wywiad

Dorota Glica: Napisałam książkę o kłamstwie | Rozmawia Przemysław Poznański

Chciałam napisać książkę o kłamstwie i jego konsekwencjach. Potem pojawił się zarys fabuły i zamysł, żeby tę samą historię ukazać z perspektywy czterech bohaterów, z których każdy przedstawi swoją wersję wydarzeń i popchnie akcję naprzód, tak żeby czytelnik do końca nie wiedział, kto mówi prawdę – mówi Dorota Glica, autorka powieści „Kłamstwa mojej żony”. Rozmawia Przemysław Poznański.

Dorota Glica, fot. Bartosz Pussak Photography

Przemysław Poznański: „Kłamstwa mojej żony” to dla mnie powieść o pozorach – takich, w które chcemy wierzyć i takich, które stwarzamy, by ukryć własne przewinienia. Piękny dom, sugerujący rodzinne szczęście, którego tak naprawdę nie ma, zdrady, ukrywane za wymówkami. Dlaczego lubimy karmić siebie i innych pozorami?

Dorota Glica: To naprawdę ciekawe zjawisko, szczególnie widoczne w naszych czasach, kiedy na co dzień posługujemy się mediami społecznościowymi. Na Instagramie i Facebooku jesteśmy zasypywani zdjęciami idealnych rodzin, egzotycznych wakacji i pięknych wnętrz. Trzeba jednak pamiętać, że to tylko obrazki, sekundy uchwycone przez obiektyw, wykonane często przy użyciu filtrów. Prawdziwe życie wygląda inaczej. Nie jest perfekcyjne, chociaż pewnie byśmy chcieli, żeby takie było. Przecież nie zawsze świeci słońce, a trawa jest idealnie zielona. Nikt z nas jednak nie chce pokazywać podkrążonych ze zmęczenia oczu czy bałaganu w domu, staramy się zaprezentować w najlepszej, najciekawszej odsłonie dlatego naginamy mniej lub bardziej naszą rzeczywistość, licząc, że inni tego nie dostrzegą.

Powieść opowiada historię zaginięcia żony i matki. Tomasz, jeden z bohaterów, po powrocie z wyjazdu zastaje pusty dom, żona nie odbiera telefonu, jej przyjaciele i rodzina nic nie wiedzą. Gdy w końcu kobieta odnajduje się, niczego nie pamięta. Nie wie też, co stało się z synem. Brzmi jak przepis na doskonały thriller i rzeczywiście tak jest. Ale jak wpada się na taki pomysł? Co jest na początku? Bohaterowie, intryga, konkretna scena?

– Na początku był pomysł, żeby napisać książkę o kłamstwie i jego konsekwencjach. Potem pojawił się zarys fabuły i zamysł, żeby tę samą historię ukazać z perspektywy czterech bohaterów, z których każdy przedstawi swoją wersję wydarzeń i popchnie akcję naprzód, tak żeby czytelnik do końca nie wiedział, kto mówi prawdę.

Motyw zaginięcia dość często pojawia się w książkach, dla mnie był tłem do tego, żeby pokazać, jak kłamstwo i zdrada mogą doprowadzić do tragedii: zniszczyć rodzinę, która miała wszystko, żeby być szczęśliwa. Tak zresztą była postrzegana przez innych. Jednak, gdy spojrzało się głębiej, zaczęły pojawiać się liczne skazy.

Jak wspominałem, to m.in. opowieść o zaginięciu. Ten temat zresztą wraca w pani twórczości. Jak sama pani pisze w powieści, co roku w Polsce znika bez śladu ok. 20 tys. osób. Czy siadając do pisania, myśli pani o tym, by uświadamiać czytelnikowi także takie właśnie istotne problemy społeczne? I zarazem pokazać, że pisze pani o czymś, co może w jakimś sensie dotyczyć każdego z nas?   

– Motyw zaginięcia dość często pojawia się w książkach, dla mnie był tłem do tego, żeby pokazać, jak kłamstwo i zdrada mogą doprowadzić do tragedii: zniszczyć rodzinę, która miała wszystko, żeby być szczęśliwa. Tak zresztą była postrzegana przez innych. Jednak, gdy spojrzało się głębiej, zaczęły pojawiać się liczne skazy.

W naszej rozmowie przy okazji pani debiutu, czyli „Znajdę cię, córeczko” wspominała pani, że punktem wyjścia było zdarzenie prawdziwe. A tutaj? I na ile inspirują panią w ogóle w pani pisarstwie prawdziwe historie, a na ile sama intryga jest efektem pisarskiej wyobraźni?

– Fabuła „Kłamstw mojej żony” jest całkowicie wymyślona. Jednak bohaterowie mają niekiedy cechy ludzi, z którymi kiedyś się zetknęłam. Czasami wkładam w ich dialogi zasłyszane powiedzonka i zwroty, ale to chyba nic niezwykłego w przypadku pisarzy.

Dorota Glica, Kłamstwa mojej żony, Wydawnictwo Filia, Poznań 12 czerwca 2024, ISBN: 9788383574837

Opowiada pani fabułę z punktu widzenia czworga bohaterów – mamy historię Tomasza, męża i ojca, mamy historię Anety, żony i matki, ale mamy też historię Barbary oraz Ewy, czyli kobiet w istotny sposób zamieszanych w sprawę. Nie przeplata pani jednak tych opowieści, jak zwykło się to robić w thrillerze, lecz jedna opowieść dopełnia poprzednią – aż do finału, w którym otrzymujemy trzy epilogi, trzy spojrzenia na koniec tej historii. Skąd pomysł na taką konstrukcję?

– Nie chciałam, żeby czytelnik czuł się zagubiony, tylko zaciekawiony tym, co będzie dalej.  Moim zamiarem nie było zwodzenie odbiorcy, a sprawienie, żeby wsiąkł całkowicie w historię. Pomysł, żeby napisać epilogi, podsunęła mi pani redaktor, dzięki temu możemy poznać dalsze losy bohaterów.

Te różne punkty widzenia to różne racje. Dzięki temu nic w tej powieści nie okazuje się takie, jakie może się wydawać na początku. I nie chodzi mi tylko o twisty, ale też o to, że każdy z bohaterów ma tu swoje racje. Nie ma jasnego podziału na dobro i zło.    

– Podobnie jak w życiu. Nic nie jest czarne albo białe. Dobro i zło mieszkają w każdym z nas. Naszym zadaniem jest wybór, którą ścieżką pójdziemy. Ten wybór może być też subiektywnie postrzegany przez innych: pozytywnie lub negatywnie. Moja babcia mówiła: „Każdy ma swoją prawdę”… I trudno się z tym nie zgodzić.

Jak wygląda proces reasearchu do takiej powieści jak „Kłamstwa mojej żony”, gdzie pojawiają się choćby zagadnienia z obszaru anestezjologii?

– Rzeczywiście, żeby nakreślić postać doktor Barbary, potrzebowałam kilku informacji z zakresu medycyny. Nie była to jednak wiedza bardzo specjalistyczna, dlatego posiłkowałam się stronami dla lekarzy i pacjentów.

Debiutowała pani w 2022 roku, minęły dwa lata i oto ukazała się pani piąta powieść. Jak to się robi? Jak pani pracuje? I czy ten proces twórczy zmienił się w trakcie powstawania kolejnych książek?

– Zdecydowanie się zmienił. Mam wrażenie, że teraz znacznie łatwiej mi się pisze i mam więcej pomysłów. Kiedy myślę o swoim debiucie, wiele rzeczy bym teraz zmieniła, poprawiła, udoskonaliła, ale to chyba dobry znak, bo sugeruje, że się rozwijam. Staram się też bardziej zwracać uwagę na konstrukcję wewnętrzną i język bohaterów.

Nic nie jest czarne albo białe. Dobro i zło mieszkają w każdym z nas. Naszym zadaniem jest wybór, którą ścieżką pójdziemy. Ten wybór może być też subiektywnie postrzegany przez innych: pozytywnie lub negatywnie. Moja babcia mówiła: „Każdy ma swoją prawdę”… I trudno się z tym nie zgodzić.

Skąd wybór gatunku thrillera psychologicznego/domestic noir, któremu jest pani wierna? Myśli pani o zmianie gatunku, choćby na chwilę?

– Myślę nieśmiało o zmianie gatunku. Nie chcę być zaszufladkowana jako autorka thrillerów psychologicznych, mam wrażenie, że na dłuższą metę może to być dla pisarza nużące.  Zaczęłam już nawet pisać powieść fantasy, ale to projekt na tak zwany „za jakiś czas”.

Nad czym pani teraz pracuje? I czy utrzyma pani tempo pisania?

– Tworzę obecnie historię, która dzieje się w latach dziewięćdziesiątych, a więc wtedy, kiedy byłam dzieckiem. Sprawia mi to naprawdę wiele przyjemności, bo to taka podróż w przeszłość. Jeżeli chodzi o tempo, to rzeczywiście narzuciłam je sobie spore: w ciągu dwóch lat wydałam pięć książek. Na razie nie jestem jeszcze jednak zmęczona, a pisanie daje mi nieustanną radość i mam nadzieję, że będzie tak dalej.

Rozmawiał Przemysław Poznański

Dorota Glica – pisarka, autorka powieści „Znajdę cię, córeczko”, Nie idź tam”, „Hotel na uboczu”, „Osiemnastka” i „Kłamstwa mojej żony”

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej