recenzja

Nadzieja na zmianę | Colm Tóibín, Long Island [recenzja]

W kontynuacji głośnego „Brooklynu” Colm Tóibín daje nam opowieść o ludziach na życiowym zakręcie, rozczarowanych lub znużonych tym, co mają. Desperacko więc, choć i z lękiem, chwytających się nadziei na zmianę – o „Long Island” pisze Przemysław Poznański.

W prozie Tóibína – intymnej, skupionej na emocjonalnych dylematach, na budowaniu misternego portretu psychologicznego postaci – punktem wyjścia jest ten moment, gdy raz na zawsze pozbywamy się złudzeń, ale też ten, gdy zyskujemy impuls, by odważyć się snuć nowe marzenia. To ta chwila – nagła i niespodziewana – gdy uświadamiamy sobie, że uchwycone niegdyś szanse okazały się żartem losu, ale i ta, gdy echem odzywają się dawne szanse, które już uznawaliśmy za stracone na zawsze.

I co nie mniej istotne – to ten sam moment. Koniec może przecież równie dobrze oznaczać początek. Zamknięcie jedynych drzwi może pozwolić na otwarcie innych. Nie ma w tym jednak nic oczywistego, jednoznacznego, prostego czy pewnego. Złożona konstrukcja postaci, cała ich przeszłość, dźwigany na barkach bagaż, a także świat, w którym przyszło im żyć, sprawiają, że mamy do czynienia z opowieścią, która nie daje łatwych fabularnych rozwiązań, nawet jeśli oparta jest czymś tak powszechnym jak oczekiwanie i nadzieja na zmianę.

Mężczyzna w drzwiach

W „Brooklynie” młoda Irlandka, Eilis Lacey, wyjeżdża w latach 50. XX z rodzinnego miasteczka do Nowego Jorku. „Long Island” rozgrywa się – co słyszymy w dialogach postaci – w czasach wojny w Wietnamie  i afery Watergate, a zatem dwie dekady później. Eilis – teraz już Fiorello – jest mężatką i matką dwójki nastoletnich dzieci. Bohaterka wtłoczona w codzienność, w której znaczące miejsce zajmuje rodzina męża, potomkowie włoskich imigrantów, nawet nie zastanawia się nad tym, czy życie, jakie wiedzie, jest tym, które sobie wymarzyła. Do czasu. Do chwili, gdy nie zapuka do jej drzwi nieznajomy mężczyzna przynoszący wiadomość, która naruszy fundamenty jej małżeństwa, na nice wywracając jej poczucie stabilizacji i pewności jutra.

Otrzymana informacja okaże się też jednak impulsem, którego kobieta najwyraźniej potrzebowała. Jej nagła reakcja – skądinąd zrozumiała – a potem ciąg ważkich decyzji, jakie podejmie, nie będą jedynie pochodną szoku, jakiego dozna. Będzie to w znacznym stopniu również efekt uświadomienia sobie klinczu, w jakim od dawna tkwi, pułapki rutyny, wyrzeczeń, ale i ceny, jaką zapłaciła za iluzję mieszczańskiego życia. A przede wszystkim może zrozumienia, że to być może ostatni moment na zmianę.

Kobieta w podróży

„Long Island” okazuje się od tego momentu opowieścią o podróży „powrotnej” – postrzeganej na wielu poziomach – będącej próbą odwrócenia kolei losu, niemalże podróżą w czasie. Przynajmniej z punktu widzenia emocji, te bowiem mają to do siebie, że potrafią przybrać dawny kształt i zalśnić znowu – blaskiem przypominającym ten dawny. Jest to też podróż fizyczna, na którą trzeba zaopatrzyć się w paszport i bilet. Eilis jedzie bowiem do Irlandii, do rodzinnego Enniscorthy. Z założenia tylko na kilka tygodni, by uczcić 80. urodziny matki, ale przecież informacja, która tak naprawdę popchnęła ją do wyjazdu, będąca pochodną małżeńskiego kryzysu oznacza, że wszelkie wcześniejsze plany przestają być wiążące.

Zwłaszcza że od chwili gdy Eilis stanie znowu na ulicach rodzinnego miasteczka, w tle gwaru, jaki towarzyszyć będzie przygotowaniom do jubileuszu – zwłaszcza, gdy do matki dołączą dzieci – toczyć będzie się subtelna gra, w której stawką jest odmiana losu. Przyjazd kobiety do rodzinnego miasteczka uruchamia bowiem – i w niej, i w innych – ciąg wspomnień. Ożyją zakurzone uczucia, ale też zrodzą się plotki, pojawi się napięcie, wywołujące najważniejsze z pytań: czy można – wbrew logice – wejść jednak dwa razy do tej samej rzeki.

Ludzie dojrzali

Jak cicha i jak bardzo skrywana przed innymi nie byłaby to gra – gra Eilis, gra jej dawnego chłopaka Jima Farrella, gra Nancy – zainteresowanej Jimem właścicielki baru z frytkami – będzie to w istocie rzeczy gra o wszystko. Colm Tóibín buduje świat ludzi na tyle dorosłych i życiowo doświadczonych, że rozumieją oni już konsekwencje czynów, różnicę między zachcianką a nieodwracalną decyzją. Może dlatego jest to narracja tak poruszająca, rozegrana przez pisarza po mistrzowsku – obecna nie tylko w tym, co widzimy i słyszymy, ale i w towarzyszących postaciom obawach, a nawet strachu przed tym, co przynieść mogą ich .

Świat „Long Island” jest światem emocjonalnie kruchym, stawianym na fundamentach zmurszałych – poddanych upływowi czasu i złych decyzji oraz równie złych uczynków. Ale jednocześnie jest to świat ludzi mimo wszystko wciąż desperacko poszukujących nadziei – prawdopodobnie ostatniej – na to, że jednak ich los się odmieni i dane im będzie zbudować coś, co tym razem okaże się trwałe.

Colm Tóibín, Long Island
Przełożył Jerzy Kozłowski
Dom Wydawniczy Rebis, 14 października 2025
ISBN: 9788383381923

Hope for change | In the sequel to the acclaimed „Brooklyn”, Colm Tóibín gives us a story about people at a turning point in their lives, disappointed or weary of what they have. Desperately, yet fearfully, they cling to the hope for change – Przemysław Poznański writes about „Long Island”.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej