recenzja

Korale z bursztynu | Małgorzata Żebrowska, Matczyzna [recenzja]

Czy da się zerwać raz na zawsze sznur, na który niczym korale z bursztynu nanizane są losy kolejnych pokoleń kobiet przekazujących sobie wiano traum? O „Matczyźnie” Małgorzaty Żebrowskiej pisze Przemysław Poznański.

To kim jesteśmy, okazuje się być sumą krzywd. Nasze wybory, nasze wątpliwości, nasze kompleksy i porażki, ale nawet małe zwycięstwa, to pochodna sztafety pokoleń, w której jesteśmy tylko ostatnimi – jak na razie – z biegnących. W „Matczyźnie” nic bowiem, co dotyczy Basi, głównej bohaterki i pierwszoosobowej narratorki, wszystkich jej traum i lęków, jej ciągłych prób przypodobania się innym, nie dzieje się bez przyczyny, lecz jest głęboko zakorzenione w tym, czego doświadczyły matka i babcia, w ich słabościach, w ich osobistych strachach.   

Jest w powieści scena, gdy Basia, znajduje w szkatułce babci Krysi korale z bursztynu. Matka zachęca ją: weź, babcia by tego chciała. To pozornie przyjazny gest, nienachalny symbol międzypokoleniowych więzi, lecz przecież przekonamy się szybko, że nic w tej powieści nie jest bezkarne i nic nie jest bezpieczne, tym bardziej gdy dotyczy relacji matka-córka. Dlatego bursztyn nie będzie tu olśniewał refleksami światła, lecz stanie się  symbolem pułapki – tak dla zatopionych w żywicy owadów, jak i dla bohaterek, a we frazie „więzi rodzinne” wybrzmiewać będzie przede wszystkim groźba emocjonalnego spętania.

Korzenie traumy

Basia jest pokoleniem najmłodszym. To kobieta tuż przed trzydziestką, pracująca w jednej z warszawskich korporacji. Na rodzinne Kurpie wybiera się z musu – na pogrzeb babci. Niechęć do wyjazdu tłumaczy sobie zawodowymi obowiązkami, choć nie kryje też niechęci do nestorki, jej śmierć uznając wręcz za kolejną złośliwość ze strony kobiety, do której czuć umie tylko „złość i żal”. A i z mamą, Martą, też nie jest Basi po drodze – ich drogi rozeszły się już dawno, nić porozumienia między nimi została zerwana. Pozostaje chłód, podszyty podskórną, ledwie tłumioną złością – w jakimś sensie wszechogarniającą, bo skierowaną do wszystkiego, co bohaterce kojarzy się z dzieciństwem. To dlatego tak nerwowo zareaguje, słysząc w autobusie kurpiowski zaśpiew.

Ona sama wypleniła go ze swojego języka, naiwnie wierząc, że definitywnie odcina się w ten sposób od korzeni, zostawiając je za sobą wraz z całym bagażem traum. To rzecz jasna złudzenie. Psychologiczny portret Basi, subtelnie malowany przez autorkę, odsłania nam postać wciąż zagubioną między przeszłością a teraźniejszością, a przez to niepotrafiącą się w pełni odnaleźć w nowym życiu i w budowanych przez nią międzyludzkich relacjach. To bohaterka pozornie mocna, niezależna, twarda, a przecież w istocie rzeczy zagubiona, co czyni ją nierzadko niemal bezbronną, podatną na ciosy.

Wędrówka ku przeszłości

To zagubienie będzie w „Matczyźnie” punktem wyjścia do podróży, jakiej podejmie się bohaterka. Wyjście z labiryntu można wszak odnaleźć tylko wtedy, gdy ruszy się przed siebie. Choć może raczej za siebie, bo podróż – choć rozumiana także dosłownie, jako wyjazd do miasta dzieciństwa – będzie tu przede wszystkim wędrówką przez meandry wspomnień w poszukiwaniu wyjścia z matni rodzinnych uwikłań. Tym bardziej będą taką podróżą w przeszłość dwie przeplatające się narracje snute z punktu widzenia babci oraz matki – narracje tym razem trzecioosobowe, ale osobiste, zagłębiające się tak w wydarzenia, które budowały postaci w całej ich psychologicznej złożoności, jak i w cały konglomerat ich bólu i strachu. Zobaczymy dzięki temu, w jaki sposób powstawały przez pokolenia owe symboliczne korale, złożone nie z bursztynu przecież, a ze spolegliwości wobec społecznych norm i wobec własnych słabości, nałogów, ze straconych złudzeń, kompromisów i frustracji.

W każdym przypadku będzie to podróż bolesna, bo pokazująca wprost toksyczne zachowania dorosłych wobec dzieci, wyrażające się także w braku empatii, lekceważeniu dziecięcych pragnień, obojętności na dziecięcą próbę zrozumienia rzeczywistości. „Tata był zajęty pracą, matka swoimi migrenami, pytali mnie wieczorem, czy wszystko w porządku i na tym kończyła się ich piecza” – wspomni Basia. Z czasem kilkuletnia dziewczynka obserwować będzie też narastający między rodzicami konflikt i – pozostawiona sama sobie – obwiniać będzie się o to, że jest powodem kłótni. To poczucie winy już z nią pozostanie, podobnie jak chęć przypodobania się, próba znalezienia akceptacji u rodziców, ale i u innych, co będzie miało ważkie konsekwencje – tak w dzieciństwie, gdy bohaterka odrzuci „obciążającą” ją przyjaźń, ale i w życiu dorosłym – zawodowym i prywatnym.

Powidoki rodzinne

Małgorzata Żebrowska da każdej z bohaterek szansę na ukazanie swoich wyborów jako pochodnej zdarzeń mniej lub bardziej od nich zależnych. Nie zagwarantuje im to bezkarności, ale pozwoli ukazać złożone psychologiczne mechanizmy, stojące za ową sztafetą traum. Nie ma bowiem w „Matczyźnie” prostych zależności i jednoznacznych podziałów na sprawców i ofiary, nawet jeśli widzimy zachowania jednoznacznie naganne, w tym niedoskonałą miłość, niedostateczną miłość, lub wręcz niemiłość, chłód i obojętność. Rzecz w tym, że w tym świecie ktoś, kto jest winien, może też być jednocześnie pokrzywdzony.

W przypadku głównej bohaterki zdecyduje się autorka na gest literacko odważny – pozostając wciąż w granicach realizmu pozwoli Basi dotrzeć poza granice tego, co doświadczalne zmysłami, dając jej tym samym szansę na obcowanie z powidokami ludzi i zdarzeń przeszłych. Te sceny niemożliwego przecież w realnym świecie spotkania między czasami dadzą bohaterce szansę na wyrzucenie z siebie żalu wobec matki, noszonego niczym niedający się zrzucić balast. Postać obdarzonej skrzydłami dziewczynki w czerwonej sukience, przypisana do świata onirycznego, pozwoli Basi z kolei na odszukanie w sobie tej tak upragnionej odrobiny czułości, której nie doświadczyła jako dziecko.

Akt literackiej odwagi

Małgorzata Żebrowska debiutuje powieścią ważną i poruszającą. Głęboko intymną, odsłaniającą kulisy dziedziczonych przez bohaterki traum, a jednocześnie uniwersalną, pozwalającą doszukiwać się i nam, we własnych życiorysach, doświadczeń tożsamych z tymi, jakie stają się udziałem wykreowanych przez autorkę postaci.

Tytułowa matczyzna to nie tylko miejsce gdzieś na Kurpiach, z którego drogi rozchodzą się na wiele stron, ale przede wszystkim przekazywane kobietom z pokolenia na pokolenie toksyczne wiano „złego wychowania”, bólu i kompleksów, a więc wszystkiego tego, co – choć zaszczepiane w nich często bezintencjonalnie – stanie się dla kolejnych matek, córek i wnuczek ciężarem trudnym do udźwignięcia. „Matczyzna” to zatem akt oskarżenia, poprzedzony jednak sumiennym zebraniem dowodów i poszlak – także tych mogących służyć obronie. To też akt pisarskiej odwagi, wyrażającej się w ukazaniu tego, co w rodzinnych opowieściach bywa zbyt często przemilczane.    

Małgorzata Żebrowska, Matczyzna
Prószyński i S-ka, 17 czerwca 2025
ISBN: 9788383911939

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej