Reklamy
książki

W pułapce | Jacek Łukawski, Odmęt

Jacek Łukawski wrzuca bohaterów swojego mrocznego kryminału w klaustrofobiczną pułapkę prowincji, by przypierając do muru zmusić ich do odsłonięcia prawdy o sobie, w tym do odkrycia niezbadanych odmętów umysłu mordercy.

„Odmęt” to kryminał ocierający się miejscami o powieść grozy i psychologiczny thriller, w którym prawda jest rzeczą umowną, a przebieg zdarzeń to często kwestia interpretacji. Łukawski uzyskuje ten efekt głównie dzięki wprawieniu swojego bohatera, dziennikarza Damiana Wolczuka, w stan dezorientacji, jaką przeżywać musi każdy, kto niespodziewanie trafia w nieznane sobie i niekoniecznie przyjazne otoczenie. I jest zmuszony pozostać w nim, mimo najszczerszej chęci wydostania się z pułapki, w jaką ono coraz bardziej się zmienia.

Pułapka to zresztą słowo-klucz dla tej powieści. Łukawski buduje ją w „Odmęcie” wielowarstwowo, zaczynając od miejsca. Chęciny to niewielka miejscowość, tu jeszcze bardziej ściśnięta przez autora do ledwie kilku najistotniejszych miejsc, które – choć często opisywane jako rozświetlone słońcem, wydają się w ostatecznym odbiorze naszkicowane przy użyciu kontrastujących barw, głównie czerni ulic, często oglądanych nocą, bieli kości i czerwieni krwi.

Tak narysowane miasteczko, mimo pozornie okazywanej Wolczukowi sympatii, przez całą powieść jawi się jako miejsce nieprzyjazne, pełne głęboko skrywanych tajemnic, do których obcy nie mogą mieć dostępu.

Przy tak skonstruowanym świecie powieści nie jest przypadkiem, że bohater – który trafia tu w wyniku wypadku, jakiemu ulega w drodze do Krakowa – znajduje nocleg w ciasnej celi klasztoru i tak samo nie bez powodu równie ciasny wydaje się każdy zaułek Chęcin, jakim Wolczuk się przemieszcza. Szybko bowiem okazuje się, że miasteczko staje się dla bohatera Łukawskiego pułapką. Nie tylko dlatego, że bohater nie ma go jak opuścić z powodu tkwiącego w lokalnym warsztacie uszkodzonego samochodu, ale też dlatego, że ktoś najwyraźniej wziął Wolczuka na cel i może mieć wobec niego naprawdę groźne zamiary. Pułapka traktowana z początku jedynie jako konieczność irytującego przymusowego pobytu staje się pułapką osaczenia, a może nawet pułapką śmiertelną.

Tym bardziej, że spokojne dotąd Chęciny stają się nagle areną zbrodni. Tym dziwniejszych, że wtłoczonych w ramy nie do końca jasnego rytuału, z pozostawianymi na miejscu przestępstw artefaktami, sugerującymi działanie seryjnego zabójcy. Wszystko wskazuje na to, że morderca podjął grę, w której wyprzedza wszystkich o krok.

Co ciekawe, Wolczuk traktuje z początku całą sprawę jako szansę. Sam bowiem też tkwi w pewnego rodzaju życiowej pułapce, czyli okresie zawieszenia – właśnie stracił pracę i partnerkę, a nagle przerwana podróż do Krakowa zastopowała chwilowo szansę na rozpoczęcie nowego zajęcia. Wydawałoby się więc, że mroczne tajemnice Chęcin to idealny temat dla kogoś, kto chce zabłysnąć w nowej redakcji nietuzinkowym artykułem. Rzecz w tym, że dokumentowanie sprawy, zamiast śledztwa dziennikarskiego, coraz bardziej przypomina zabawę w kotka i myszkę, przy czym Wolczuk robi tu raczej za gryzonia, z którym bawi się psychopatyczny kocur: ni stąd niż owąd znikają ważni świadkowie, a nawet wszelkie ślady ich istnienia, niespodziewanie na jaw wychodzi też traumatyczna przeszłość bohatera, która nie ułatwia mu pracy.   

„Odmęt” nie jest kryminałem oczywistym, choć mamy tu i psychopatycznego zabójcę, i policyjne dochodzenie, a nawet profesjonalnie prowadzone dziennikarskie śledztwo. Jest nieoczywisty, bo najważniejszym pytaniem jakie stawia autor, nie jest „kto zabił” czy „dlaczego zabił”, ani nawet „jak złapać sprawcę”, lecz „ile w każdym z nas tkwi zła, z istnienia którego na co dzień nie zdajemy sobie sprawy”.

Jacek Łukawski, Odmęt
Czwarta Strona 2020

Reklamy

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: