„Crimen” Józefa Hena to rozgrywająca się w XVII wieku arcydzielna opowieść o upartym poszukiwaniu prawdy w świecie przeżartym kłamstwem, przemocą i nienawiścią – z okazji 102. urodzin autora pisze Przemysław Poznański.
Autor założył sobie cel ambitny – zabrać czytelnika w podróż pełną niebezpieczeństw, dla niepoznaki ubraną w kostium sensacji, ba, nawet kryminału, ale przecież możliwie najdalszą od jakichkolwiek uproszczeń, drobiazgową w przedstawieniu historycznego tła, zatopioną w obyczajowości opisywanych czasów, w ich języku, wreszcie w mentalności postaci z epoki.
Nadaje Hen tej książce podtytuł „opowieść sensacyjna z XVII wieku”, a w pierwszym wydaniu z 1975 roku „opowieść jarmarczna”, lecz przecież tworzy tak naprawdę wielką panoramę Polski sprzed czterech wieków. I to nawet jeśli pokaże nam ją zaledwie przez pryzmat skrawka Rusi Czerwonej, kilku majątków w ziemi sanockiej. I kilkunastu tamtejszych mieszkańcówi – prawda, że osadzonych w swoich indywidualnych historiach, niejednoznacznych, osobnych, a przecież zarazem – na miarę owej panoramy – mających też zalety i wady zbliżające je do postaci archetypicznych.
Powrót syna
Bohater powieści, Tomasz Błudnicki, dwudziestopięciolatek, ubogi szlachcic, weteran wojen o carski tron dla Maryny Mniszchówny, po ośmiu latach walki, która dla niego, jak i wielu innych, skończyła się niewolą, wraca do rodzinnego majątku. I zastaje go w ruinie, a co więcej – dowiaduje się, że jego ojciec nie żyje, zaś okoliczności tej śmierci są mocno podejrzane. Niewykluczone, że doszło do zbrodni, tym bardziej że z każdym kolejnym dniem pobytu mężczyzny w Błudnikach na jaw wychodzą nowe okoliczności dotyczące tej sprawy, nowe motywy, które mieć mogli pojawiający się tu co rusz potencjalni podejrzani.
Józef Hen prowadzi z nami grę – rozstawia pionki, przydziela role. Tomaszowi przypadnie najważniejsza: quasiśledczego, który musi zbadać dowody, przesłuchać świadków i wytypować potencjalnego sprawcę. Mężczyzna działa jednak po omacku – jest tu de facto nowy, nie rozumie rządzących tym światem zależności, szybko przekona się więc, że szlachecki sygnet, biegłość we władaniu szablą i bystry umysł to za mało, by dociec prawdy w świecie opartym na kłamstwie, na chęci zysku, na zdradzie.
Przyjaciele czy wrogowie?
Śledztwo – choć nie ma w sobie nic z umowności – stanie się dla bohatera przede wszystkim pouczającą podróżą. W głąb rodzinnych sekretów – to jasne, bo przecież szybko okaże się, że bohater tak naprawdę nie zdążył dobrze poznać własnego ojca – ale i podróżą w sensie dosłownym, obfitującą w spotkania z tymi, którzy tworzą ową panoramę XVII-wiecznej Polski. Z prześladowaną coraz mocniej wspólnotą arian, w której znajdzie się i młody chłopiec zmierzający do Jerozolimy, i kniaź przyodziany w szaty żebraka. Z oddziałem lisowczyków. Z Ormianami i Żydami. Ze zbójecką banda szlachcica Stanisława Rosińskiego oraz z infamisem i obieżyświatem Stefanem Ligęzą, czy wreszcie łasym na królewszczyzny chorążym Łukaszem Bełzeckim. A także z Urszulą, córka tegoż, kobietą wyrastającą ponad swoje czasy, szukającą niełatwego kompromisu między powszechnym ówcześnie rozumieniem społecznych ról, a jej własnymi ambicjami.
W Urszuli Błudnicki się zakocha. W przypadku spotkań z innymi nie raz, nie dwa zada sobie pytanie o to, czy nie ściskał aby właśnie dłoni zabójcy swojego ojca. Szybko przekona się bowiem, że trafił do świata skomplikowanych zakulisowych gier, niedopowiedzeń, tajemnic – także takich, których nie da się być może nigdy przejrzeć do końca. Gier o pieniądze, o władzę, o wpływy, ale i o miłość czy uznanie. Gier, w których czasem jest miejsce na górnolotne słowa pełne zapewnień o lojalności, honorze i uczuciach, lecz padających z ust ludzi podatnych na rozmaite wątpliwej jakości przypadłości, działającymi z niskich pobudek, albo zwyczajnie omylnych lub zapalczywych.
Bez chełpliwych opowieści
„Przyzwyczajeni jesteśmy do chełpliwych opowieści, jak to jeden dziesięciu ściął, jak od miecza naszego kupa nieprzyjaciół padała, my lwy, oni zające, my jeno bij-zabij, a dusza w nas zawsze wielka i z Bogiem w zgodzie. Chcesz-li takiej opowieści, to się jej ode mnie nie doczekasz” – powie cierpko Błudnicki, pytany o „przygody” wojenne. To najlepiej pokazuje jak bardzo dystansuje się Hen od prozy Henryka Sienkiewicza. Nie tyle nawet polemizuje z Trylogią, ile wprost odrzuca Sienkiewiczowską narrację – romantyczną, tworzoną „ku pokrzepieniu serc”, pełną bohaterów bez skazy lub takich, którzy skazy wymażą w końcu na polu bitwy za Ojczyznę.
„Crimen” nie jest opowieścią z morałem, nie epatuje opisem bohaterskich czynów. Autor wybiera bowiem prawdę – nawet jeśli kłamstwo wydatniej podnosi na duchu. Zło – i owszem – bywa tu karane, lecz przecież nie każde, a dobro wcale nie gwarantuje zwycięstwa. Wprost przeciwnie: bywa przyczyną klęski, tym bardziej jeśli wyrosło na owym romantycznym podglebiu, na naiwnym szacunku dla takich wartości jak prawda i sprawiedliwość. To dzięki temu jest to powieść ważna – być może jedna z najważniejszych polskich powieści XX wieku. Warta tego, by wciąż do niej wracać.
Korzystałem z wydania:
Józef Hen, Crimen. Opowieść sensacyjna z XVII wieku
Wydawnictwo MG, 27 października 2021
ISBN: 9788377797709
Journey to the truth | Józef Hen’s „Crimen” is a masterpiece set in the 17th century, telling the story of a stubborn search for truth in a world riddled with lies, violence and hatred – on the occasion of the author’s 102nd birthday, writes Przemysław Poznański.

