artykuł

Dane o nakładach książek do Biblioteki Narodowej? | Postulat Unii Literackiej

Unia Literacka postuluje, by wysokość nakładów książek była przez wydawców raportowana do Biblioteki Narodowej. To kolejny głos w trwającej dyskusji o wprowadzeniu niezbędnych zmian na rynku książki. 

Charakterystyczny plakat zawierający postulat można znaleźć dziś – w Światowym Dniu Książki i Praw Autorskich – na profilach społecznościowych wielu pisarzy, związanych z Unią Literacką. To m.in. pokłosie raportu „Jeszcze książka nie zginęła?” opublikowanego pod koniec lutego przez Instytut Książki, a mającego być w założeniu ważnym krokiem do radykalnych zmian, które uleczą sytuację, w której choćby wynagrodzenie pisarzy okazuje się niewspółmierne do zysków np. dystrybutorów.

W Polsce około 3 tysiące osób to zawodowi twórcy lub twórczynie literatury. Ile zarabiają na tak działającym rynku? Jak wynika z raportu, jest to ok. 5 proc. ceny okładkowej – choć może to być i 10 proc., ale bywa, że i poniżej 2 proc. Niezależnie od przyjętego modelu wynagrodzenia, przy przeciętnej cenie okładkowej książki wynoszącej 57,50 zł i średnim rabacie hurtowym rzędu 45 proc., autor lub autorka może liczyć na dodatkowe wynagrodzenie z tytułu tantiem ok. 2,9 zł za egzemplarz. Rzecz w tym, że nakłady nie są jawne.

Stąd postulat Unii Literackiej, by wydawcy raportowali nakłady i wysokość sprzedaży do systemu Biblioteki Narodowej. Udostępnili go u siebie m.in. Inga Iwasiów czy Anna Kochnowicz-Kann. Jacek Dehnel, prezes Unii Literackiej pisze, że na polskim rynku książki wszyscy możliwie ukrywają wysokość nakładów i liczbę sprzedanych egzemplarzy. „Największa baza danych, Nielsen, ma wiadomości zaledwie o 55% danych z rynku – i są one tak niereprezentatywne, że Polska Sieć Ekonomii tworząc raport dla Instytutu Książki celowo je pominęła, obawiając się, że mogą raczej zaciemniać niż rozjaśniać prawdziwy obraz sytuacji” – czytamy w poście Dehnela, który dodaje, że niejasność sprzyja tym, którzy na rynku zachowują się nieuczciwie, oszukując czy to wydawców, czy autorów, czy nawet czytelników.

Jak pisze w mediach społecznościowych Wojciech Chmielarz, zdumiewa go asymetria informacyjna na niekorzyść twórców. „W wielki skrócie autor/autorka nie wie, ile sprzedaje książek, nie wie, czy sprzedaje ich dużo czy mało, nie wie, jak się pozycjonuje na tle rynku. Jakiekolwiek negocjacje w takiej sytuacji są po prostu niesamowicie utrudnione”.

I dodaje: „Jest jeszcze kwestia rozliczenia sprzedaży. W tej chwili autor/autorka musi uwierzyć na słowo wydawcy, który raportuje mu wysokość sprzedaży. De facto nie ma możliwości, żeby to sprawdzić. Bo jasne, możemy zażądać audytu, ale ten kosztuje” – tłumaczy pisarz. Jak tłumaczy, raportowanie nakładów i sprzedaży do systemów Biblioteki Narodowej rozwiązałoby te problemy i wprowadziło transparentność na rynku książki.

To tylko jeden z kilku postulatów Unii Literackiej. Jednym z n ich jest stawka minumum 10 proc. ceny okładkowej dla autora.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej