„Nie sądzę, żebym kiedykolwiek czytał powieść bardziej przerażającą i przygnębiającą, a przecież jej oryginalność, napięcie i siła miażdżącego oburzenia sprawiają, że nie da się jej odłożyć” – pisał recenzent. 75 lat temu, 8 czerwca 1949 roku, ukazał się „Rok 1984” George’a Orwella – pisze Jakub Hinc.
„Na każdym piętrze, na wprost drzwi windy, spoglądał ze ściany plakat z ogromną twarzą. Była tak namalowana, że oczy mężczyzny zdawały się śledzić każdy ruch przechodzącego. WIELKI BRAT PATRZY, głosił napis u dołu plakatu”. Tak rozpoczyna się powieść, która od chwili publikacji jest postrzegana jako przestroga George’a Orwella przed narastającym totalitaryzmem.
Książka „Nineteen Eighty Four” ukazała się nakładem wydawnictwa Secker & Warburg jako dziewiąta i ostatnia książka Orwella ukończona za jego życia. Tematycznie koncentruje się na konsekwencjach totalitaryzmu, masowej inwigilacji i represyjnego reżimu. Pierwsze polskie tłumaczenie pióra Juliusza Mieroszewskiego ukazało się w 1953 roku poza terytorium kraju, w Instytucie Literackim w Paryżu. W PRL-u powieść była bowiem zakazana.
Satyra w tradycji Swifta
„Nie sądzę, żebym kiedykolwiek czytał powieść bardziej przerażającą i przygnębiającą, a przecież jej oryginalność, napięcie i siła miażdżącego oburzenia sprawiają, że nie da się jej odłożyć” – pisał w swojej recenzji dla „New Statesman” znany krytyk V.S. Pritchett. Czesław Miłosz w „Umyśle zniewolonym” wprost odnosił treść książki do totalitaryzmu radzieckiego: „Orwell zafascynował (…) przez podpatrzenie szczegółów, (…) formę satyry w tradycji Swifta; forma ta jest niemożliwa do praktykowania w krajach Nowej Wiary, bo alegoria, z natury wieloznaczna, wykraczałaby poza przepisy socjalistycznego realizmu i wymagania cenzury. Również ci, którzy znają Orwella tylko ze słyszenia, dziwią się, że pisarz, który nigdy nie mieszkał w Rosji, mógł zebrać tak wiele dokładnych spostrzeżeń”.
Nie obyło się bez recenzji krytycznych, ale już P. H. Newby, recenzując książkę dla magazynu „The Listener”, opisał ją jako „najbardziej fascynującą powieść polityczną napisaną przez Anglika od czasów „Lotniska” Rexa Warnera. „Rok 1984” został też doceniony przez Bertranda Russella, E. M. Forstera czy Harolda Nicolsona.
W świecie izolacji
Powieść, która przyniosła Orwellowi największą sławę, podtrzymując zainteresowanie autorem wcześniejszego „Folwarku zwierzęcego”, i na stałe zapisując go w poczet tuzów literatury światowej, jest pamfletem doskonale opisującym świat przyszłości, rządzony przez autorytarną dyktaturę, utrzymującą populację w stanie permanentnej izolacji, w każdym możliwym wymiarze. Wymiarze międzynarodowym, bo Oceania – rodzinny świat bohatera Winstona Smitha – nie pozwala na turystykę, ale i w wymiarze wewnętrznym, bo nawet w obrębie samego imperium nikt spoza „Wewnętrznej Partii” nie może się poruszać swobodnie.
To izolacja populacyjna, bo każdy może być kapusiem, który doniesie na Policję Myśli na współobywatela, kolegę a nawet przyjaciela. I to nawet nie dlatego, że czuje taką potrzebę, ale dlatego, że nie wie czy nie jest sam obiektem prowokacji. To też izolacja intelektualna, bo wprowadzona nowomowa wnikająca z panującej ideologii wyklucza swobodę badań naukowych i rozwój, a nawet wszelką wymianę myśli, bo jak dowiadujemy się z aneksu zamieszczonego przez autora na końcu powieści „celem nowomowy było nie tylko dostarczenie środków odpowiednich do wyrażania światopoglądu oraz myśli właściwych dla zwolenników angsocu [socjalizmu angielskiego – red.] lecz również uniemożliwienie swobody myślenia. (…) uniemożliwiono wykorzystanie języka do formułowania, nawet okrężną drogą, myśli uznawanych za niewłaściwe” (tłum. Tomasz Mirkowicz).
