„Game over” Tomasza Żaka jest opowieścią o odpowiedzialności, a może bardziej jej braku: za innych, za prawdę, za własne marzenia, za własne i cudze życie – pisze Przemysław Poznański.
To też w sposób oczywisty – bo w zgodzie z tytułem – opowieść o końcach, choć przecież w równym stopniu o początkach. Nie może być inaczej, skoro dostajemy książkę opartą w znacznym stopniu na toposie podróży do źródeł, w której równie ważna jak efekt tego co się wydarzy, jest też tego przyczyna. Katalizatorem dla owej podróży będzie samobójcza śmierć Piotra, przyjaciela narratora powieści, która wymusi na nim przyjazd do rodzinnego Niedorzecza, miasteczka leżącego gdzieś w Wielkopolsce, i do zanurzenia się w przeszłości. Przeszłości, stojącej pod znakiem głęboko skrywanych tajemnic.
Nie ma więc w powieści Żaka nic z powrotu sentymentalnego. Jego Tadeusz, inaczej niż Tadeusz u Mickiewicza, nie wkracza do porzuconego przed laty raju, by w cieniu prowincjonalnego konfliktu odnaleźć miłość i spełnienie. Owszem, znajdziemy w „Game over” wszystko to, co na co dzień sprawiało nastolatkom frajdę – z kupowanymi na poznańskim bazarze Bema grami wideo, RPG i czasopismami w rodzaju „Bravo”. Znajdziemy też doskonale oddane tło obyczajowe polskiej prowincji końca lat 90. XX wieku. Ale jednocześnie śmierć Piotra, jako punkt wyjścia narracji (pierwszoosobowej Tadeusza, ale i trzecioosobowej, gdy na plan pierwszy wysuwa się historia Piotra), narzuca całości ton rozliczenia, dogrzebywania się nie do tego, co radosne, ale do tego, co w mniej lub bardziej opresyjny sposób kształtowało pierwsze pokolenie dorastające w postkomunistycznej Polsce.
Powrót do Niedorzecza
Tadeusz Żerski na co dzień mieszka i pracuje w Warszawie, co jest jedną z przyczyn tego, że od lat nie utrzymuje kontaktu ze znajomymi z dzieciństwa. On, zwyczajnie, ten rozdział zostawił już daleko za sobą. Choć szybko przekonamy się, że u źródeł takiej decyzji leży nie tylko kwestia odległości, ale także niechęć do rozdrapywania zadawnionych ran, konfliktów, wiszących w powietrzu niedopowiedzeń. Powrót – czego się przecież obawiał Tadeusz – zmusi go do zagłębienia się w zdarzenia przeszłe, które po latach niespodziewanie odsłonią swoje drugie dno, ukażą swoje prawdziwe oblicze. Niedorzecze nie jest utraconym i odnalezionym rajem, a choć można tu odnaleźć miłość, to równie łatwo można ją też stracić.
To zresztą stanowi o sile powieści Żaka – narrator nie cofa się do czasów młodości swojej i jego paczki znajomych: Piotra, Anity, Krystka czy Pawła, by eksplorować blaski i cienie dorastania w konkretnym miejscu i czasie (w każdym razie nie tylko) i by próbować przekonać nas o niepowtarzalności swoich doświadczeń. Cofa się w czasie raczej po to, by patrząc przez pryzmat przeszłości, próbować z pasją detektywa wydobyć z zakamarków pamięci osób, które spotka po latach, wszystkie te elementy, które brakują mu do układanki, do zakończenia rozpoczętej lata temu skomplikowanej gry.
Przeczytaj także:
Pierwsze razy i pułapki niedopowiedzeń
Jaka to gra? Za jej uczestnikami podążamy w obie strony linii czasu. Co oczywiste w przypadku prozy sięgającej do dzieciństwa przede wszystkim od „mety” ku „startowi”, by przesuwając się po kolejnych polach czy poziomach wpadać wraz z bohaterami w zbudowane przez dorosłych pułapki niedopowiedzeń, tajemnic, kłamstw. Podróż od „mety” to demaskowanie obłudy, odkrywanie trudnej, a często i szokującej prawdy, ale też zyskanie świadomości tego, że są sprawy, których nie da się naprawić.
Ale to też podróż od „startu”, od początku, od wszystkiego tego, co możemy wrzucić do zbioru o nazwie „pierwsze razy”, włącznie ze skutkami pierwszych dorosłych decyzji. Od pierwszej bójki, pierwszego spotkania, pierwszej (pirackiej) gry, pierwszego doświadczenia z papierosami, narkotykami, wreszcie pierwszej miłości, pierwszego rozczarowania miłością, pierwszego doświadczenia zdrady. I w końcu pierwszej dorosłej decyzji, która zaważy na całym życiu.
Poczucie odpowiedzialności
Ta podróż w czasie zawiedzie bohatera do miejsca, które będzie stanowiło punkt zerowy, prawdziwy początek zdarzeń, prapoczątek wszystkiego – przynajmniej w mikroskali tej opowieści. Dzięki temu możliwe będzie odnalezienie wspólnego mianownika zdarzeń, jakim wydaje się tu być poczucie odpowiedzialności – ciężar dla wielu nie do udźwignięcia. Owszem, to właśnie poczucie odpowiedzialności sprawi, że jeden kolega stanie w obronie drugiego, reagując w zdecydowany sposób na rówieśniczą przemoc. Owszem, decyzje dorosłych często wynikać będą także z poczucia odpowiedzialności, choć nie zawsze rozumianej właściwie. Ale jednocześnie nie zabraknie w prozie Żaka toksycznego braku odpowiedzialności pod postacią apodyktycznych ojców, przemocowych ojczymów, nieobecnych rodziców, ludzi ulegających nałogom – wszystkich tych figur, które staną się tu nosicielami mniej lub bardziej zamierzonej opresyjności i autoopresyjności.
Kluczem więc do zrozumienia tej opowieści będzie właśnie poszukiwanie u źródła zdarzeń poczucia odpowiedzialności– za innych, w tym najbliższych, za spełnienie własnych i cudzych marzeń, a wreszcie za cudze (ale i własne) życie. Owo poczucie odpowiedzialności okaże się w „Game over” umiejętnością tyleż pożądaną, co deficytową. Skutkującą zdarzeniami nieodwracalnymi, jak choćby śmiercią, która nie jest tylko restartem gry i powrotem na wcześniejszy poziom. Życie nie jest grą, w życiu można za to dociec prawdy i wyciągnąć wnioski. Czasem to niezbędne, by iść dalej.
Tomasz Żak, Game over
Wydawnictwo Papierowy Motyl, Warszawa 3 czerwca 2024
ISBN: 9788367533416

