„Dobry chłopiec” w reżyserii Jana Komasy to opowieść o tym, jak płynna może być granica między dobrem a złem. Szczególnie gdy zarówno jedno jak i drugie potrafi przybierać w swej determinacji formy niemal groteskowe. Pisze Przemysław Poznański.

Jan Komasa w swym pierwszym anglojęzycznym filmie, chronologicznie zrealizowanym wcześniej niż znana nam już dystopijna „Rocznica”, zaprasza nas do świata, przesiąkniętego złem. Nawet jeśli z pozoru może się wydawać, że mamy do czynienia z opowieścią o próbie nawrócenia, to w rzeczywistości wszystko, co się tu zdarzy, będzie miało miejsce za sprawą zła lub w reakcji na nie, nie wydarzy się za to na pewno za sprawą dobra – to bowiem ujrzymy tu sporadycznie, w nielicznych ludzkich odruchach, w chwilowym okazaniu współczucia, czy nieświadomym odruchu dziecka. Cała reszta zatem to piekło, nawet jeśli od czasu do czasu podlane sosem ironii. I chociaż nie ma tu śladów bagatelizowania przemocy czy cierpienia, to powaga bywa często zabarwiona odrobiną absurdu.
„Dobry chłopiec” – według scenariusza Bartka Bartosika i Naqqasha Khalida – zaprasza nas do świata ludzi zapamiętałych w swym postępowaniu, nieustępliwych, nieempatycznych, bez reszty przekonanych do swoich racji, nawet jeśli oznacza to dla nich hołdowanie zachowaniom destrukcyjnym, a nawet autodestrukcyjnym.

Siła pozorów
Każda z tych postaw ma w sobie jednocześnie coś z pozoranctwa. Tommy (Anson Boon) to mniej więcej dwudziestoletni chuligan, utracjusz, całe noce spędzający na piciu, ćpaniu i wymiotowaniu oraz przygodnym seksie, a także na przypadkowych bójkach, zastraszaniu przechodniów, wymuszeniach i przemocy. To jego sposób na życie, ale i sposób na zachowanie przywódczej roli w grupie rówieśników – nie chodzi nawet o postępowanie świadomie podszyte lękiem o utratę pozycji, ale o odruch, który nie pozwala mu postępować w inny sposób. Choćby miał przy tym krzywdzić innych, w tym osoby sobie bliskie.
Los zetknie go z Chrisem (Stephen Graham). To też pozorant – już w pierwszych scenach ujrzymy, jak przykleja tupecik, mający maskować postępującą łysinę. Znajduje się jednak niejako po drugiej stronie barykady – jest wszak przykładnym obywatelem, mężem i ojcem, człowiekiem o łagodnym obliczu, ale jednocześnie o zaciśniętych ustach i karcącym spojrzeniu, w którym znajdziemy niezmierzone pokłady surowości wobec tych, którzy śmieliby przeciwstawić się sztywnym zasadom, jakim hołduje.

Dobrymi chęciami…
Do jego domu – ponurej kamiennej rezydencji daleko za miastem – przybywa pewnego dnia gosposia z Bałkanów, Rina (Monika Frajczyk). Dokładnie sprawdzona przy drzwiach wykrywaczem do metalu, poproszona o oddanie komórki. Zająć ma się sprzątaniem domu, w którym – jak się okaże – przetrzymywany jest Tommy. Chłopak porwany przez Chrisa z ulicy, przykuty jest łańcuchem do ściany. Na jego szyi zaciska się metalowa obręcz, która ogranicza jego ruchy za każdym razem, gdy niczym dzikie zwierzę próbuje miotać się w bezsilnej chęci odzyskania wolności.
Tommy nie rozumie jeszcze, że oto trafił do miejsca, w którym ma w założeniu przejść przymusową, bolesną resocjalizację. Czy jest ona jednak możliwa, skoro to, co w założeniu Chrisa i jego żony miałoby być czyśćcem, lekcją wychowania, okazuje się w rzeczywistości być inną odmianą piekła – wybrukowanego tym razem nie pogardą czy cynizmem (jak w piekle, w którym Tommy funkcjonował wcześniej), ale dobrymi chęciami. Nie jest to zresztą piekło zgotowane tylko Tommy’emu. Możemy podejrzewać, że tkwią w nim także najbliżsi Chrisa – jego wiecznie smutna, niemal milcząca żona Kathryn (Andrea Riseborough) i nad wiek poważny, skupiony jedenasto-, dwunastoletni syn Jonathan (Kit Rakusen), który zawsze wie, kiedy powstrzymać napływające do oczu łzy.

Bez względu na wszystko
Chris i Tommy de facto niewiele się więc od siebie różnią. Owszem, dążenie Tommy’ego do czynienia zła wydaje się być wręcz kompulsywne, co sprawia, że chłopak nie dostrzega jak blisko jest granicy autodestrukcji i jak bardzo potrzebuje pomocy – działania Chrisa pozornie wynikają więc z troski. Tyle że jego zachowanie nosi raz po raz znamiona socjopatii. Co więcej, w obu przypadkach mamy do czynienia z osobami, którym tak naprawdę brakuje elementarnej empatii – ich zachowania wyprane są z pozytywnych emocji i wynikają raczej ze sposobu w jaki planują zrealizować swoje zamiary, niż z troski o innych. W przypadku Tommy’ego to jasne – jego plan to zabawa bez względu na wszystko. Chris chce zbawiać świat – rzecz w tym, że również bez względu na wszystko.
Komasa daje nam kameralny dramat, intymny, rodzinny thriller psychologiczny, z tajemnicą i niedopowiedzeniem. Nie przytłacza jednak narracją, za to ucieka się raz po raz do chwytów wręcz groteskowych, wyolbrzymiając opresyjność sytuacji (skomplikowany system pozwalający się Tommy’emu poruszać w danej przestrzeni) czy grając wyraźnymi kontrastami (usypianie chloroformem po wesołym pikniku). Duża tu zasługa aktorów (szczególnie Grahama iRiseborough), którzy budują postaci psychologicznie złożone, do końca niejednoznaczne. Wszystko to sprawia, że owa opowieść o lekcji wychowania wymyka się prostej interpretacji, pozostawiając nas raczej z pytaniami, w tym o to, jak płynne mogą być granice między dobrem i złem, niż gotowymi odpowiedziami.
Dobry chłopiec (Good Boy; Heel), reż. Jan Komasa
Wielka Brytania, Polska 2025
Polska premiera 6 marca 2026
Dystr. Kino Świat