Przeczytaj także:
Zaspokoić oczekiwania władzy
Winston Smith, nasz przewodnik po tym dystopijnym świecie podanym nam w anturażu political fiction, to dobiegający czterdziestki londyńczyk, członek Zewnętrznej Partii – czyli klasy społecznej mieszczącej się między najliczniejszą, ale zmarginalizowaną grupą proli, a uprzywilejowanymi funkcjonariuszami Wewnętrznej Partii, który pracując w Departamencie Archiwów zajmuje się korygowaniem historii zgodnie z aktualną linią Partii.
Dzieje się więc to, co znamy z historii i teraźniejszości totalitaryzmów: nie tylko funkcjonariusze partyjni, ale też urzędnicy, sędziowie, a nawet zwykli ludzie, starają się zaspokoić oczekiwania władzy, i to zanim jeszcze zostaną one wyartykułowane, domyślić się tego, czego mogłaby od nich ta władza oczekiwać i tak się zachowywać, by na jej aprobatę zasłużyć. Nie dziwi, że w świecie „Roku 1984” funkcjonariusze Partii korygują historię, wciąż od nowa zmieniając słowa Wielkiego Brata, by pasowały do bieżącej sytuacji politycznej i militarnej – bo supermocarstwo Oceanii, na którego czele stoi Wielki Brat, toczy wojnę raz z jednym, raz z drugim z konkurencyjnych mocarstw (Eurazją i Wschódazją) i tak samo naprzemiennie zawiera raz z jednym, a raz z drugim sojusze. Wódz ma być przedstawiany wszak jako geniusz, wizjoner umiejący przewidzieć wypadki dziejowe, lub mąż opatrznościowy kraju, pod którego przywództwem Oceania rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej. Zdarza się więc, że Wielki Brat „pojawia się” nagle w czasie przełomowych wydarzeń, choćby nawet w ogóle go tam nie było, za to niewystarczająco prawomyślni obywatele znikają, a nawet znika wszelki po nich, co jest zwykłym „gumkowaniem” niewygodnych dla Partii świadków historii.
Myślozbrodnia
Powieściowa historia zaczyna się na chwilę przed poznaniem przez Winstona Julii, w czasie jednego z seansów Dwóch Minut Nienawiści, skierowanego przeciwko uosabiającemu wroga publicznego nr 1 Emmanuelowi Goldsteinowi – kontrrewolucjoniście i dysydentowi. Nie tyle nawet postaci rzeczywistej, co – tak jak Wielki Brat – mitycznej, istniejącej cały czas i poza czasem. W Oceanii miłość jest zakazana, a stosunek seksualny nie może być źródłem przyjemności, zwłaszcza dla kobiet. Może służyć wyłącznie prokreacji. Dlatego zauroczenie sobą w wykonaniu tej dwójki jest myślozbrodnią już tylko przez to, że zwrócili wzajemnie na siebie uwagę. A to dopiero początek serii przestępstw, których się bohaterowie dopuszczą. Wynajmą wszak pokój w dzielnicy proli, będą uprawiali seks dla przyjemności i – co najgorsze – będą darzyli się uczuciem. Tych przestępstw Partia nie może im darować. Zwłaszcza, że już wcześniej na Winstona parol zagiął O’Brien – wysoko postawiony urzędnik Ministerstwa Miłości i członek Wewnętrznej Partii.
W kazamatach „minimiło” – bo tak brzmi nazwa Ministerstwa Miłości w nowomowie – Winston i Julia przejdą prawdziwe „pranie mózgu”. I gdy potem, już na wolności „Spotkali się przypadkiem w parku, w ohydny, zimny marcowy dzień, kiedy ziemia była twarda jak żelazna skorupa, trawa martwa i nie rosło nic prócz kilku krokusów, które przebiły się na powierzchnię po to tylko, by wiatr rozszarpał je na strzępy. (…) Objął ją w pasie. (…) Gdyby chcieli mogli położyć się na ziemi i robić to co dawniej. Jego ciało wzdrygnęło się, kiedy o tym pomyślał. Nie zareagowała w żaden sposób na jego uścisk; nie próbowała nawet się uwolnić. Teraz wiedział co się w niej zmieniło. (…) – Zdradziłam cię – oświadczyła bez ogródek. – Ja ciebie też – odparł”.
Przeczytaj także:
„1984” albo „Ostatni człowiek w Europie”
Książka opublikowana w roku 1949, powstała poniekąd jako akt sprzeciwu wobec rządów autorytarnych, pod wpływem doświadczeń autora z praktyczną stroną stalinowskiej dyktatury, z którą zetknął się po raz pierwszy w Hiszpanii w 1936 roku, w czasie wojny domowej, a potem był jej obserwatorem także w czasie II wojny światowej. Ale przesłanie powieści i opisane mechanizmy okazują się być aktualne także dziś.
Co zaś tyczy się samego tytułu dzieła, to nie ma żadnych pewnych wskazówek, które by jednoznacznie potwierdziły motywy, jakimi kierował się Orwell, wybierając akurat ten rok. Wiadomo, że wahał się między tytułami: Nineteen Eighty-Four i The Last Man in Europe (Ostatni człowiek w Europie). Byłoby to nawiązanie do konkretnego zdania z powieści, gdzie czytamy: „Jeśli jesteś człowiekiem, Winston, to ostatnim. Twój gatunek wymiera, a za spadkobierców ma nas. Czy nie pojmujesz, że zostałeś sam jak palec? Wypadłeś poza nawias historii; nie istniejesz” (tłum. Tomasz Mirkowicz). Ostatecznie autor zdecydował się na ten pierwszy tytuł, idąc za radą Freda Warburga, swojego wydawcy. Najbardziej rozpowszechnione wytłumaczenie (mające źródło w informacji opublikowanej przez amerykańskiego wydawcę dzieł Orwella) głosi, że „Rok 1984” jest anagramem roku 1948, w którym powstała książka. Ta hipoteza nie ma jednak potwierdzenia w zapiskach autora.
Dopóki ktoś się upiera przy prawdzie…
Orwell spodziewał się zarobić na powieści około 500 funtów. Nie docenił swojego dzieła. Po pierwszym nakładzie wynoszącym 25 575 egzemplarzy, ukazało się kolejne 5000 egzemplarzy w marcu i sierpniu 1950 r. W Stanach Zjednoczonych nakład sięgnął 20 000 egzemplarzy, by szybko doczekać się kolejnego wydania i dodatkowych 10 000 kopii. Do 1970 roku w USA sprzedano ponad 8 milionów egzemplarzy, a w 1984 znalazła się na szczycie listy bestsellerów wszech czasów. Powieść znalazła się też choćby w zestawienie 100 książek XX wieku według „Le Monde”.
Nic dziwnego, bo powieść rezonuje wciąż na nowo, za każdym razem, gdy aktualne okazują się jej słowa: „Władza to nie środek do celu; władza to cel. Nie wprowadza się dyktatury po to, by chronić rewolucję; wznieca się rewolucję w celu narzucenia dyktatury. Celem prześladowań są prześladowania. Celem tortur są tortury. Celem władzy jest władza”. Ale i zawsze wtedy, gdy rozumiemy, że „Istnieje prawda i istnieje fałsz, lecz dopóki ktoś upiera się przy prawdzie, nawet wbrew całemu światu, pozostaje normalny” (tłum. Tomasz Mirkowicz).
In the world of Big Brother | “I don’t think I’ve ever read a novel more frightening and depressing, and yet its originality, suspense and power of crushing outrage make it impossible to put down,” wrote a reviewer. 75 years ago, on June 8, 1949, George Orwell’s “1984” was published, writes Jakub Hinc.

