskiem – wszystkie jednak łączy to, że albo same były znanymi malarkami, albo żyły przy boku znanych artystów. Bardziej jednak to jeszcze, że swoją siłą i często niezależnością współtworzyły nie tylko działa, na których się znalazły, ale i poniekąd kreowały samych twórców, a nierzadko współtworzyły przynależną im epokę.

Przyjrzymy się kilku z nich. Oto Wally Neuzil, modelka i partnerka Egona Schiele, która zajmowała się też jego domem, rachunkami, sprzedawała jego szkice, dostarcza mu papier i ołówki. A gdy malarz zaszczuty został małomiasteczkową atmosferą Kumlowa, gdzie wybuchł skandal związany z portretowaniem przez niego nieletnich modelek, stała niezłomnie u jego boku. Była nie tylko „dziewczyną” z obrazu „Śmierć i dziewczyna”, ale i sanitariuszką Czerwonego Krzyża podczas Wielkiej Wojny, kobietą odrzuconą, która potrafiła przyjąć decyzję kochanka „bez łez, bez patosu, bez sentymentalizmu”.

Albo Jeanne Hébuterne, największa miłość Amadea Modiglianiego i także malarka Kobieta ekstrawagancka, obdarzona temperamentem, a zarazem popadająca w depresję i apatię. Przy tym z uporem wyciągająca Modiego z alkoholowych ciągów i wspierająca go aż do śmierci.

Jest i Dora Maar, uznana artystka, a przy tym modelka i partnerka Picassa, której profil znajdziemy choćby na słynnej „Guernice” – zakochana w malarzu do tego stopnia, że po – nieuchronnym wszak – rozstaniu z malarzem nie chciała się już związać z nikim innym.

Jest w końcu Mela Muter, wystawiająca w najważniejszych galeriach Europy polska malarka, dziś powoli na nowo odkrywana, choć na długo niesłusznie niemal zapomniana, jest żona „Wariata z Krupówek” Nina Witkiewiczowa czy Gala, żona Salvadora Dalego. Ale muszę przyznać, że największe wrażenie wywarł na mnie spisany piórem Czyńskiej portret Misi Godebskiej. To jedyna z pokazanych w książce kobiet, przy nazwisku której nie ma w tytule rozdziału nazwiska mężczyzny, choć w innych przypadkach pisarka czyni tak tylko w gdy pisze o malarkach – Łempickiej, Muter, Kahlo. Godebska nie była jednak malarką, za to jej życie obfitowało w znajomości tak liczne i mające wpływ na świat artystyczny tak przeogromny, że nie dałoby się pewnie przypisać jej jednego tylko portrecisty. Malowali ją choćby Toulouse-Lautrec, Bonnard, Vuillard, Renoir. „Święty potwór” – jak Czyńska tytułuje opowieść o niej – to jedna z tych kobiet, które odcisnęły istotne piętno na swojej epoce. Znała i wspierała Sergiusza Diagilewa, lansując dzięki swej pozycji modę na „Balety Rosyjskie”, była muzą twórców pisma „La Revue blanche”, inspirowała pisarzy – opisywali ją choćby Jean Cocteau i Marcel Proust. W końcu zainspirowała nawet samą Coco Chanel, która ubierała ją potem do końca życia.

Małgorzata Czyńska przywraca należny blask tej postaci, dziś (co wydaje się aż niemożliwe) znanej nie tak, jak na to zasługuje. Ale w zasadzie dotyczy to wszystkich pokazanych tu kobiet, bowiem każdą z nich wyjmuje pisarka z ram i nadaje ich dwuwymiarowym portretom wymiar trzeci – biorący się z ich myśli, pragnień, emocji i talentów. Mona Lisa, Dziewczyna z perłą, Galarina choć na chwilę na kartach książki Czyńskiej zyskują własne emocje, pragnienia, potrzeby, ożywają, strząsając z siebie patynę kobiet z „tych słynnych obrazów”.

Małgorzata Czyńska, Kobiety z obrazów
Wydawnictwo marginesy, Warszawa 2020

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: