Zupełnie Inna Opowieść ma już 10 lat. Dużo? Mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnia dekada, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Przemysław Semczuk.
– Szukanie i odkrywanie niesamowicie nakręca. Wiem, trudno w to uwierzyć, ale kiedy trafiasz w dokumentach na coś wyjątkowego, gdy nagle historia zaczyna się układać, wypełniają się luki, upadają mity i plotki, i poznajesz prawdę, wtedy czujesz adrenalinę – mówi Przemysław Semczuk, dziennikarz, publicysta, podcaster i pisarz, autor m.in. książek „Zatajone katastrofy PRL”, „Czarna wołga. Kryminalna historia PRL”, „Maluch. Biografia”, „Wampir z Zagłębia”, „Kryptonim Frankenstein”, „Tak będzie prościej”, „M jak morderca: Karol Kot – wampir z Krakowa”, „To nie przypadek”, „Cyklon”, „Wybrałem Pol(s)kę. Imigranci w czasach PRL”, „Żywioły”, „MALUCH wielka podróż małego fiata z ziemi włoskiej do Polski”. Pierwszą recenzję jego książki zamieściliśmy 25 lipca 2018 roku, pierwszy wywiad (wideo) – 3 sierpnia 2018, a 19 listopada 2019 roku zwiedziliśmy z pisarzem Kraków śladami jego książki o Karolu Kocie.
Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało? (pytanie natury filozoficznej)
Przemysław Semczuk: Z tym podcasterem, to przesadziliście. Ze mnie taki podcaster, jak z Organka pisarz. Podcast to uzupełnienie tego co robię, inny sposób przedstawienia zebranego materiału. Przy okazji fajna zabawa. Czas pokaże co z tego wyjdzie. A skoro pytasz o czas. To zależy od punktu widzenia. Patrząc do tyłu, dekada to sporo. Ale gdy spojrzymy w przyszłość, to horyzont już widać.
Debiutowałeś jako pisarz w 2011 roku, dziś jesteś autorem kilku książek reportażowych, powieści, a także – jednak! – autorem podcastu „Żywioły”. Z czym kojarzy ci się te trzynaście lat? Dostrzegasz jakieś istotne kamienie milowe w swojej twórczości?
– A widzisz, jednak szybko zleciało. Dostrzegam. Może nie kamienie. Zwykle samemu trudno jest dostrzec zmiany. Sami nie widzimy, że przybywa nam kilogramów. Dostrzegamy zmianę widząc zdjęcia w albumie. Z pisaniem jest podobnie. Gdy czytam swoje teksty sprzed kilkunastu lat, to się zastanawiam kto przy zdrowych zmysłach to wydał. Od razu mam ochotę kreślić, poprawiać, zmieniać. Ale się nie da.
Czy gdybyś mógł cofnąć czas, zmieniłbyś coś w swoim pisarskich decyzjach (inne gatunki, tematy)?
– Za nic w świecie. Literatura faktu, to najlepsza zabawa. Szukanie i odkrywanie niesamowicie nakręca. Wiem, trudno w to uwierzyć, ale kiedy trafiasz w dokumentach na coś wyjątkowego, gdy nagle historia zaczyna się układać, wypełniają się luki, upadają mity i plotki, i poznajesz prawdę, wtedy czujesz adrenalinę.
Zwykle samemu trudno jest dostrzec zmiany. Sami nie widzimy, że przybywa nam kilogramów. Dostrzegamy zmianę widząc zdjęcia w albumie. Z pisaniem jest podobnie. Gdy czytam swoje teksty sprzed kilkunastu lat, od razu mam ochotę kreślić, poprawiać, zmieniać. Ale się nie da.
Jak zacząłeś pisać? I dlaczego?
– Jeśli chodzi o książki, to zasługa Tomasza Lisa. Choć nigdy się nie spotkaliśmy. Pisałem już kilka lat w „Newsweeku”, gdy Lis został nowym naczelnym. W jego imieniu Aleksandra Pawlicka przeprowadzała rozmowy z zespołem. Kazała mi opowiedzieć, co robię, bo nie miała nawet pojęcia. A potem stwierdziła, że dla niej „nieważne teksty z końca gazety” nie maja znaczenia. Zauważyłem grzecznie, że dotąd moje teksty pojawiały się w dziale „Polska”, czyli na początku. Na to usłyszałem, że już tak nie będzie i mam przysłać propozycje tematów. Niecałe trzy minuty rozmowy. Na kolejne trzy maile nigdy nie odpowiedziała. Nie musiała mnie nawet zwalniać, bo byłem freelancerem. Po prostu wyłączyła mi dostęp do redakcyjnej poczty. Taka dobra zmiana. Wtedy pomyślałem, że napiszę książkę. Zawsze miałem więcej materiału niż mogło się zmieścić w artykule. I jakoś to samo poszło.
Dokończ: Gdybym jednak nie został pisarzem, to byłbym…
– Nie mam pojęcia. To co robimy, jest niezależne od nas. Wystarczy urodzić się w innym mieście, innej rodzinie, w innym czasie. I wszystko będzie inaczej. W szkole byłem słabym uczniem. Nie czytałem lektur. Nawet raz repetowałem, z polskiego zresztą. I zawsze się zastanawiam, co robią pupile facetki od polskiego? Oni mieli same piątki, wiedzieli, gdzie postawić przecinek. Ja do dzisiaj nie wiem. Ale nie muszę wiedzieć, bo ja zbieram materiały i opowiadam historię. Od tego są redaktorzy. Kiedyś Grzesiek Sommer, szef działu w „Newsweeku”, zapytał – redaktor, kiedy się nauczysz stawiać przecinki? Odpowiedziałem – a co ty będziesz wtedy robił w moim tekście? Obaj się roześmialiśmy. A tak serio, to chciałbym robić to samo, tylko w telewizji. Ostatnio razem z reżyserem Piotrem Litką zrealizowaliśmy dwa seriale dla TVP Historia. „Polscy seryjni” i „Czarna wołga”. Czyli tematy, które opisywałem w książkach. Recenzje są dobre. Zapraszam na VOD.
Przeczytaj także:
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– Krzysztof Jackowski powiedział mi, że najważniejsze książki już napisałem. Chyba nie zawsze trafia z proroctwem. Mam całą listę tematów, które muszę opisać. Właśnie zdałem sobie sprawę, że mogę nie zdążyć. Mam 51 lat, optymistycznie zostało mi jeszcze 20. Napisanie jednej książki to rok, czasem dwa lata. Czyli się nie wyrobię. A co chwila dochodzą nowe historie. Niedawno trafiłem na temat, który przebija wszystko to, co dotąd napisałem. I wiem, że to będzie prawdziwa sensacja. Do kosza wyleci kilkaset artykułów i kilkanaście książek napisanych przez ludzi z tytułami naukowymi z historii.
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Niedawno szef sprzedaży w wydawnictwie polecił mi książkę z literatury faktu, mówiąc, że tak trzeba pisać, bo im się to doskonale sprzedaje. Zajrzałem i mnie zmroziło (nie, to nie jest aluzja do Remigiusza, Remek pozdrawiam). Tę książkę napisano z Google i Wikibredni. Ja ją tak nazywam, bo są tam niewyobrażalne bzdury. Co autorzy wygooglowali, to napisali. Właściwie przepisali i to z błędami. Smutne, że czytelnicy mają tak niskie wymagania. Ale to znak naszych czasów. Czyta pokolenie wychowane na brykach. I potem ktoś po przeczytaniu „Wampira z Zagłębia”, komentuje na forum, że za dużo wątków i za dużo nazwisk. Przykro mi, to literatura faktu. Jeśli coś ma znaczenie dla sprawy, to muszę to opisać. I nie poradzę na to, że ktoś ma problem z przyswojeniem skomplikowanej historii. Zostaje mu czytanie sprawozdania z Google. Ja tak pisał nie będę.
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) cię ukształtowały – jako człowieka, jako pisarza? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
– Do nieczytania lektur już się przyznałem. Niektóre przeczytałem, bo były ciekawe. „Lalka”, „Nędznicy”. Grzesiuk nie był lekturą, a mnie wciągnął. „Zły” Tyrmanda. Ulubiony bohater? Oczywiście Harry Potter. Gdy byliśmy w Londynie w studio Warnera, mój syn kiwał głową z politowaniem. Po prostu staruszek bawił się lepiej. A moich bohaterów? Zawsze powtarzam, że wszystkich powiesili.
Mam całą listę tematów, które muszę opisać. Właśnie zdałem sobie sprawę, że mogę nie zdążyć. Mam 51 lat, optymistycznie zostało mi jeszcze 20. Napisanie jednej książki to rok, czasem dwa lata. Czyli się nie wyrobię. A co chwila dochodzą nowe historie. Niedawno trafiłem na temat, który przebija wszystko to, co dotąd napisałem. I wiem, że to będzie prawdziwa sensacja. Do kosza wyleci kilkaset artykułów i kilkanaście książek napisanych przez ludzi z tytułami naukowymi z historii.
Kiedy nie piszę, to….
– To czytam. Ale rzadko książki. Czytam akta. I to jest tak ciekawe, że ostatnio nawet czytam w czasie wolnym. Wchodzę nagle do innego świata, jestem świadkiem przesłuchania i poznaję wydarzenia z pierwszej ręki. Niedawno przez cały weekend czytałem dwa tomy akt prokuratorskich. Nagle historia, którą wszyscy znamy z Google i wielu artykułów, zyskała nowe znaczenie. Mój syn, słysząc co chwila pełne zdziwienia „o ku…”, w końcu zapytał, co to jest. Gdy zacząłem mu opowiadać, stwierdził, że teraz to nie będzie już tylko lista denatów, ci ludzie ożyją i poczujemy z nimi więź. To będzie bardzo poruszające.
Nad czym teraz pracujesz?
– Nadal nad katastrofami. Wspomniane akta dotyczyły jednej z katastrof. Pierwszy sezon podcastu i pierwszy tom „Żywiołów” już się ukazał. Teraz co miesiąc na kanale Dział Archeo pojawia się kolejny odcinek, książka mam nadzieję pod koniec roku. Ale jest tego wciąż sporo i będę nad tym pracował jeszcze kilka lat. W międzyczasie wpadła wspomniana sensacyjna historia. I to również dotarło do mnie podczas czytania akt kryminalnych. Nagle zdałem sobie sprawę, że jestem pierwszą osobą, która otrzymała dostęp do tych dokumentów. Kilkadziesiąt stron połączyło kilka, jak sądzono, nierozwiązanych spraw. Nie mogłem uwierzyć, że zostały rozwiązane i utajnione. A ja znam nazwiska sprawców. To nagroda za godziny spędzone w czytelni albo online, przeglądając tysiące stron, do niedawna tajnych dokumentów. Szukanie igły w stogu siana. Zawsze przypominam słowa Indiany Jonesa, że prawdziwych odkryć dokonuje się w bibliotece [Indiana Jones i ostatnia krucjata – red.].

