wywiad

Peter Mohlin i Peter Nyström: Chcieliśmy stworzyć nowego bohatera kryminału | Rozmawia Jakub Hinc

Chcieliśmy, aby nasz główny bohater się wyróżniał i był inny. Chcieliśmy uciec od figury zgorzkniałego i pijanego policjanta, który niechlujnie się ubiera i ma za sobą dwa lub trzy rozwody. Dlatego pozwalamy Johnowi Adderleyowi być przeciwieństwem tego wszystkiego – mówią Peter Mohlin i Peter Nyström*, autorzy powieści „Ostatnie życie”. Rozmawia Jakub Hinc.

Peter Mohlin i Peter Nyström, fot. © Magnus Liam Karlsson

Jakub Hinc: Zwykle, gdy starzy kumple z podstawówki się spotykają, to oglądają wspólnie mecz, popijają piwo, grillują, a wy? Piszecie książki?

Peter Mohlin i Peter Nyström: Robiliśmy to wszystko przez wiele lat. Graliśmy w golfa, tenisa i podróżowaliśmy. Ale ostatecznie brakowało nam naszej kreatywnej współpracy. A raczej naszej twórczej zabawy. To zawsze było coś naszego. Więc włożyliśmy kije golfowe do szafy i zaczęliśmy pisać książkę. (Tak na marginesie: byliśmy całkiem beznadziejni w grze w golfa).

Chętnie opowiadacie, że pierwszą historię kryminalną napisaliście już 30 lat temu, w podstawówce w Södra skolan w Åmål. Oczywiście trudno się dziwić, że wpadliście na taki pomysł w ojczyźnie Henninga Mankella. Ale może pamiętacie jak to było z ta historią kryminalną? Co było wówczas dla was inspiracją? A może pamiętacie fabułę?

– W tamtym okresie inspirowała nas Agatha Christie. A także szwedzcy autorzy, tacy jak Stieg Trenter i Olof Svedelid. Napisanie opowiadania było zadaniem szkolnym, w którym każdy uczeń miał napisać własną historię. Musieliśmy wykorzystać wszystkie nasze zdolności perswazyjne, aby nauczycielka pozwoliła nam pisać razem. Ale w końcu się zgodziła. Pierwszy kryminał nazwaliśmy „Życie z poczuciem winy” i rozgrywał się w pociągu. Prawdopodobnie zainspirowało nas „Morderstwo w Orient Expressie” Christie (śmiech).

Wasza pierwsza wspólna książka „Ostanie życie” ukazała się właśnie w Polsce. Czemu postanowiliście to doświadczenie z dzieciństwa powtórzyć? Co popchnęło was do tego, by napisać wspólnie powieść kryminalną?

– Zanim rozpoczęliśmy nasz książkowy projekt, obaj osiągnęliśmy taki moment w życiu, w którym poczuliśmy, że chcemy zrobić coś innego. Brakowało nam naszej wspólnej pracy twórczej. Pierwszym co przyszło nam do głowy, było napisanie scenariusza serialu telewizyjnego. Dość szybko jednak zdaliśmy sobie sprawę, że zdecydowana większość seriali kryminalnych jest oparta na książkach, więc… napisaliśmy najpierw książkę.

Co trzeba zrobić, żeby przez tyle lat przetrwała taka przyjaźń i taka pasja?

– Zrozumienie różnic drugiego człowieka i jego potrzeb. Uświadomienie sobie i zaakceptowanie faktu, że ludzie wybierają różne sposoby na życie. Bycie otwartym i wsłuchanym, naprawdę wsłuchanym w siebie nawzajem, bez oceniania.

Peter Mohlin, Peter Nyström, Ostatnie życie, Czarna Owca 2021

Zbudowaliście w książce bardzo ciekawą postać głównego bohatera. I nie chodzi o to, że to pół-Szwed, przez dużą część życia mieszkający za oceanem, bardziej o to, że nie mamy tu styranego życiem policyjnego wygi jak Wallander Mankella, albo błyskotliwego moczymordy jak Harry Hole Jo Nesbø. Bo John Adderley alias Fredrik Adamsson to były agent FBI i do tego człowiek stosunkowo młody, wasz rówieśnik. Jak wpadliście na to, że to właśnie jego przygody będą główną osią fabuły?

– Chcieliśmy, aby nasz główny bohater się wyróżniał i był inny. Chcieliśmy uciec od figury zgorzkniałego i pijanego policjanta, który niechlujnie się ubiera i ma za sobą dwa lub trzy rozwody. Dlatego pozwalamy Johnowi Adderleyowi być przeciwieństwem tego wszystkiego. John może jest nieco próżny, ubiera się więcej niż schludnie i dba o swoje ciało. Uczyniliśmy go też niezależnym finansowo, co także jest sprzeczne ze utartym wizerunkiem szwedzkiego policjanta.

To, że jego podróż do swoich korzeni, odkrywanie siebie na nowo, będzie głównym wątkiem fabularnym, wynikało z faktu, że musieliśmy znaleźć powód, dla którego opuści Stany Zjednoczone i wróci do Szwecji. To brzmiało interesująco i dlatego w tę stronę poszliśmy tworząc fabułę.

Nie mogę też nie zapytać o to, co było pierwsze intryga czy bohater?

– Zawsze trudno jest przypomnieć sobie, które z pomysłów pojawiły się jako pierwsze, ponieważ jest to tak naprawdę ciągły proces twórczy. Ale myślimy, że tym razem fabuła była pierwsza. Dopiero potem dodaliśmy osobisty wątek Johna Adderleya.

A dlaczego Karlstad jako miejsce akcji?

W tym, że wybraliśmy właśnie Karlstad, nie było nic dziwnego. Obaj dorastaliśmy w małej wiosce Åmål, 80 km na południe od Karlstadu, który był najbliższym większym miastem i często tam bywaliśmy. Chcieliśmy więc napisać o miejscu, które dobrze znamy.

Peter Mohlin, fot. © Magnus Liam Karlsson

Na ile fabuła „Ostatniego życia” jest fikcją literacką, a ile znajdziemy w tej powieści odniesień do prawdziwych wydarzeń?

Fabuła jest w 100 procentach fikcyjna, poza miejscem, w którym się toczy akcja książki. Ale z drugiej strony, nasi bohaterowie to zlepek ludzi, których przez lata poznawaliśmy. Wybieramy cechy charakteru różnych osób i mieszamy je, aż powstanie z tego nowy, fikcyjny bohater. Obiecujemy, że nikt siebie nie rozpozna (śmiech).

Jeden z was ma doświadczenie w dziennikarstwie, a drugi pracuje jako scenarzysta i reżyser. Czy wcześniej wykonywane zajęcia pomogły wam przy pisaniu tej powieści?

– Tak, absolutnie. Nasze doświadczenie bardzo nam pomaga. Mamy różne umiejętności i wzajemnie się uzupełniamy. Mohlin, jako dziennikarz, dużo pracował z tekstami i jest dobry w ich redagowaniu i tworzeniu. Nyström dużo pracował z dramaturgią i dialogiem w swojej pracy scenarzysty teatralnego, co wpływa na jego pracę przy naszych książkach.

Znane mi duety pisarskie pisząc książki zazwyczaj dzielą się pracą. Na przykład ktoś zajmuje się warstwą obyczajową, a ktoś drugi konstruuje sceny akcji. A jak to jest w waszym przypadku?

– Obaj robimy wszystko. Na początek razem pracujemy nad historią. Często chodzimy na długie spacery, rozmawiamy i rozmawiamy, aż mamy historię, w którą wierzymy. Następnie tworzymy streszczenie (również razem). Znając strukturę każdego rozdziału, dzielimy je między siebie i każdy z nas pisze co drugi rozdział. Następnie wysyłamy je do siebie kilka razy w tę i z powrotem i redagujemy je nawzajem, aż obaj jesteśmy usatysfakcjonowani.

Czy odzywała się już do was jakaś wytwórnia filmowa lub telewizyjna? Sami przyznaliście, że myśleliście najpierw o scenariuszu serialu – i rzeczywiście czytając „Ostatnie życie” miałem wrażenie, że trzymam w ręku powieść, która tylko czeka na to, by ją przenieść na ekran, a poszczególne części kończą się tak, jak powinno wyglądać zakończenie każdego odcinka trzymającego w napięciu serialu kryminalnego. Rzeczywiście trudno było odłożyć książkę nawet na chwilę, bo nie było wiadomo, czy już na następnej stronie nie nastąpi nagły zwrot akcji, a główni bohaterowie nie znajdą się znów w tarapatach.

Peter Nyström, fot. © Magnus Liam Karlsson

– Często słyszymy, że nasze książki świetnie nadawałyby się na serial telewizyjny i oczywiście byłoby to bardzo ekscytujące i zabawne zobaczyć kiedyś Johna Adderleya na ekranie. Ale to długi proces i jak dotąd nic nam o nim nie wiadomo.

Książkę kończycie klasycznym cliffhangerem co oznacza, że możemy oczekiwać, że ta historia wyjaśni się dopiero w następnym tomie. A może jeszcze później? Na ile tomów rozpisaliście wszystkie przygody, jakie przeżyje John Adderley? I czy z założenia Karlstad będzie zawsze miejscem akcji?

– Napiszemy co najmniej cztery książki o Johnie Adderleyu, a może i więcej. Chcemy pisać o Johnie, dopóki uważamy, że to zabawne i jak na razie nie mamy planów, by go porzucić. Zwykle mówimy, że zobaczymy, kto pierwszy się zmęczy – my czy czytelnicy (śmiech).

Na Targach Książki w Goeteborgu wasza książka została uznana za najlepszy debiut kryminalny roku 2020. „Ostatnie życie” przetłumaczone zostało już na kilkanaście języków i znalazło wydawców w 16 krajach. Jest już w przygotowaniu wasza kolejna książka „Druga siostra” więc pojawia się pytanie, nad czym teraz pracujecie?

Jesteśmy niezmiernie wdzięczni i szczęśliwi z powodu wspaniałego przyjęcia, z jakim spotkał się nasz debiut w 2020 roku i oczywiście inspiruje nas to do dalszego pisania. W tej chwili siedzimy w naszym biurze w Göteborgu i piszemy, aż krwawią nam palce, Johna Adderleya nr 3. Obecnie mamy już 60 samoprzylepnych karteczek na białej tablicy (śmiech).

Rozmawiał Jakub Hinc

*Peter Mohlin i Peter Nyström dorastali razem w małym szwedzkim miasteczku. W wieku dziesięciu lat stworzyli pierwszą wspólną powieść kryminalną. Po wielu latach profesjonalnego pisania do prasy, reżyserowania i tworzenia scenariuszy zdecydowali się powrócić do pomysłu z dzieciństwa. Zdali sobie sprawę, że ich mocne strony – cięte pióro dziennikarskie połączone z wyczuciem dramaturgii i dialogu właściwe scenarzystom – to owocne połączenie, które dzięki któremu światło dzienne ujrzała ich debiutancka powieść kryminalna.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: