Site icon Zupełnie Inna Opowieść

Bond w diamentach i lodzie | Śmierć nadejdzie jutro, reż. Lee Tamahori | #bond25

Od diamentów, przez bikini po but Rosy Klebb – „Śmierć nadejdzie jutro” to ukłon w stronę wcześniejszych części cyklu o „Bondzie”, czasem cytowanych wprost, czasem pośrednio. Ale film Lee Tamahoriego w kilku miejscach zawodzi i trochę szkoda, że właśnie nim Pierce Brosnan pożegnał się z rolą agenta 007.

Zaczyna się z przytupem i tak jest do końca – czego jak czego, ale dynamiki temu filmowi nie brakuje. Oto bowiem Bond przejmuje helikopter z handlarzem diamentami i podszywając się pod niego rusza na spotkanie z niejakim pułkownikiem Moonem (Will Yun Lee), synem północnokoreańskiego generała (Kenneth Tsang), a jednocześnie renegatem, będącym na swój sposób postacią z katalogu takich bondowskich figur jak choćby generał Orłow w „W obliczu śmierci”. O ile ojciec myśli o zbliżeniu Korei Północnej z Zachodem, o tyle syn pała chęcią zniszczenia imperialistów, co przy okazji nie przeszkadza mu budować fortuny i otaczać się sportowymi samochodami.

Misja Bonda, mająca na celu wyeliminowanie młodego Moona z łańcucha nielegalnego handlu objętymi embargiem diamentami z Afryki, niestety pali na panewce. Co prawda pościg na poduszkowcach po strefie zdemilitaryzowanej doprowadza do (domniemanej) śmierci przeciwnika, ale ucieka jego pomocnik, Zao (Rick June), a sam agent Jej Królewskiej Mości trafia do niewoli. Tortury, w tym ukąszenia skorpionów nie są co prawda w stanie złamać Bonda, ale wierchuszka brytyjskich służb, co zrozumiałe, ma inne zdanie – wpadka w krótkim czasie kilku agentów może sugerować, że szpieg sypnął i trzeba go jak najszybciej odebrać Koreańczykom, by nie narobił więcej szkód. Nie ma tu jednak żadnej brawurowej akcji odbijania jeńca, jest prosta wymiana na moście. Wymiana na złapanego w międzyczasie przez zachodnie służby Zao.

Bond w swoim stylu zaczyna prowadzić dochodzenie, które zawiedzie go na Kubę, gdzie pozna Jinx (Halle Berry), która wyłoni się przed nim z morskich fal w bikini i z nożem u pasa, niemal dokładnie tak jak Honey Ryder w „Dr. No” co jest z jednej strony nawiązaniem do ikonicznej postaci granej przez Ursulę Andress, z drugiej zaś, poprzez obsadzenie w tej roli Berry jest udaną próbą wprowadzenia do bondowskiego świata czarnoskórej pierwszoplanowej postaci żeńskiej.

Na jednej z kubańskich wysepek Bond „pomoże” Jinx w rozwaleniu w drobny mak kliniki wymiany szpiku, by ostatecznie wpaść na ślad niejakiego Gustava Gravesa (Toby Stephens), właściciela kopalni diamentów na Islandii, w zadziwiający sposób tożsamych z diamentami ze strefy objętej embargiem.

A potem, w islandzkich lodach, w lodowym pałacu zbudowanym specjalnie na PR-owskie fajerwerki Gravesa, Bond nawiąże bliższe relacje z panną Frost (Rosamund Pike), asystentką Gravesa, kobietą niedostępną i nieodgadnioną.

Już tylko ten opis pokazuje, że twórcy „Śmierć nadejdzie jutro” próbowali do jednego worka wrzucić ile się tylko da. Akcja goni akcję, co samo w sobie jest dobrą wiadomością, ale w pogoni za atrakcyjnością zgubiono gdzieś rozsądek, czego najlepszym przykładem jest niewidzialny samochód Bonda, rodem raczej z filmów science-fiction. Do tego dochodzą niedopracowane efekty specjalne, jak choćby w scenie spadania wyścigowego bolidu z lodowca i surfowania, czy raczej dość ekstremalnego kitesufringu Bonda między górami lodowymi. Podobnie nienajlepszy, bo wtórny jest pomysł laserowego działa zawieszonego w kosmosie, a zbudowanego z diamentów. To samo mieliśmy przecież w filmie „Diamenty są wieczne”, gdzie Blofeld umieścił na orbicie gigantyczny laserowy generator.

Możliwe oczywiście, że w tym ostatnim przypadku chodziło o mrugnięcie okiem do fanów. W końcu w całym filmie aż roi się od cytatów z innych części „Bonda”. I tak choćby w warsztacie Q (John Cleese) znajdziemy nieco już śmierdzący but Rosy Klebb z wysuwanym z podeszwy ostrzem z „Pozdrowień z Rosji” czy odrzutowy plecak z „Operacji Piorun”. W kopalni diamentów dla Jinx przygotowana zostanie śmierć od lasera – to bezpośrednie nawiązanie do „Goldfingera”. Jest jeszcze scena w Hongkongu gdy Bond zamawia krawca, by uszył mu garnitur i koszule – może to być nawiązanie do zdania z „Diamenty są wieczne” (1971), gdzie Bond mówi do Tiffany, że zna dobrego krawca w Hongkongu. I jeszcze oczywiście skok ze spadochronem, na którym znajduje się brytyjski Union Jack, co widzieliśmy po raz pierwszy w filmie „Szpieg, który mnie kochał”. W ten sposób  zamknięto symbolicznie nie tylko erę filmów z Piercem Brosnanem, ale i całą serię o agencie 007, rozpoczętą „Dr. No”. Następny film, „Casino Royale” z Danielem Craigiem w głównej roli opowiada przecież całą historię od nowa.  

Spin-off o Jinx czyli filmy, które nie powstały

Co ciekawe, w 2003 roku pojawiły się spekulacje na temat spin-offu filmu, koncentrującego się na postaci Jinx, którego premiera była zaplanowana na listopad/grudzień 2004 roku. Pierwotnie donoszono, że MGM chciał stworzyć serię filmową, która byłaby alternatywą dla głównej serii, podobnie zresztą jak miało to miejsce pod koniec lat 90., gdy myślano o spin-offie opartym na postaci Wei Lin, granej przez Michelle Yeoh „Jutro nie umiera nigdy” z 1997 roku. Jednak pomimo wielu spekulacji na temat zbliżającego się filmu, 26 października 2003 r. „Variety” poinformowało, że MGM całkowicie wycofało się z tego projektu, ku konsternacji Barbary Broccoli i Michaela G. Wilsona z Eon Productions. MGM chciało bowiem jak najszybciej przejść do realizacji następnego filmu, czyli wspomnianego już „Casino Royale”.

Przerwa na Oscara, czyli ciekawostki

James Bond powróci na zupelniennaopowiesc.com w filmie „Casino Royale”.

Śmierć nadejdzie jutro (Die Another Day), reż. Lee Tamahori
Scenariusz  Neal Purvis, Robert Wade
USA, Wielka Brytania 2002

Exit mobile version