„Ostrze sierpa”, drugi tom wojennego cyklu Andrzeja H. Wojaczka „Żniwo ognia”, to powieść drogi – historia zsyłki i tułaczki na nieludzkiej, syberyjskiej ziemi. Ale też opowieść o cudach, z których największym jest być może umiejętność zachowania – mimo wszystko – swojego człowieczeństwa.

Teofila Kłoska, bohatera już pięciu powieści, poznaliśmy w tryptyku „Wrzeciono Boga”, a więc podczas lektury „Kłosów”, a potem „Wdowiego grosza” i „Jutrzni”. Dojrzewanie i pierwsze lata dorosłości tego chłopaka ze Śląska przypadły na burzliwy czas Wielkiej Wojny i powstań śląskich. II woja światowa stanowi jednak w tej, rozpisanej na dekady, opowieści wyraźną cezurę – to dlatego autor otworzył nowy tryptyk, „Żniwo ognia”, rozpoczęty „Cierniami i ostami”, a kontynuowany teraz, rozgrywającym się od roku 1940 po sierpień 1942, „Ostrzem sierpa”.
W więzieniu NKWD
Rozpoczęta po klęsce wrześniowej tułaczka Teofila, teraz mężczyzny tuż przed czterdziestką, trwa. O ile jednak wcześniej to on sam starał się kierować swoim losem, nawet jeśli nie ułatwiał tego czas wojny i status byłego żołnierza rozbitej polskiej armii, o tyle teraz o jego losie decydować będą chcieli inni. Przebywający we Lwowie Kłosek, którego przewiną jest choćby wcześniejsza przynależność do Związku Powstańców Śląskich, trafia w ręce NKWD i ląduje w więzieniu na Brygitkach, przy ul. Kazimierzowskiej – jako jeden z tysięcy politycznych więźniów.
Stąd już prosta droga do zsyłki, do niekończącej się wędrówki po „nieludzkiej ziemi” – jak Józef Czapski nazwie w swej twórczości upstrzoną łagrami Syberię. Ta „nieludzkość” – i to na wielu poziomach – wybrzmi też u Wojaczka. Jego bohater znowu – jak wielokrotnie wcześniej – stanie się nie tylko świadkiem, ale i uczestnikiem największych historycznych wydarzeń, a przede wszystkim podzieli los ludzi zderzonych z dwoma totalitaryzmami XX wieku – komunizmem i faszyzmem.
W stołypince
Kłosek trafi do transportu. Zajmie miejsce w „stołypince”, wagonie więziennym, który wywiezie go do Suchej Bezwodnej, pierwszego z łagrów, w których będzie musiał spróbować przetrwać, położonego nad Unżą, dopływem Wołgi. To tu po raz pierwszy bohater przekona się na własnej skórze, na ile prawdziwe są słowa, usłyszane chwilę wcześniej, że „Wszystkie historie z Sybiru kończą się źle”. I że lepiej się z tym zawczasu pogodzić.
Wkrótce po przybyciu do łagru mężczyzna zostanie skierowany do katorżniczej pracy przy wyrębie lasu. Harówki na akord, od wyników której zależeć będzie to, jak bardzo pomniejszone zostaną i tak skromne posiłki. Pracy, której nie każdy będzie w stanie sprostać – także psychicznie, bo stosowana w sowieckich obozach zasada odpowiedzialności zbiorowej będzie skutkować nie tylko wrogością wobec oprawców, ale też presją na tych, którzy nie wyrabiają normy.
Przeczytaj także
Między Jaszynem…
Zbydlęcenie oprawców i dehumanizacja systemu, któremu służą oraz nieludzkość samej pracy przełożą się więc prędzej czy później na zachowania samych więźniów. A przynajmniej wielu z nich. Kłosek zobaczy, że gdy doskwiera ciągły głód i zmęczenie, zachowanie ludzkich odruchów, empatii, wsparcia, pomocy, staje się wyzwaniem często ponad siły. Także dla niego. Bohater – od początku na swój sposób archetypiczny, kierujący się jasnym kompasem moralnym – tu ucieknie się choćby do kradzieży kawałka chleba, zasymuluje też chorobę, choć dopiero wtedy, gdy zrozumie, że dalsza praca ponad siły może oznaczać śmierć.
Nie będziemy mieć o to do niego pretensji – z większości prób, na jakie w realiach rzeczywistości GUŁagu wystawi go autor, Teofil Kłosek wyjdzie wszak zwycięsko. A pamiętajmy, że los Teofila – oparty zresztą na autentycznych pamiętnikach wuja autora – o czym raz po raz on sam nam przypomina – będzie w pewnym sensie kwintesencją najtrudniejszych doświadczeń zesłańczych. Kłosek trafiać będzie z łagru do łagru i imać się będzie różnych zajęć, które pozwolą mu przeżyć. Pozna na własnej skórze skutki napaści hitlerowskich Niemiec na ZSRR, trafi nawet na kazachskie stepy. Wszędzie tam spotykać będzie ludzi, którzy – jak choćby bezlitosny współwięzień Oleg Jaszyn – będą narzędziami opresyjnego systemu, wielkiej machiny pogardy, w której tryby przyszło mu trafić.
…a Batiuszką
Jeśli przetrwa, to z kolei dzięki takim ludziom jak Batiuszka, starzec o niejednoznacznej przeszłości, ale przecież stanowiący tu tak naprawdę uosobienie dobrej strony ludzkiej natury. Bohater cyklu – sam wszak obdarzony niezwykłą intuicją, wręcz szóstym zmysłem, który niejednokrotnie ratował mu życie – odnajdzie w steranym życiem mężczyźnie, obdarzonego nadludzką siłą ducha niemalże cudotwórcę, bo potrafiącego swoją pozytywną energią zarażać też innych, leczyć ludzkie dusze.
To spotkanie będzie zresztą w syberyjskiej odysei Kłoska jednym z najważniejszych. To ono będzie mu przypominać, kim jest i kim powinien być – wtedy, gdy ciało odmówi mu posłuszeństwa, a od tego czy jednak wstanie zależeć będzie jego życie, i wtedy, gdy przyjdzie mu dokonywać najtrudniejszych wyborów dotyczących także innych napotkanych ludzi. Te decyzje pokażą, czy mimo grozy, jakiej był uczestnikiem, doświadczył cudu zachowania swojego człowieczeństwa.
Wyimek z GUŁagu
„Ostrze sierpa” to poruszająca powieść drogi – o wędrówce w sensie geograficznym, opisanej tak dokładnie, że moglibyśmy wyznaczyć na mapie szlak tej przymusowej podróży po wyimku z sołżenicynowskiego „Archipelagu GUŁag”, ale i wędrówce w głąb siebie, do miejsca, które pozwala odnaleźć źródła wyznawanych wartości. A więc tego, co kształtuje człowieka i co pozwala mu przetrwać nawet w obliczu bezdusznego totalitarnego systemu, dla którego jednostka, a tym bardziej jej pragnienia, tęsknoty, emocje, nie mają żadnego znaczenia.
Bohaterowie Wojaczka mogą więc zapomnieć smak prawdziwego jedzenia, nawet zatrzeć się mogą w ich pamięci twarze bliskich, ale jeśli chcą przetrwać, muszą przypomnieć sobie i pamiętać, co to znaczy być człowiekiem.
Andrzej H. Wojaczek, Żniwo ognia. Ostrze sierpa
Szara Godzina, 3 marca 2026
ISBN: 9788368674095

