GŁOSY WOJNY ATOMOWEJ | Swietłana Aleksijewicz, Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości (Чернобыльская молитва. Хроника будущего)

„Z łopatą na atom” – mówi się na Białorusi, gdy chce się najtrafniej oddać atmosferę pierwszych dni po awarii elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Swietłany Aleksijewicz nie interesuje jednak sprzęt i metody, ją interesuje człowiek, który ową łopatę brał do ręki. Często z własnej woli. Często wiedząc, że to wyrok śmierci.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

czarbobylska_Przypomnienie z historii: 26 kwietnia 1986 roku w elektrowni jądrowej w Czarnobylu doszło do awarii, której skutkiem było skażenie promieniotwórcze na obszarze około 130 tys. km kw., a chmura radioaktywna rozprzestrzeniła się nad całą Europą.

Przypomnienie z geografii: Czarnobyl kojarzy nam się przede wszystkim z Ukrainą. I słusznie. Ale trzeba też pamiętać, że leży on tuż przy granicy z Białorusią. I to właśnie z tego kraju wywodzą się bohaterowie „Czarnobylskiej modlitwy” – jak zwykle u Aleksijewicz postaci z krwi i kości, a nie ze spiżu, osoby „z tła”, choć jednocześnie pierwszoplanowe, bo wysłane na pierwszy ogień. A może nawet: „na pierwszą linię frontu”, bo jakże często walka ze skutkami awarii przypomina tu wojnę. Od wzbudzających litość opisów heroicznej walki z żywiołem, wbrew rozsądkowi, wbrew wszelkim zasadom bezpieczeństwa, po groteskowe obrazki żołnierzy ruszających z karabinami na reaktor. Żołnierzy, których przygotowywano do wojny atomowej, więc podchodzili do wybuchu tak, jak potrafili – jak do sabotażu, może nawet aktu terroru, ataku.

Zobacz także: GŁOSY NIEWYSŁUCHANYCH | Swietłana Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety (У войны не женское лицо)

Reporterka ogranicza swój udział: nie relacjonuje zdarzeń, lecz wrażenia i odczucia. Czasem zada pytanie, czasem na marginesie, w nawiasie, opisze emocje rozmówcy, czasem przyzna, że siedzi ze swoimi bohaterami przy jednym stole. Ale to monologi ludzi, których spotkała, wypełniają strony tej książki. Ich słowa to dość, by oddać historię wielkiej odwagi, ale i wielkiej nieodpowiedzialności, ignorancji i arogancji wobec śmiertelnego (tyle że niewidocznego) zagrożenia. „Nasi politycy nie cenią ludzkiego życia, ale sami ludzie też nie. Rozumie pani? Tak już jesteśmy urządzeni. Ulepieni z jakiejś innej gliny” – mówi jeden z bohaterów. Stąd strażacy, którzy do awarii poszli w codziennych ubraniach, stąd żona jednego z nich, nieprzyjmująca do wiadomości, że czuwanie przy mężu w szpitalu może zabić ją i nienarodzone dziecko, stąd w końcu wszyscy ci, którzy postanowili zostać w skażonej „zonie” i żyć tam jak gdyby nigdy nic – orać, siać, jeść płody zatrutej ziemi.

Zobacz także: SWIETŁANA ALEKSIJEWICZ: JESTEM CZŁOWIEKIEM-UCHEM. Mowa noblowska tegorocznej laureatki

Aleksijewicz dociera do nich wszystkich, nie ocenia, ale słucha i znów daje nam zbiorowy portret, ale złożony z pojedynczych losów, dla których Czarnobyl stał się spoiwem. Nie jest więc jak owi dziennikarze wspominani przez jednego z rozmówców, którzy aranżują czarnobylskie plany, przestawiają sprzęty, by dorobić tezę. „ A tu nic nie trzeba było wymyślać. Chciałoby się utrwalić w pamięci wszystko: globus na dziedzińcu szkolnym rozjechany przez traktor, poczerniałą wypraną bieliznę, która wisi już kilka lat na balkonie, lalki, które się postarzały na deszczu” – zapewnia Wiktor Łatun, fotograf. Aleksijewicz postępuje właśnie tak: przedstawia surowe wypowiedzi, nie upiększa, nie nakłada filtrów. Jedynym zabiegiem, jaki stosuje, jest klamra – opowieści dwóch kobiet, których mężowie przegrali w walce z Czarnobylem. To poruszające do głębi świadectwa. Nie wojny i śmierci, ale miłości.

 

Czarnobylska modlitwa, Kronika przyszłości (Чернобыльская молитва. Хроника будущего)

Przełożył Jerzy Czech

Czarne 2012